<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595</id><updated>2011-12-23T23:38:18.654+01:00</updated><category term='muzyka'/><category term='foto'/><category term='opowiadanie'/><category term='grafika'/><category term='podróże małe i duże'/><category term='moja głowa'/><category term='vonnegut'/><category term='książka'/><category term='wiersz'/><category term='&quot;zeznanie&quot;'/><category term='film'/><category term='znaleziska internetowe'/><category term='koncert'/><title type='text'>Nowe Sytuacje</title><subtitle type='html'>opowiadania, grafiki i garść refleksji - wszystko w biało-czarne pasy.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>62</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-5236064658484018210</id><published>2011-12-23T23:26:00.003+01:00</published><updated>2011-12-23T23:38:18.661+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='vonnegut'/><title type='text'>Noł nejm post</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O boże. Jest źle. Mój blog dawno stracił cechę periodyczności (uwaga! Ten termin to przykład czego się "óczę" się na moich studiach..) i czytanie moich nowych postów jest jak odkopywanie sond pełnych nikomu niepotrzebnych szpargałów zakopanych  lata temu w starej matce ziemi dla pamięci przyszłych pokoleń. Albo jak sygnał Monolitu z '2001: Odysei kosmicznej', który nagle rozbrzmiewa po eonach lat milczenia (to porównanie bardziej epickie, ale w przypadku bloga KTÓRY POWINIEN BYĆ REGULARNY nie pomaga).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zatem&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogłaszam wszem i wobec (w tym momencie wyobrażam sobie, że gdy to mówię rozbrzmiewa echo w&amp;nbsp; pustym, zabitym dechami pokoiku gdzieś na kole podbiegunowym, gdzie za oknami posępnie wieje arktyczny wiatr... ale i tak&amp;nbsp; to powiem)&amp;nbsp;&lt;b&gt; To się musi zmienić!&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak więc zapowiadam - są na ukończeniu dwa opowiadania i pojawi się także notka wyjaśniająca co zrobiłem, czego nie zrobiłem i co robię przez ten czas kiedy byłem gdzie indziej (nie wiem po co, ale może to kogoś interesuje).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym czynię pewne obserwacje, które skrzętnie notuje sobie w notatniczku :&amp;gt;... może jak to zbiorę w jakąś sensowną całość (i ilość) to zamieszczę. Poza tym może kilka recenzji się pojawi albo cuś...W każdym razie strzeżcie się! (gdziekolwiek jesteście!)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kilka słów i cytat na koniec.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio przeczytałem&amp;nbsp; "Syreny z Tytana" Vonneguta. Chociaż to mój ulubiony pisarz jakoś&amp;nbsp; długo się przed nimi (Syrenami)&amp;nbsp; wzbraniałem. To pierwsza książka w dorobku Vonneguta i obawiałem się, że jak to z debiutami bywa będzie średnia. Ach jakie cudowne było moje zaskoczenie! Była cudowna! Poniżej wstawiam wam krótki fragment, który urzekł mnie bardzo:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Planeta Merkury śpiewa jak kryształowy kielich. Śpiewa nieprzerwanie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jedną stroną Merkury zwrócony jest ku Słońcu. Ku Słońcu zwraca się wciąż ta sama strona Merkurego. Pokrywa ją ocean rozgrzanego do białości pyłu.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Drugą stroną Merkury zwrócony jest ku nicości wiekuistej przestrzeni. Ku nicości wiekuistej przestrzeni zwraca się wciąż ta sama strona Merkurego. Pokrywa ją dżungla olbrzymich, białoniebieskich, zimnych jak lód kryształów.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Merkury śpiewa dzięki napięciu, jakie powstaje między gorącą półkulą wiecznego dnia a zimną półkulą wiecznej nocy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Merkury jest pozbawiony atmosfery, więc jego pieśń odbiera się zmysłem dotyku.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pieśń jest powolna. Merkury potrafi wytrzymać jeden dźwięk przez okres równy ziemskiemu tysiącleciu. Niektórzy twierdzą, że pieśń ta była niegdyś wesoła, szybka, nieokiełznana - i zniewalająco bogata. Niewykluczone. &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W przepastnych jaskiniach Merkurego żyje pewien gatunek stworzeń.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pieśń, którą śpiewa planeta, jest dla tych stworzeń bardzo ważna, gdyż żywią się one wibracjami. Odżywiają się energią mechaniczną.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia przywierają kurczowo do śpiewających ścian swoich jaskiń.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W ten sposób zżerają pieśń Merkurego (...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia zamieszkujące jaskinie do złudzenia przypominają małe latawce bez szkieletu. Dojrzały osobnik ma kształt romboidalny i mierzy jedną stopę długości na osiem cali szerokości.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Grubość jego nie przekracza grubości ścianki balonika.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Znalazłszy miejsce obiecujące godziwy posiłek stworzenia przylepiają się do ściany jak wilgotna tapeta.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia nie potrzebują systemu krążenia. Są tak cienkie, że życiodajne wibracje rozchodzą im się po wszystkich komórkach bez żadnych układów wspomagających.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia nie wydalają.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia rozmnażają się przez łuszczenie. Świeżo złuszczone młode przypominają łupież.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wszystkie stworzenia są jednej płci. (...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia nie osiągają dojrzałości po to, aby następnie zdegenerować się i umrzeć. Po osiągnięciu dojrzałości pozostają w pełnym, rzecz można, rozkwicie, tak długo, jak długo Merkury zechce im śpiewać.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia nie znają sposobu na wzajemne zadawanie sobie bólu, nie mają też motywów do zadawania sobie bólu.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Głód, zawiść, ambicja, strach, uraza, religia i pociąg seksualny są im nie znane i zbędne.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia te kierują się jednym tylko zmysłem - zmysłem dotyku.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dysponują słabą zdolnością telepatyczną. Wiadomości, które potrafią nadawać i odbierać, są niemal równie monotonne jak pieśń Merkurego. Istnieją dwie potencjalne wiadomości. Pierwsza stanowi automatyczną odpowiedź na drugą, druga zaś stanowi automatyczną odpowiedź na pierwszą.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pierwsza brzmi: "Jestem tutaj, jestem tutaj, jestem tutaj".&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Druga brzmi: " Dobrze, że jesteś, dobrze, że jesteś, dobrze, że jesteś".&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzenia mają jeszcze jedną cechę, dla której nie znaleziono jak dotąd pragmatycznego wyjaśnienia: mają otóż skłonność do układania się w zaskakujące wzory na tle fosforyzujących ścian.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Aczkolwiek ślepe i obojętne na cudze spojrzenia, grupują się one często w geometryczne, oszałamiające kombinacje cytrynowo-akwamarynowych rombów. Kolor cytrynowy pochodzi z odsłoniętych kawałków ściany. Barwę akwamaryny uzyskuje światło ścian po przefiltrowaniu przez ciała stworzeń.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Z racji swojej miłości do muzyki i skłonności do udzielania się w służbie sztuki, stworzenia otrzymały od Ziemian śliczną nazwę.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nazywają się harmonie.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&amp;nbsp;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Syreny z Tytana, &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;b&gt;Kurt Vonnegut&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-5236064658484018210?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/5236064658484018210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2011/12/o-boze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5236064658484018210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5236064658484018210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2011/12/o-boze.html' title='Noł nejm post'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-2942744560690039016</id><published>2011-09-28T01:21:00.010+02:00</published><updated>2011-09-28T19:27:28.622+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>175</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Niemal codziennie świadkiem mojej klęski jest&amp;nbsp; linia zwykła 175 Kierunek &amp;gt;&amp;gt; Lotnisko Chopina. Pięć albo sześć dni w tygodniu wysiadam na Novotelu, w skwarze piekła miasta &amp;nbsp;z aktówką w ręce, w przepoconej pod pachami koszuli i włosami przylepionymi do czoła.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&amp;nbsp;Poniedziałek, ósma rano - Monachium, Bruksela, Ateny. Wtorek - Nicea, Madryt, Paryż. Środa -&amp;nbsp; Tokio, New Dehli, Tel-Awiw… i tak dalej – tam nie lecę. Nie lecę nigdzie. Podobno podróż zaczyna się od pierwszego kroku – moja się na nim kończy, czyli&amp;nbsp; na przystanku Novotel,&amp;nbsp; w odległości&amp;nbsp; dziesięciu minut od lotniska.&amp;nbsp; Zostaje mi tylko patrzenie na pasażerów linii 175 i zgadywanie ich celów podróży. Europa? Azja? Ameryka?&amp;nbsp; Co kryje wzmocniona, droga walizka? Kilka starannie złożonych w kostkę koszul, parę krawatów i szczoteczkę do zębów?&amp;nbsp; Co kryje głowa jej właściciela? Trzydniową podróż w interesach do Berlina, życie na hotelowych jednorazówkach? A ten wielki 120 litrowy plecak turystyczny? Manierkę, zestaw do filtrowania wody, namiot, wszystko co może się przydać &amp;nbsp;w kambodżańskiej dżungli? Albo torba tej opalonej blondynki. Czy &amp;nbsp;kryje &amp;nbsp;bezładnie rzucone sukienki, paczkę mentolowych papierosów,&amp;nbsp; turkusowe&amp;nbsp; szpilki i skórzane rzymianki na plaże Costa Brava? A może coś zupełnie innego?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Właściwie mógłbym być tu razem z nimi trzymając na kolanach moją walizkę. Właściwie to nie byłoby takie trudne. Wystarczyłyby trzy, może cztery miesiące oszczędzania i mógłbym lecieć na dwa tygodnie dokądkolwiek. Co jest modne w tym roku? Bałkany? Azja mniejsza? Z łatwością zmieniłbym jedne brandy na drugie.&amp;nbsp; Alpinus i North Face zamiast Mexx’a i Zary. Dwutygodniowy intensywny kurs poznawania innego świata, egzotycznego raju, potem&amp;nbsp; błyskawiczny powrót do piekła powszedniego i szybka powtórna aklimatyzacja w dżungli biurek.&amp;nbsp; Później przychodzi czas na opowiadanie wszystkim znajomym, których&amp;nbsp; zapraszamy&amp;nbsp; na kolację, bo tak trzeba, &amp;nbsp;o sympatycznych knajpkach na drugim końcu świata, zen, jin-jang , duszy poruszonej do głębi oglądaniem Angkor Watt razem z tysiącami innych turystów na warunkowym zwolnieniu z piekieł całego świata. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&amp;nbsp;W takich chwilach w mojej głowie odzywa się mój prywatny Houellebecq – Podróże są kolejnym zawodowym achievement’em &amp;nbsp;– szepcze do ucha - &amp;nbsp;Niepodróżowanie oznacza brak zainteresowania światem i nowością, słabszą adaptację do nowych warunków, odrzucenie Kultury Przygody, słowem bycie pozbawionym cech niezbędnych u każdego pracownika korporacji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Może racja.&amp;nbsp; A może kolejna wymówka. Może to wcale nie Houellebecq, a zgorzkniały, leniwy staruch, któremu nic się już nie chce i zawsze znajdzie odpowiedni wykręt. Wolę tak nie myśleć. Wolę mówić, że nie lubię półśrodków – kiedyś wyjadę z tego piekła na zawsze, spalę wszystkie mosty i zniknę… chociaż szkoda mi Ani. Bachora trochę zresztą też.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;W przedniej części autobusu siedzi zgarbiony i złachmaniony żul, jedyny pasażer poza mną, który dzisiaj i raczej nigdy do lotniska nie dotrze. Co nie oznacza, że nie poleci. Właściwie już to robi, unosi się od miesięcy, może od lat, pozostawiwszy swoje ciało, pustą, śmierdzącą powłokę w autobusie linii 175. Podążam za jego nieobecnym wzrokiem – na ekranie wyjątkowo zamiast reklam albo krótkich informacji dnia, niezmiennie od kilku dni jedno długie nagranie – przemawia starszy, prawie zupełnie łysy mężczyzna w rogowych okularach. Przemówienie pochodzi ze światowego sympozjum naukowego w Toronto. Ponieważ &amp;nbsp;ekrany nie mają głośników nagranie jest z napisami. Mężczyzna nazywa się Jacob Hartmann, a jego twarz i ogłoszone na sympozjum rewelacje od kilku dni nie znikają z pierwszych stron gazet.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&amp;nbsp;„…Od zarania ludzkości, od kiedy możemy zadrzeć głowę i spojrzeć w niebo, właśnie tam szukaliśmy odpowiedzi. Jak powstał świat? Czy ma swojego stwórcę? Czy jesteśmy tu celowo czy przypadkiem? Czy jesteśmy sami? Te pytania zaprzątały głowy filozofów, artystów i naukowców od wieków. Od dziesięcioleci, od kiedy wyniesiono w kosmiczną przestrzeń pierwszego człowieka, &amp;nbsp;sądziliśmy, że odpowiedzi, jeśli kiedykolwiek nadejdą, przyjdą do nas z gwiazd. Wytrwale &amp;nbsp;sondowaliśmy Układ Słoneczny, skanowaliśmy inne galaktyki, próbowaliśmy ogarnąć ogrom wszechświata rozumem, zdawało nam się, że jesteśmy o krok od&amp;nbsp; prawdy, cały czas będąc niezmiernie daleko. Nie sądziliśmy, że kiedy czułe uszy naszych &amp;nbsp;radioteleskopów przeczesywały nocne &amp;nbsp;niebo, &amp;nbsp;odpowiedź na te wszystkie pytania cały czas nosiliśmy w sobie. Mało tego, każde stworzenie na tej planecie nosiło i nosi&amp;nbsp; ją w sobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;W 1952 roku w perspektywie całej ludzkości całkiem niedawno, dwóch naukowców Francis Crick i James Watson odkryli cząsteczkę kwasu dezoksyrybonukleinowego – DNA. W 2003 roku, pięćdziesiąt jeden lat później dwa zespoły naukowe po latach badań opublikowały kompletną mapę ludzkiego genomu – ale i&amp;nbsp; ten przełom był dopiero początkiem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Najprostsze, najbardziej elementarne rozwiązania są czasem najtrudniejsze do odkrycia. Na tym polega ich genialność – wie to każdy naukowiec.&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przez kilkadziesiąt lat nasze oczy zwrócone były w złym kierunku...&lt;br /&gt;DNA &amp;nbsp;każdego stworzenia składa się z tak zwanych sekwencji&amp;nbsp; kodujących i niekodujących. Wbrew obiegowej opinii te pierwsze, które są nośnikami informacji genetycznej stanowią jedynie 3 procent całego DNA i to właśnie im poświęciliśmy całą naszą uwagę . Te drugie, czyli sekwencje niekodujące, przez lata wydawały się być całkowicie bezużyteczne - każdy biolog wie, że można je wyciąć prawie całkowicie z kodu genetycznego bez żadnej widocznej szkody dla organizmu. Z tego powodu naukowcy nazywali je „Junk DNA” czyli Śmieciowe DNA. Nie wiedzieliśmy jaką pełnią rolę i dlaczego mimo milionów lat ewolucji wciąż mamy je w naszych genomach. Przełomem okazało się spojrzenie na kod DNA z dalszej perspektywy. Od lat mój zespół badawczy składający się z wybitnych biologów molekularnych mapował genomy stworzeń najbardziej odległych od siebie genetycznie. Naszym pierwotnym celem było wychwycenie podobieństw między&amp;nbsp; Junk DNA u różnych gatunków. &amp;nbsp;Zmapowaliśmy ponad tysiąc różnych stworzeń i zaczęliśmy przyglądać się śmieciowemu DNA w każdym z tych kodów. W końcu zaczęliśmy zauważać pewne powtarzalności, które wydawały się na swój sposób… rozmyślne.&lt;br /&gt;Wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Wkrótce do naszego zespołu dołączyli światowej sławy matematycy i kryptolodzy. W końcu, po trzech latach wnikliwych badań zobaczyliśmy to” – w tym momencie na ekranie wyświetliła się trójwymiarowa różnokolorowa plama przypominająca odcisk pięciopalczastej ręki o bardzo długich palcach podpisana ‘Osobliwość 175’ – „To co mają teraz państwo przed sobą było pierwotnie skomplikowaną, &amp;nbsp;głęboko zaszyfrowaną sekwencją-wiadomością, &amp;nbsp;która mimo, przyjmowania u każdego stworzenia nieco innej formy ciągle zachowywała spójność – była &amp;nbsp;jak.. jak wielokrotnie przegrywana kaseta – poszczególne kopie różniły się między sobą jakością, ale wciąż przypominały oryginał, kasetę matkę, którą próbowaliśmy odtworzyć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Podczas I wojny światowej żołnierze obu walczących stron chcąc przekazać swoim rodzinom prawdziwe informacje z frontu (złe wiadomości były cenzurowane) uciekali się do różnych forteli, które miały zmylić cenzorów – i tak oto zwyczajny jednostronicowy list mógł kryć 'zaszyfrowaną' dwuzdaniową wiadomość złożoną z &amp;nbsp;początkowych słów każdej linijki. Ten przykład jest dobrą analogią do ogromnej ilości śmieciowego DNA (listu) i Osobliwości 175 (czyli ukrytej wiadomości), wyjaśnia także dlaczego tak trudno było nam dostrzec tą prawidłowość – wymagało to od nas zupełnej zmiany myślenia o kodzie genetycznym, potraktowania go nie jako tworu naturalnego, a dzieła świadomego i rozmyślnego.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&amp;nbsp;Na początku mojego przemówienia wspomniałem o radioteleskopach przeczesujących nocne niebo. W latach 60tych jedną z podstawowych metod, które miały służyć ewentualnemu rozszyfrowaniu „wiadomości z kosmosu” było przepuszczanie otrzymanych sygnałów przez odbiornik telewizyjny – naukowcy sądzili, że obca cywilizacja by efektywniej się z nami porozumieć wyśle nam obrazy. Podobnie wyglądało rozszyfrowywanie w przypadku Osobliwości 175, z tą różnicą, że telewizor zastąpiono wysoce zaawansowanym biokomputerem ze specjalistycznym, samouczącym się&amp;nbsp; oprogramowaniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&amp;nbsp;Co wynika z naszego odkrycia? Osobliwość 175, którą uzyskaliśmy we wszystkich badanych próbkach udowadnia pochodzenie całego życia na Ziemi od jednego praorganizmu. Jednak ważniejsze jest co innego – ten obraz – naukowiec wskazał gdzieś poza kadrem - jest wiadomością od inteligentnej istoty, dowodem na rozmyślność stworzenia. Jest znakiem pokoju… znakiem wiecznego przymierza.”&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;„Żydoskie pierdolenie!” – wrzasnął żul gapiąc się w ekran i ponownie zapadł w letarg, a niemy głos naukowca po krótkiej pauzie kontynuował:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;„Ludzie wszystkich wiar! Ludzie niewierzący! Nie jesteśmy sami! Ktoś lub coś nad nami czuwa i próbuje się z nami porozumieć. Istota ta lub istoty czekały miliony lat, aż do dzisiaj, by przekazać nam znak pokoju. Pragnę wierzyć, że to znak Boga, ale to nie boskość czy jej brak jest najistotniejszy. Od dzisiaj wiemy, że nie jesteśmy tutaj przypadkiem, że nasze istnienie nie jest bez znaczenia. To namacalny dowód na nieskończoną wartość ludzkiego życia, wartość która daje nadzieję, że już nigdy więcej żaden człowiek nie podniesie ręki na drugiego, innego od siebie. Ja, Jacob Hartmann mówię to jako dziecko zabitych w Auschwitz&amp;nbsp; – mówię to, bo teraz wiemy, że wszyscy nosimy w sobie obraz Boga..”&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Autobus zatrzymał się na przystanku Novotel, kilka metrów dalej dwóch policjantów szarpało się z jakimś menelem.”Nie wiecie z kim zadzieracie!!” – wrzeszczał kiedy wsadzali go do radiowozu– „mam w sobie obraz Boga kurwy!!”. Kiedy wysiadałem z autobusu wytoczył się za mną&amp;nbsp; złachmaniony żul. Gdy mnie mijał&amp;nbsp; opanowałem obrzydzenie i &amp;nbsp;przyjrzałem mu się dokładnie. Kogoś mi przypominał. Czy to ja sam? Czy te warstwy łachmanów to moje wszystkie garnitury i koszule jakie zdążę jeszcze nosić sklejone codziennym porannym potem, który zdążę jeszcze wypocić? Może to ja wpadłem w pętlę 175 i nie mogę już &amp;nbsp;z niej uciec?&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Autobus odjeżdża, żul odczłapuje w swoją stronę a ja zostaję na przystanku sam. Włosy kleją mi się do czoła.&amp;nbsp; Koszula jest mokra od potu. Przekładam teczkę z ręki do ręki. Wstrzymuję oddech. Wszystko w jednej chwili staje się jasne, nagle wszystko do mnie dociera. Ta trójwymiarowa rozczapierzona dłoń, ta Osobliwość 175, którą "nosi w sobie każdy z nas" nie jest znakiem pokoju. Nie jest obrazem Boga. O nie. To &amp;nbsp;tylko znamię jakie wypala się bydłu. I to nie jest jedyne znamię. Za kilkaset lat w kolejnych światach będziemy odkrywać &amp;nbsp;inne, niepodobne do naszego znamiona. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;A tymczasem gdzieś nad nami przy nieskończonej, brudnej ceracie siedzą Oni wysrywając całe galaktyki, rechocząc głośno i bekając supernowymi. Jeden z nich, ten Nasz, w &amp;nbsp;berecie z antenką i z kiepem &amp;nbsp;w ustach, rzucając na stół strita, przechwala się pozostałym: &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;„Moje małpy noszą krawaty, a wasze?”&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-2942744560690039016?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/2942744560690039016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2011/09/175.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2942744560690039016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2942744560690039016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2011/09/175.html' title='175'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-3301833341034028198</id><published>2011-05-29T02:59:00.000+02:00</published><updated>2011-05-29T19:35:00.574+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże małe i duże'/><title type='text'>Potrzebuję uczucia, ale mogą być browary</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie lubię słowa browar, nie lubię żartów i memów o browarach (równie mocno co tekstów z gatunku 'biedny student - pusta lodówka'), bo generalnie ci którzy przypisują nadnaturalną moc browcom, najebce i studenckiej biedzie albo są gimnazjalistami napalonymi na życie poza domem, albo rzeczywiście ograniczonymi umysłowo studentami dla których życie studenckie ogranicza się tylko do najebki i o niczym innym myśleć nie potrafią. Ale tytuł tego posta, który jest cytatem pochodzącym z mojego głównego źródła informacji o świecie (nie jedynego ofc - jest jeszcze gazeta.pl.. ale patrząc po pojawiających się coraz częściej na jej elektronicznych łamach karkołomnych nagłówkach w stylu 'zabili go i uciekł' zaczyna być to źródło o podobnej wartości informacyjnej) czyli kwejka, całkiem mi się podoba. To jedno krótkie zdanie oddało stan mojego nieskomplikowanego ducha. No dobrze, może przesadziłem nie oddało do końca- browary nie wystarczą.. ale wino półsłodkie już tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To będzie akapit o moim życiu chybawewnętrznym , więc jeśli masz dosyć własnych problemów i pieprzenia na temat 'moje ego nie jest super' możesz go spokojnie pominąć.&lt;br /&gt;Wiosna rozkwita, zaraz przyjdzie lato, ale w środku Arktyka i Syberia. Czuję się jakbym miał Aspergera - i nie chodzi tu o jakieś wielkie miłosne wyznania, kwiaty, kartki i rzęs trzepoty, a o zwykłe nowesytuacje codzienne. Nie stać mnie na zwykły uśmiech życzliwości do nieznajomej dziewczyny w autobusie ani na żadną zwyczajną, codzienną spontaniczność. Jestem grobową płytą. Jeśli już się uśmiecham to niewyraźnie i w złych momentach, a w duchu jestem zawistny, zimny, zaizolowany słuchawkami (w uszach, choć może i w duchu), jestem jak z 'Uważaj' CKODa, mijają mnie piękne i całkiem zwyczajne, radosne i zamyślone dziewczyny, mijają mnie wiosny, słomiane kapelusze, a ja kurczę się w sobie, przeklinam je i siebie, gardzę nimi i pożądam jednocześnie w zupełnym zagubieniu przepraszając za to że żyję. Cały czas coś gram, ale sam nie wiem dokładnie co, zamykam się na obcych, wszędzie upatruję fałszu i nieszczerości. Słowem nie jest dobrze, jest marazm i zwątpienie. Cały czas czekam, ale boję się że się nie doczekam - a wszystko przez to, że nie daję szansy losowi cały czas powtarzając sobie kiedy  widzę Wiosnę jak czyta książkę w metrze i uśmiecha się po czym  wysiada, że następnym razem wysiądę za nią i zapytam co czyta i co ją w tym rozbawiło. Zawsze jest następnym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele rzeczy wydarzyło się od ostatniego posta, a także kilka istotnych przed nim. Materiału wystarczyłoby na kilka notek, ale odtwarzanie tamtych wrażeń nie miałoby za bardzo sensu, nie byłoby autentyczne - pomyślałem więc, że opiszę każde z nich w kilku zdaniach, ot takie krótkie, mam nadzieję, że wystarczająco czytelne, ekspresje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Zakrzów&lt;/span&gt; -  był jeszcze śnieg, więc było to w okolicach ferii. Zakrzów to malutka wieś w okolicach Opola Lubelskiego, a Czapla ma tam domek letni. Przez  jeden zimowy weekend razem ze znajomymi (9 osób) byliśmy lokalną atrakcją turystyczną. Pożyczyliśmy od okolicznych sąsiadów sanki (4 sztuki)  i ruszyliśmy przez wieś w roztańczonym sankowym korowodzie, śmiejąc się i popijając wino aż dotarliśmy  na brzeg  oblodzonej  Wisły. W międzyczasie nawdychałem się hektolitrów świeżego, mroźnego powietrza, zjadłem wielką jajecznicę. To był czas kiedy miałem jeszcze brodę :D. Było cudownie - całkowite oderwanie od rzeczywistości i trosk wszelkich. Po sesji w tym samym gronie zamierzamy wyprawę do Zakrzowa powtórzyć.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/---t9MEqTZtc/TeGC2Xqk4AI/AAAAAAAAATk/_ruOH0PEiME/s1600/DSC06465.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/---t9MEqTZtc/TeGC2Xqk4AI/AAAAAAAAATk/_ruOH0PEiME/s320/DSC06465.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611910481257488386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Urodzinowy sen Machoniego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;- w końcu zrobiłem pierwszy prawdziwy film! Może 'prawdziwy' to słowo nad wyraz, ale ma fabułę, aktorów, sceny składają się z ujęć, więc chyba nie jest źle. Oczywiście nie uniknąłem błędów, ale biorąc pod uwagę absolutny brak doświadczenia, bazowanie na szczątkowym scenariuszu, pracę w całkowitej tajemnicy, zerowy 'budżet' i ograniczony czas to jest pewne osiągnięcie (a frajda była przy tym nieziemska). Nic z tego by nie wyszło gdyby nie pomoc przyjaciół i ich całkowite zaangażowanie :)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/s6SwXUMTSmQ" allowfullscreen="" frameborder="0" height="200" width="300"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień Białej Flagi -&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;to wydarzenie związane z założeniem tego bloga i jego wystrojem. Przed Świętami Wielkanocnymi pojechałem do Torunia na zlot fanów Republiki, zlot wyjątkowy bo w tym roku mija 10 rocznica śmierci Grześka, 30 założenia zespołu i przy okazji wiele innych (chyba z 5 okrągłych rocznic związanych z Republiką). Poznałem spoko ciekawych ludzi, największych fanów, wszystkich dzięki Mateuszowi z fanklubu za którym wszędzie łaziłem. Wróciłem z plakatami i gadżetami, zawodziłem 'Paryż-Moskwę" (lepiej wylosować nie mogłem!) w konkursie karaoke (zdjęcie autorstwa Krizza poniżej). Beztroską zabawę zepsuła mi  misja którą sobie wyznaczyłem - chciałem napisać reportaż o fanach... i zjebałem na całej linii - byłem słabo przygotowany, za bardzo nie wiedziałem jak to ma wyglądać, stąd słabe i mętne pytania, rozmów które przeprowadziłem nie nagrałem, próbowałem je notować, nie porozmawiałem z tymi z którymi chciałem, przez większość czasu zamartwiałem się i stresowałem zamiast dobrze się bawić. Materiał, który zebrałem i który jest raczej marnej jakości leży w teczce - do tej pory z różnych przyczyn go nawet nie przejrzałem i boję się, że już tego nie zrobię... &lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/--LmoWlcMzRU/TeIuFMGnxhI/AAAAAAAAATs/Faj8ZnWRkxg/s1600/210695_1989362296198_1307561730_32312936_5758842_o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--LmoWlcMzRU/TeIuFMGnxhI/AAAAAAAAATs/Faj8ZnWRkxg/s320/210695_1989362296198_1307561730_32312936_5758842_o.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612098752340280850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mazurska wyprawa&lt;/span&gt;- &lt;/span&gt;mój pierwszy rejs po mazurskich jeziorach (okolice Giżycka i Węgorzewa czyli generalnie Mamry), cudowny majowy weekend, choć słońce mieliśmy tylko pierwszego i ostatniego dnia, a przez resztę rejsu było zimno jak diabli. Co zapamiętam: 1) odgłos fal uderzających o burtę łodzi kiedy nocowaliśmy w  prowizorycznym porcie (nieprzystosowanym do jednostek takiej wielkości jak nasza, ale nie mieliśmy wyboru) połączony z absolutną ciemnością nocy - doświadczenie niemalże prenatalne 2) mycie pokładu w straszny ziąb i cudowny smak śniadania po wykonaniu pracy; 3) wrażenie, że trafiłem do innego świata kiedy pierwszego dnia wpłynęliśmy wieczorem do portu w Sztynorcie gdzie stało zacumowanych kilkaset łodzi, a na brzegu chodziło mnóstwo pijanych, śpiewających szanty ludzi (w tym czasie odbywał się koncert) którzy zawodzili marynarskie pieśni nawet podczas załatwiania swoich potrzeb w toalecie ;4) komendę: 'lewy foka szot wybieraj!' i parę innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z sposobów na wymiganie się od roboty na pokładzie było (a jakże!) kręcenie filmu, oto efekt :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/PXUVYqRkynA" allowfullscreen="" frameborder="0" height="200" width="300"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Debata 'Po co wracać do Ruandy?'&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;- razem z Czaplą miałem przyjemność prowadzić w zeszły czwartek debatę o ludobójstwie w Ruandzie. Naszymi gośćmi  byli  Halina Bortnowska, Konstanty Gebert i Carl Wilkens, jedyny Amerykanin, który podczas masakry pozostał w Ruandzie by nieść pomoc potrzebującym. To zadanie spadło na nas niespodziewanie, po prostu na warsztatach  dziennikarskich stowarzyszenia Polis na które chodzę padł pomysł, żeby taką debatę zorganizować i zgodziliśmy się tego podjąć. Stres był wielki, spina nad wymyśleniem jak to wszystko ma wyglądać również, ale mimo paru potknięć poszło całkiem nieźle.&lt;br /&gt;Na dowód ;)&lt;a href="http://www.facebook.com/event.php?eid=183147218401834"&gt; link&lt;/a&gt; do wydarzenia na fejsie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To by było na tyle. Jak wiadomo sesja się zbliża, na wakacje na razie konkretnych planów brak, trzeba w końcu kupić bilety na Openera (może pojadę na Coldplaya z PJ), przydałoby się znaleźć jakąś pracę, praktyki żeby w Wawie zostać, a nie przeleżeć bezczynnie wakacji w Małym Miasteczku, niepostrzeżenie pierwszy rok studiów mija, aghrr...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-3301833341034028198?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/3301833341034028198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2011/05/potrzebuje-uczucia-ale-moga-byc-browary_09.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3301833341034028198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3301833341034028198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2011/05/potrzebuje-uczucia-ale-moga-byc-browary_09.html' title='Potrzebuję uczucia, ale mogą być browary'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/---t9MEqTZtc/TeGC2Xqk4AI/AAAAAAAAATk/_ruOH0PEiME/s72-c/DSC06465.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-6168388924310543972</id><published>2011-03-01T18:06:00.004+01:00</published><updated>2011-03-01T18:18:39.497+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Yeah we do, yeah we do</title><content type='html'>Jeden z słonecznych dni zimy. Gdy wróciłem po zajęciach do mieszkania wziąłem kamerę i spróbowałem uchwycić trochę tego jasnego, zimowego światła w naszej kuchni pełznącego po powoli dogorywających, pamiętających sylwestra balonach. Potem zmontowałem tych kilka ujęć, kręconych raczej dla zabawy niż na serio, w całość i oto jest - "muzyczne wideo" do "Don't panic" Coldplay'a. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="400" height="255" src="http://www.youtube.com/embed/_oPyni02p4s" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-6168388924310543972?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/6168388924310543972/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2011/03/yeah-we-do-yeah-we-do.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6168388924310543972'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6168388924310543972'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2011/03/yeah-we-do-yeah-we-do.html' title='Yeah we do, yeah we do'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/_oPyni02p4s/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8847788321825455544</id><published>2010-12-25T19:00:00.003+01:00</published><updated>2010-12-27T01:17:31.405+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>Out of tune</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem w domu. Rozsiadam się wygodnie, stawiam kubek gorącej herbaty na stole, otwieram laptopa, włączam odtwarzacz i puszczam "Where is my mind?" w wykonaniu Maxence'a Cyrin'a. Palce zastygają na chwilę nad klawiaturą (w mojej głowie narasta crescendo) i opadają z hukiem. Piszę. Całkowita samoświadomość. Wyczulona obserwacja. Piszę coś wielkiego, coś co nas podsumowuje, syntetyzuje, łączy te wszystkie błahe historie z mojego życia, twojego życia i mówi prawdę o nas. Taką, której jeszcze nie czytaliśmy w książkach, ani nie widzieliśmy w telewizji. Bez patosu, bez nadmiernej skromności. Po prostu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem się budzę. Laptop spoczywa tak jak go zostawiłem, zamknięty. Nie ma herbaty ani pustego kubka sugerującego, że była, ale ją wypiłem. W mojej głowie pustka, tak oczywista przed paroma minutami mozaika banalnych historii, która przekuwała je w coś ważnego - znikła. Otwieram laptopa, czasem zdążę włączyć edytor tekstu albo bloga, ale po chwili schodzi ze mnie całe powietrze - przecież wiem, że nic już dzisiaj nie napiszę. Kompletnie rozmontowany -  podsumowałby mnie Adaś Miauczyński.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzę w moim pokoju w Małym Miasteczku, poza rytmem, ogłuszony świątecznymi ciastami i pierogami. Wszędzie tak cicho, w nocy na ulicach jak  po epidemii śmiertelnego wirusa, -żywego ducha. Wszędzie tak blisko, z łatwością mogę dojść gdzie chcę (co to jest 15-20 minut pieszo?). Piwo 0,5 w barze za 3,5, żadnych syfiastych przejść podziemnych, ulicznych grajków, biegania na zatłoczony do granic możliwości autobus, ani czekania w półśnie na N36.&lt;br /&gt;Raj.&lt;br /&gt;A jednak jakoś tak dziwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy działo się za dużo, nie miałem czasu pisać. Kiedy nie dzieje się nic, marnuję swój czas bez sensu wgapiając się w fejsbuka. Wiem, że muszę pisać. Wszyscy piszą na potęgę, na Kulażu (który tak na marginesie, jak się okazało, jest techniką malarską stosowaną m.in. przez Jacksona Pollocka) od października pojawiło się 36 postów! (w tym tylko 3 moje). Ci którzy piszą od wielu lat i których pisarstwo podziwiam w moim wieku pisali pierwszą książkę albo przynajmniej cotygodniowe felietony, a ja się obijam, wchodzę na demoty i zapycham swoją mózgownicę zbędnymi informacjami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę, żeby to był kolejny post w którym nic tylko się żalę. Więc czas na mały update -od ostatniego wpisu trochę się zmieniło. Przeżyłem małe oświecenie na premierze książki "Zrób sobie raj"  - głównie dzięki zrobieniu marnego, bo nieudolnego, ale pierwszego wywiadu, wspaniałej, ciepłej osobowości Pana Mariusza Szczygła, a później niesamowitej rozmowie do 12 w nocy z Czaplą o reportażu, dziennikarstwie, o wszystkim. Chciałem o tym napisać dawno temu, ale po powrocie, kiedy zdałem relację, wyspowiadałem się ze swoich emocji paru osobom, zupełnie straciłem siły i ochotę by to jeszcze raz opisywać. Dziś nie patrzę już na to tak hurra-optymistycznie, ale na pewno coś w moim postrzeganiu się od tamtego czasu zmieniło. Zobaczyłem, że dziennikarstwo, zwłaszcza reportaż, może być ciekawe, stymulujące, co więcej, może być tak jak literatura - twórcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powoli nabieram pewności siebie, której mi zawsze brakowało. W ramach warsztatów działałem w sekcji wideo gazetki festiwalowej &lt;a href="http://domysly.blox.pl/"&gt;"Domysły"&lt;/a&gt; (wszystkie zapowiedzi, wywiady, zajawki na kanale youtube &lt;a href="http://www.youtube.com/user/PolisMultimedia#p/c/6FB51E186837696A"&gt;Polis Multimedia&lt;/a&gt;). Owszem, moja rola często ograniczała się do bycia żywym statywem, ale to był mój wybór, a ten tydzień festiwalu, chwilami ciężki - bo codziennie  coś do zrobienia, bo zawsze trzeba było gdzieś być, czasem przejechać pół miasta - na pewno czegoś mnie nauczył, pokazał, że kontakt z żywym człowiekiem, z realnym wydarzeniem, może być inspirujący. To daje kopa. Czujesz się potrzebny, czujesz, że wszystko co cię otacza jest TU i TERAZ, czujesz realność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróćmy do TERAZ. Siedzę w pokoju, poza rytmem i marzę o napisaniu czegokolwiek co przedstawiałoby jakąś wartość. Szukam  w głowie jakiejś świeżej historii, a wiadomo im bardziej próbuję sztucznie wywołać przypływ weny, tym bardziej jest to niemożliwe. Efekt jest taki, że w w akcie desperacji zachowuję się tak jakbym sztucznie prowokował u siebie wymioty, wkładam dwa palce do mózgu, otwieram edytor tekstu i coś z siebie wyrzucam. Coś długości jednego akapitu, jakąś nie do końca przetrawioną myśl, papkowatą, szarą mieszankę efektownie brzmiących słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może po Nowym Roku coś się zmieni? Tego bym sobie życzył.&lt;br /&gt;Głupio by było gdyby po postawieniu wszystkiego na jedną kartę okazało się, że  nie mam już nic do powiedzenia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8847788321825455544?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8847788321825455544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/12/out-of-tune.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8847788321825455544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8847788321825455544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/12/out-of-tune.html' title='Out of tune'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-6130228197514652494</id><published>2010-10-30T17:10:00.006+02:00</published><updated>2010-10-31T00:51:39.223+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>Words Won't Save You</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Coś się zmieniło, coś przybyło. Cóż takiego? A no światło dzienne ujrzał Kulaż (odnośnik do niego znajduje się w rubryce "Reinkarnacje", więc łatwo można było go przeoczyć). I nic już nie jest takie samo ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym jest Kulaż i po co powstał? Jeszcze dokładnie nie wiem(y), ale jak się dowiem(y) to powiem(y) (przeczytajcie wspaniały wstępniak Czapli!). Miał być magazyn okołokulturalny o tematyce różnistej, póki co jest blog. Nazwa jest totalnie randomowa (choć wymyślona na trzeźwo!). Najprawdopodobniej  pochodzi od słów "kultura" i "kolaż", ale pewności chyba nie ma nikt ;). Wiem na pewno, że nie chodzi ani o bycie "cool" (wszyscy mamy lansu dosyć ), ani od nazwy pewnej szacownej uczelni z Lublina. Kto go współtworzy? Pomysłodawczynią i naczelną Panią Redaktor jest Czapla, prawdziwa kobieta renesansu - poetka, żeglarka, ekonomistka i dziennikarka, natomiast resztę ciała blogowego stanowią równie wyjątkowe indywidua, mieszkańcy, jak to zostało określone w "preambule" Kulażu, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;lokalnego przytułku dla bohemicznie zbłąkanych, artystycznych dusz (&lt;/span&gt;czyli naszego studenckiego mieszkania)&lt;span style="font-style: italic;"&gt;,&lt;/span&gt; oraz moja skromna osoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachęcam do zaglądania na kulażowego bloga - minął ledwie tydzień od jego powstania,  a  już wisi na nim aż siedem bardzo ciekawych tekstów (mojego, który wypada przy pozostałych dość blado nie liczę ;)). Nie wiem czy dam radę, ale postaram się pisać w miarę regularnie obydwa blogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Relacja z koncertu Swell Season i Julii 'dojrzewa' we mnie i ukaże się na Kulażu ("relacja" która tam się znajduje to jak się okazuje dosyć czerstwy żart obśmiewający pogoń dziennikarzy za jak najświeższą informacją, czyli pierwsza na świecie relacja "przed" ;))&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;        "Franz kręci głową: "Kiedy społeczeństwo jest bogate, ludzie nie muszą pracować rękami i oddają się aktywności duchowej. Jest coraz więcej uniwersytetów i coraz więcej studentów. Żeby zdobyć dyplom, studenci muszą sobie wymyślać tematy prac naukowych. Tematów jest nieskończona ilość: o wszystkim na świecie można napisać dysertację. Zapisane kartki papieru piętrzą się w archiwach, smutniejszych od cmentarzy, ponieważ nikt do nich nie zagląda, nawet w święto zmarłych. Kultura tonie w masie produkcji, w lawinie pism, w szaleństwie ilości. Dlatego właśnie twierdzę, że jedna zakazana książka w twej ojczyźnie znaczy nieskończenie więcej niż miliardy słów, które z siebie wyrzucają nasze uniwersytety"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;br /&gt;W tym sensie moglibyśmy zrozumieć słabość Franza do wszystkich rewolucji. Sympatyzował kiedyś z Kubą, potem z Chinami, a kiedy odstręczyło go okrucieństwo tych reżimów, pogodził się melancholijnie z tym, że pozostaje mu tylko morze liter, które nic nie ważą i nie są życiem.&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;Chodzę na warsztaty dziennikarskie, dołączam do drugiego bloga, czytam mnóstwo gazet i książek (odnajdując w tym przyjemność, ale i obserwując w sobie przyziemną zazdrość czy strach przed tym, że ja nigdy nie będę potrafił&lt;/span&gt;&lt;span&gt;, nawet w niewielkim stopniu,&lt;/span&gt;&lt;span&gt; tak dobrze ujmować rzeczy w słowa [albo straciłem bezpowrotnie taką zdolność wiele miesięcy temu]) i zastanawiam się czy potrafię być wyrobnikiem słów? Czy jestem w stanie machnąć dobry artykuł w trzy godziny? Albo nawet mając na to AŻ dwa dni? Słowem, czy będę w stanie żyć z moich słów (piękne zdanie)? Parać się słowem, rozmyślnie nim manipulować i zarabiać na nim. Po prostu siadać i pisać, drrryń, gotowe, czas na następne zlecenie. Jeśli nie, to co mi pozostaje? Drwalem wszak nie zostanę. A i szczerze bałbym się o ludzi, którzy jeździliby zaprojektowanymi przeze mnie mostami albo spuszczali wodę w kiblach ze spłuczkami mojego pomysłu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;To już nawet nie chodzi o to czy jestem w stanie pisać dobrze, lepiej, ale o to czy jestem w stanie maskować swoją nijakość, pisać poprawnie tylko, po prostu wyrobić normę, bez wysiłku, swobodnie żonglować słowem, a tu wysmarować krótkiego newsa (nawet to sprawia mi problemy - "a może tak? A może inaczej to napisać? Może ostrzejszy tytuł? Niee, to zdanie zdecydowanie źle brzmi, trzeba je poprawić...a może nie?"), machnąć felietonik, a tam sklecić artykulik.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;W końcu będę przecież musiał uczynić z mojej pisaniny rzemiosło, sposób na życie (jeśli to co wybrałem jest moim planem na przyszłość ofc, a póki co zakładam, że tak).  Zresztą ze wszystkiego w końcu trzeba uczynić rzemiosło - sztuką jest zachować przy tym przynajmniej cząstkę spełnienia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;Wszystkiemu winien jest mój mocno ubogi i upośledzony, ale &lt;/span&gt;&lt;span&gt; mimo wszystko &lt;/span&gt;&lt;span&gt;jednak istniejący, cholerny pragmatyzm. W gimnazjum i liceum moja edukacja skupiała się wokół matematyki, której początkowo szczerze nienawidziłem, a potem w końcu polubiłem i nauczyłem się oszukiwać samego siebie i wszystkich wokół, że jednak ją rozumiem (matematyka przecież to czysta logika, a ja darzę sympatią wszelką logiczność). Przez te wszystkie lata byłem więc cichociemnym humanistą (nie znoszę tego słowa - i to nie tylko z powodu jego dzisiejszej powszechności - pierwszy objaw mojego pragmatyzmu), jeśli byliście w klasach matematycznych na pewno to znacie - na polskim jedyny aktywny, nadmiernie rozgadany, często niezrozumiały i bełkoczący, nierzadko wszystko kontestujący, ale raczej dla żartu, bo z polonistami nad wyraz dobrze żył. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;Jako niepełny humanista, humanista niedorobiony jestem  w położeniu nieciekawym - i nie chodzi tu o braki w wiedzy, to zawsze można nadrobić. Chodzi o  ten cholerny, po części odziedziczony i po części nabyty w szkole i w domu pragmatyzm który teraz z całą siłą się ujawnia. O to, że nóż mi się w kieszeni otwiera kiedy czytam całe dysertacje, wielostronicowe naukowe wywody rozwodzące się nad tym czym jest proces komunikacji albo komunikacja masowa (komunikowanie intrapersonalne, interpersonalne, grupowe, społeczne, sprzężenie zwrotne w procesie komunikacji...), całe wykłady na których horyzoncie nie ma ani jednego konkretu, tylko pozorna wiedza zbudowana na chwiejnych podstawach setek teorii (co naukowiec, językoznawca to i nowa teoria), słownych gier, sztucznych podziałów, które nic nie wnoszą, a są tylko dzieleniem włosa na czworo, pustą, przeintelektualizowaną zabawą znudzonych  środowisk naukowych  -&lt;/span&gt; "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;morzem liter, które nic nie ważą i nie są życiem."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie jest tak ze wszystkim co 'humanistyczne', ale z pewną częścią, zwłaszcza tą 'teoretyczną' owszem. I to właśnie sprawia, że czuję jeszcze większą pogardę do siebie - do tego  życia z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"aktywności duchowej" (&lt;/span&gt;"bo co to za praca!"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;) &lt;/span&gt;i tak naprawdę pozorną, bardziej romantyczną niż prawdziwą, bo dyktowaną  właśnie udawanym pragmatyzmem, tęsknotę za tym co namacalne, fizyczne, konkretne, proste i logiczne  (pozorną gdyż mogę sobie pisać, że jestem praktyczny i lubię konkret, ale poza nieudolnym skręceniem mebla z Ikei albo wykręceniem żarówki na wiele mnie nie stać).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wniosek: muszę w końcu zrozumieć, że jestem Franzem,&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;"pogodzić się melancholijnie  z tym, że pozostaje mi tylko morze liter" &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może aż &lt;span style="font-style: italic;"&gt;morze&lt;/span&gt;?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-6130228197514652494?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/6130228197514652494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/10/words-wont-save-you.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6130228197514652494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6130228197514652494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/10/words-wont-save-you.html' title='Words Won&apos;t Save You'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8002345272944330507</id><published>2010-10-20T21:51:00.008+02:00</published><updated>2010-10-21T00:24:52.364+02:00</updated><title type='text'>Jestem!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak to już chyba jest z przelewaniem na papier (nawet elektroniczny) czegokolwiek, że im więcej się dzieje tym, paradoksalnie,  mniej się pisze. Odczuwam tą niemoc boleśnie - od trzech tygodni w mój mózg wwierca się pragnienie opisania tych wszystkich, wspaniałych Nowych  Sytuacji  które mnie otaczają, ale po prostu nie mogę - pokonuje mnie albo permanentny brak czasu, albo niemożność wydania z siebie czegoś więcej niż przeciągłego "eeee...". Co więcej, im dłużej się do tego zabieram tym gorzej - jakby moja pamięć trwała po prostu prawie doszczętnie zanikła zastąpiona przez przerośniętą pamięć krótkotrwałą- a ja przeładowany informacjami, nowościami, zdarzeniami pamiętam tylko to co wydarzyło się najdalej tydzień temu - reszta jest jakimś bezkształtnym, mglistym zlepkiem dni.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Najłatwiej będzie po prostu wyliczyć bez zachowania jakiejkolwiek chronologii to co pamiętam.  Przez ostatnie trzy tygodnie:&lt;br /&gt;- zdążyłem poznać co najmniej kilka sympatycznych i wartościowych osób. Te denerwujące, niesympatyczne i głupie jakoś mnie omijają albo przynajmniej nie rzucają się  w oczy.&lt;br /&gt;- obejrzałem 6 filmów w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego (w tym dwa naprawdę zajebiste).&lt;br /&gt;- miałem przez 2 dni zakwasy po wuefie (na marginesie: wuefista wygląda jak Maleńczuk)&lt;br /&gt;- 4 razy z braku czasu zjadłem kebaba na obiad.&lt;br /&gt;- odkryłem, że lubię wracać do mojego mieszkania. Jego wystrój, przestrzeń  i przede wszystkim ludzie którzy je zamieszkują sprawiają, że czuję się w nim bardzo dobrze.&lt;br /&gt;- zapisałem się na warsztaty dziennikarskie (zapowiadają się ciekawie)&lt;br /&gt;- widziałem faceta obtaczającego się w soli i drugiego malującego przez 20 minut swoją dłoń srebrem malarskim, a potem wycierającego twarz w rozsypany na stole czerwony barwnik (performance w Zamku Ujazdowskim).&lt;br /&gt;- przeżyłem najbardziej roztańczoną noc w moim życiu na domówce w stylu lat 50-60-70 (niech żyje rock'n'roll!).&lt;br /&gt;- zapłaciłem 22 zł za jedno piwo i możliwość niezbyt intensywnego "pogibania się" na parkiecie (lekcja nr. 1: nie znoszę clubbingu).&lt;br /&gt;- spotkałem Boga kabaretu, czyli Dariusza Kamysa i dostałem od niego autograf.&lt;br /&gt;- byłem pierwszy raz w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego (to prawda, że jest ogromna i wspaniała)&lt;br /&gt;- widziałem prawdziwą polską złotą jesień (Warszawa potrafi być piękna!) na Muranowie&lt;br /&gt;- i Człowieka Grającego Na Krześle ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście w między czasie chodziłem i nudziłem się na zajęciach ;). Poza tym moja lista książek które "muszę koniecznie przeczytać" zaczęła  znacznie się wydłużać i nie wygląda na to by w najbliższym czasie przestała przyrastać. Chyba na tym polega  życie, za mało czasu - za dużo książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. W niedzielę i poniedziałek czekają mnie dwa koncerty - The Swell Season i Julii Marcell, na które nie ukrywam czekam z niecierpliwością (zwłaszcza na ten drugi). Mam nadzieję, że z wrażeń "po" ulepię  jakąś relację. Tymczasem znowu zanurzam się w  głębiny Morza Nowych Sytuacji. Bez odbioru!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8002345272944330507?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8002345272944330507/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/10/jestem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8002345272944330507'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8002345272944330507'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/10/jestem.html' title='Jestem!'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-451615930176020944</id><published>2010-09-13T01:11:00.007+02:00</published><updated>2010-09-22T03:34:55.226+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>A storm is coming! (video)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu (jeszcze podczas szkolnych wakacji) zrobiłem jednominutowe &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=N9IIclWx_tY"&gt;COŚ&lt;/a&gt;. Udało mi się zamieścić je na jutubie dopiero teraz ponieważ musiałem szczwanym fortelem przechytrzyć mój program do montażu (TO COŚ za nic nie chciało wyglądać choć odrobinę tak jak chcę). O czym to &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=N9IIclWx_tY"&gt;COŚ&lt;/a&gt; jest? Hmm, dobre pytanie. Nie, nie stoi za TYM   żaden wysublimowany koncept. Chociaż... może o odlocie z krainy dzieciństwa? A może o tej róży w tle z pierwszego ujęcia? Znacie tą teorię według której,  "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;machnięcie &lt;/span&gt;&lt;em&gt;skrzyde&lt;/em&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;ł motyla&lt;/em&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;w  Brazylii &lt;/span&gt;&lt;em style="font-style: italic;"&gt;może wywołać tornado&lt;/em&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; w Teksasie" &lt;/span&gt;(Edward Norton Lorenz - jeden z pionierów Teorii Chaosu).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jeśli to prawda, strach pomyśleć co mogą róże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="400" height="250"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/N9IIclWx_tY?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/N9IIclWx_tY?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="250"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie bardziej chodziło mi o to by pokazać jak sielanka zamienia się w tajemnicę, jak spod letniego popołudnia, nagle i niespodziewanie wyłania się zło, skrajność, burza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oj, po prostu to ładne ujęcia są i tyle ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-451615930176020944?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/451615930176020944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/09/storm-is-coming-video.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/451615930176020944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/451615930176020944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/09/storm-is-coming-video.html' title='A storm is coming! (video)'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-6008766528176883334</id><published>2010-09-11T23:00:00.012+02:00</published><updated>2010-09-22T03:24:12.107+02:00</updated><title type='text'>Dinozaury Rafała Kmity</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Małym Miasteczku właśnie odbywa się jedenasta edycja znakomitego Festiwalu tematycznie obracającego się wokół dawnej (przedwojennej) wielokulturowości miasta, w którym po sąsiedzku współistniały społeczności żydów, katolików, prawosławnych. Przetrwały trzy świątynie, zwykle będące niemymi świadkami tamtych  niesamowitych czasów, w ciągu czterech festiwalowych dni  zdają się ożywać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Festiwal jest o tyle wyjątkowy, że był chyba pierwszą w naszym kraju imprezą o takiej wymowie (bardziej znany Festiwal Dialogu Czterech Kultur w Łodzi powstał później), oddającą hołd tamtemu światu, światu który na zawsze zmiotła wojna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie tamtą Rzeczpospolitą - ogromną, bo z Lwowem i Wilnem [ale bez Wrocławia], różnorodną jak tworzące ją wielomilionowe mniejszości i religie? 90 lat temu owszem, ale ten kulturowy tygiel dzisiaj? Nie do pomyślenia - jakbym nie próbował nie jestem w stanie tego sobie wyobrazić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę o tym, ale bardziej o czym innym, choć na pewno z dużą dozą nostalgii za umarłym światem był występ Grupy Rafała Kmity z programem "Wszyscyśmy z jednego szynela", który otworzył tegoroczny Festiwal. Na spektakl szedłem z pewnymi obawami. Do tej pory GRF kojarzyła mi się ze znanym szerokiej publiczności, rewelacyjnym (choć nadgryzionym trochę przez ząb czasu, tzn. zmianę rzeczywistości politycznej) skeczem "Radio" (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Q_AOILQvlo4&amp;amp;feature=related"&gt;klik!&lt;/a&gt;), ale głównie z bardziej teatralnymi niż kabaretowymi formami - świetnymi, choć gorzkimi, aktorskimi piosenkami np. "W małym kinie, w multikinie" (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-NERWg7egyA"&gt;klik!&lt;/a&gt;). Zastanawiałem się jak szeroka widownia bądź co bądź niebiletowanego  występu  zareaguje na takie "nieśmieszne, teatralne dziwadła".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym występie śmiało mogę stwierdzić, że idea inteligentnego, apolitycznego i mile absurdalnego kabaretu (niedościgniony wzór w tej kategorii to oczywiście Kabaret Potem), który jednocześnie z gracją łączy kulturę niską i wysoką (każdy widz znajdzie coś dla siebie) nie zginęła. Nie jest to kabaret przeintelektualizowany, zrozumiały dla garstki skrytych za okularami krytyków, a nawet jeśli balon powagi i teatralności niebezpiecznie rośnie jest w jednej chwili przekłuwany bezlitosnym ostrzem nierzadko  mało wybrednego humoru. Nie jest to jednak kabaret w którym wystarczy wyjść na scenę przebranym za dresa bądź proboszcza i rzucić w odpowiednim momencie k*rwa, czy żarcik na temat Tuska/Kaczyńskiego żeby publiczność wiedziała kiedy wybuchnąć śmiechem. To po prostu kabaret artystyczny- dinozaur, żywa skamielina, gatunek na wymarciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo kto dzisiaj zdołałby zrobić program o XIX wiecznej Rosji nie nawiązując przy tym do Putina, Smoleńska i całej reszty? Program jakiego kabaretu przetrwałby 13 lat (premiera "Wszyscyśmy z jednego szynela" miała miejsce w 1997 roku!) nie tracąc w ogóle na aktualności?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje się, że mało który z twórców kabaretowych okupujących dzisiaj ekrany telewizorów oparł się pokusie łatwego humoru - mocno upolitycznionego czy opartego na prostych schematach. Mało który kabaret buduje gagi na grach słownych, o kulturowych, nawet prostych nawiązaniach nie wspominając.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A u Grupy Rafała Kmity? Wydawca-idiota poprawia "Zbrodnię i Karę" Dostojewskiego, doprowadzając wybiedzonego pisarza niemalże do apopleksji, zamieniając ją na "Orgazm i Chłostę" w którym nikt nikogo nie zabija, akcja dzieje się w saunie, a nie w Petersburgu, a komisarza Ponifrego zastępują  dwie murzynki. Metroseksualni napoleońscy żołnierze (a jakże!)  w 1812 roku próbują (nieskutecznie) przekonać rosyjskiego chłopa by oddał im żonę "na gwałt". Żona opłakująca leżącego na katafalku męża żali się lekarzowi, który stwierdził zgon, niczym bohaterowie "Tanga" Mrożka ("Genka, dosyć tych ekstrawagancji! Co za umieranie! Tego nigdy nie było w naszej rodzinie! "), że jest zaskoczona, że owszem mężowi zdarzało się nie wracać na noc albo godzinami się nie odzywać, ale żeby tak umierać? To się nigdy nie zdarzało! Długie, bo często kilkunastominutowe, pełne min, aktorskich popisów, smaczków skecze przeplatane  są roztańczonymi, "wariackimi" zmianami dekoracji i refleksyjnymi piosenkami, a wszystko to polane skoczno-rzewnymi rosyjskimi melodiami i zanurzone w tym, szczególnym wschodnim klimacie, który uwielbiam, w świecie, który odszedł w zapomnienie i teraz może tylko przy czwartej wódce w niektórych z nas ożywa ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ich występ poza napadami szczerego śmiechu, wywołał we mnie radość i smutek jednocześnie. Radość, bo okazało się, że jednak istnieją jeszcze kabarety które tworzą w duchu Potemów, że ktoś z różnym skutkiem, ale objął po nich schedę i że  jest  jeszcze  w stanie  rozbawić  zwyczajną publiczność. Smutek, ponieważ przede mną wystąpił prawdziwy dinozaur, którego czas dawno już przeminął. Czasem myślę, że Władysław Sikora, twórca Kabaretu Potem rozwiązując grupę u szczytu popularności w 1999 roku przewidział  koniec pewnej epoki. Grupa Rafała Kmity również wywodząca się  z lat dziewięćdziesiątych (Potem powstało w 84 roku, ale faktycznie ich najlepsze czasy przypadały na lata 90te) póki co kontynuuje swoją sceniczną, kabaretowo-teatralną podróż. Oby jak najdłużej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec bardzo liryczna piosenka bisowa w rosyjskich klimatach (na żywo, jak to na żywo 100x lepsza), która wydaje się  mało kabaretowa, ale dzięki chórkowi pijanych kompanów  w refrenach, zwłaszcza fenomenalnemu Grzegorzowi Klisiowi, całkiem zmienił się jej klimat i sceniczny wydźwięk.&lt;br /&gt;&lt;script type="text/javascript" src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=4VzhULwZ9lm&amp;amp;login=wytrych8&amp;amp;width=400&amp;amp;bg=ffffff"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-6008766528176883334?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/6008766528176883334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/09/dinozaury-kabarety.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6008766528176883334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6008766528176883334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/09/dinozaury-kabarety.html' title='Dinozaury Rafała Kmity'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-6506624058301671169</id><published>2010-08-28T13:47:00.005+02:00</published><updated>2010-08-28T15:51:47.613+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grafika'/><title type='text'>CAUTION!! IDEA!!</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;czyli nocne zabawy Gimpem &lt;/span&gt;- ot taka mała incepcja ;)&lt;br /&gt;(Photoshop gdzieś się zagubił)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/THkT_8psMEI/AAAAAAAAASk/1Lw5fFLf9rs/s1600/P1080072b3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/THkT_8psMEI/AAAAAAAAASk/1Lw5fFLf9rs/s320/P1080072b3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510457608398188610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-6506624058301671169?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/6506624058301671169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/08/caution-idea.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6506624058301671169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6506624058301671169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/08/caution-idea.html' title='CAUTION!! IDEA!!'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/THkT_8psMEI/AAAAAAAAASk/1Lw5fFLf9rs/s72-c/P1080072b3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-6948635656027577271</id><published>2010-08-17T20:34:00.012+02:00</published><updated>2010-08-18T01:13:57.942+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znaleziska internetowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>In this shirt.. I can be you... to be near you.. for a while</title><content type='html'>&lt;object width="400" height="250"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/FNZq0uMvNXo?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FNZq0uMvNXo?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="250"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Overcast, by your shadow, as our worlds move on,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;But in this shirt, I can be you, to be near you for a while&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...  biały pył pomady na smutnych twarzach klaunów, pokracznych tancerek i   zagubionych akrobatów, którzy w tym oderwanym od rzeczywistości miejscu, w tej szczególnej chwili mogą sobie przez moment pozwolić na bycie szczęśliwymi, tańczyć z radości, kochać się i umierać, nie będąc nękanymi  spojrzeniami ciekawskiej widowni. Ale to tylko chwila wytchnienia, kwadrans prawdziwości, przerwa w repertuarze - nad miniaturowym światem czuwa ten na którego skinienie ów świat powstaje i ożywa - stary demiurg, treser lwów, dyrektor cyrku, lalkarz dusz w jednej osobie, ten  który sprawi, że arena wraz z jej mieszkańcami zastygnie w oczekiwaniu na kolejnych widzów spragnionych niepospolitych dziwów, slapstickowych wywrotek klaunów i podniebnych sztuczek linoskoczków...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... miarowe pociągnięcia smyczków i spokojny ale  mocny, jednostajny ton organów... i ten głos - kobiecy i męski  jednocześnie.. smutny i radosny... niczym głos Hermafrodyty...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-6948635656027577271?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/6948635656027577271/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/08/in-this-shirt-i-can-be-you-to-be-near.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6948635656027577271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6948635656027577271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/08/in-this-shirt-i-can-be-you-to-be-near.html' title='In this shirt.. I can be you... to be near you.. for a while'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-3782806107125558338</id><published>2010-08-02T21:00:00.021+02:00</published><updated>2010-08-17T13:57:22.048+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>She's Lost Control</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt; Rozdzielamy się – powiedział do mnie ojciec – my poszukamy jakiegoś łóżka, a ty spróbuj znaleźć biurko. Ale pamiętaj – rzucił na odchodne - najlepiej żeby było tanie, lekkie i łatwe do przenoszenia – po czym razem z resztą rozpłynął się w okalającym nas  tłumie wielbicieli wiertarek udarowych i młodych małżeństw z dziećmi. Zostałem sam. Spojrzałem w niebo wyczekując znaków, wszystko było takie ogromne. W końcu wypatrzyłem betlejemski szyld „Domowe Biuro” i podążyłem w jego stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie gdy z uwagą porównywałem jakość, ciężar i cenę kolejnych wiórowych, pokrytych melaminową taśmą tworów, poczułem czyjąś ciężką dłoń na ramieniu. Odwróciłem się gwałtownie&lt;br /&gt;-  Co ty do cholery tu robisz? - młody, silnie zbudowany chłopak w wojskowym, niemieckim hełmie i z biało-czerwoną opaską na ramieniu -jedynym czystym elementem garderoby-  wrzasnął na mnie z wyrzutem. Cofnąłem się  gwałtownie i stanąłem jak wryty z półotwartymi ustami, hipnotycznie wpatrując się w jego czarne (zapewne tak jak hełm zdobyczne) oficerki, szarą koszulę z pagonami (najnowszy krzyk mody) i zawadiacko zawieszony na ramieniu, unikatowy, powstańczy karabin Błyskawica. Podniosłem wzrok na  błyszczące białka oczu, dziką, brudną, prawdziwie słowiańską, płonącą podskórnym gniewem twarz.&lt;br /&gt;-  No?! - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;zniecierpliwione&lt;/span&gt;, wąskie  usta ponowiły pytanie.&lt;br /&gt;- &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Eee&lt;/span&gt;.. biurko kupuję...  – niepewnie wybąkałem. Wzburzone, ostre rysy powstańca w jednej chwili uspokoiły się i złagodniały.&lt;br /&gt;- Krzyś też szuka czegoś na barykadę – &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;uśmiechnięty&lt;/span&gt;  wskazał na  podobnie umundurowanego, lecz zdecydowanie wątlejszego kompana, jak gdyby nigdy nic lawirującego między regałami  w dalszej części działu. Chłopak podszedł do mizernego biurka stojącego za mną i zmierzył je fachowym spojrzeniem.&lt;br /&gt;- Gówno nie stół – stwierdził krótko i jednym zdecydowanym ruchem, przewrócił mebel na bok, jednocześnie patrzył na mnie wzrokiem pełnym politowania jak gdyby ubolewał nad moją &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;niekompetencją&lt;/span&gt;. Oddalił się na kilka kroków i przez chwilę stał tak nieruchomo w całym tym swoim ubabranym rynsztunku na środku białej, higienicznie czystej, pokrytej taflą  tworzyw sztucznych alejki . Tłum opływał go swobodnie,  nie zwracając nań najmniejszej uwagi, natomiast przestrzeń między nim a przewróconym biurkiem pozostała pusta.&lt;br /&gt;- Odsuń się i patrz – wydał komendę, a kiedy uczyniłem to co nakazał, podniósł swój karabinek i zarepetował broń. Z właściwą sobie gracją, powagą i skupieniem wycelował w blat po czym pociągnął za spust. Broń wypaliła głucho, niespecjalnie głośno, trochę osłabiając  ten nabożny nastrój chwili. Parę osób, mijających nas w momencie wystrzału,  wzdrygnęło się  ledwie zauważalnie, ale nikt nie spojrzał w naszą stronę ani nie zwolnił kroku. Z wiórowego blatu zionęła &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;kilkucentymetrowa&lt;/span&gt; dziura.&lt;br /&gt;- Widzisz?... - powstaniec z powrotem przewiesił broń przez ramię, podszedł i stanął na przeciwko mnie tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami – &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Buniu&lt;/span&gt;...- rzekł łagodnie – dlaczego w czasie W nie byłeś na miejscu zbiórki? Przecież tyle razy ci mówiłem, że musisz się mnie trzymać – chłopak familiarnie poprawił okulary na moim nosie. Przez moment zdawało mi się, że kątem oka  widzę sylwetkę jasnowłosej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;sanitariuszki&lt;/span&gt; w dziale tekstylnym – tacy jak ty nie przetrwają sami – chwycił mnie za moje chude ramiona i lekko potrząsnął – słyszysz?! Głowa w chmurach  aż się prosi o kulę! Wy, okularnicy pchacie się na pierwszą linię, do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;GSów&lt;/span&gt;, zamiast pozostać na tyłach, pisać wiersze i piosenki, liczyć sztuki amunicji. Jeszcze się walka na dobre nie zaczęła, a  już poległo kilka zupełnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;nieprzygotowanych&lt;/span&gt; do walki gorących, choć przecież mądrych głów. Jeśli Krzyś – wskazał na buszującego wśród półek – się nie weźmie w garść, boję się, że będzie następny...  mi zostaw bicie Szwabów, dobrze? - rozejrzałem się trwożnie dookoła czy oby nikt nie usłyszał „Szwedów” zamiast „Szwabów”, ale tłum był równie obojętny i zaprzątnięty swoimi sprawami co wcześniej.&lt;br /&gt;- Dobrze – powiedziałem cicho i uśmiechnąłem się nieśmiało.&lt;br /&gt;- No! - żołnierz się rozchmurzył i puścił moje ramiona– z dobrych wiadomości: &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Kerfur&lt;/span&gt; i Stare Miasto są nasze!&lt;br /&gt;- Uwaga! Uwaga! - zagrzmiały głośniki we wszystkich działach sklepu przy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;akompaniamencie&lt;/span&gt; wojskowego marsza, a tłum &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;znieruchomiał&lt;/span&gt; wpatrzony w źródła dźwięku – Specjalna oferta dla naszych drogich klientów! Łatwe w montażu, modułowe, w pełni &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;funkcjonalne&lt;/span&gt;, metalowo-drewniane produkty z systemu „Twoja Barykada” za połowę ceny! Serdecznie zapraszamy do stoiska „Materiały rewolucyjne”!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Szarozielone&lt;/span&gt; postacie powstańców  prawie zniknęłyby w ludzkiej rzece płynącej  wartko ku stoisku gdyby nie podniesione nad głowy Visy i 29&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;iątki&lt;/span&gt; co chwilę strzelające w niebo, zupełnie  zagłuszane przez pomruk spragnionego krwi i promocji tłumu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alejka opustoszała i powrócił ojciec taszcząc przed sobą wózek z pokaźnym pudłem (mieszczącym w sobie zapewne części łóżka).&lt;br /&gt;- No, fajne, fajne – powiedział oglądając meble za mną  -  ...ale tego nie bierz – dotknął postrzelonego biurka -  Ma defekt – powiedział, wskazując na dziurę po kuli.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; Jeszcze raz przeczytałem dokładnie umowę: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Wynajmujący wynajmuje i oddaje w użytkowanie Najemcy cały wymieniony w§ 1 lokal wraz z urządzeniami...”&lt;/span&gt;- Podniosłem głowę. Ciężką ciszę na zewnątrz po raz kolejny rozdarł przeciągły bojowy krzyk gwałtownie przerwany serią z karabinu. Dźwięki walki dochodziły &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;prawdopodobnie&lt;/span&gt; z północnej części Mokotowa. Blisko - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;”Obejmując przedmiot najmu Najemca nie wnosi zastrzeżeń do jego stanu technicznego”&lt;/span&gt; - Pod oknem mieszkania przejechała  mała kolumna samochodów (pewnie wojskowych ciężarówek), ktoś krzyczał coś zajadle po niemiecku -„&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Strony ustalają, iż wszelkie koszty i świadczenia związane z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;eksploatacją&lt;/span&gt; lokalu mieszkalnego, przez czas trwania umowy, ponosić będzie Najemca. ”&lt;/span&gt; - gdzieś dalej, miastem wstrząsnęła seria eksplozji, z których przez uchylone okno  salonu dotarły do nas tylko basowe pohukiwania. Jeszcze raz podniosłem głowę znad dokumentu i spojrzałem pytająco na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;współlokatorów&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;- To ten spod trójki znowu puszcza cholerne &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Joy&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Division&lt;/span&gt; – &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;przepraszająco&lt;/span&gt; wyjaśnił właściciel, po czym wstał i zamknął okno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Warszawa, 2 sierpnia 1944-2010&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-3782806107125558338?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/3782806107125558338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/08/shes-lost-control.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3782806107125558338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3782806107125558338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/08/shes-lost-control.html' title='She&apos;s Lost Control'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-940794794271190436</id><published>2010-07-22T18:00:00.007+02:00</published><updated>2010-07-23T19:18:55.768+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>Brownian motion</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I can't &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;wait&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;forever&lt;/span&gt; is all &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;that&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;you&lt;/span&gt; said&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Before&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;you&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;stood&lt;/span&gt; up&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; And &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;you&lt;/span&gt; won't &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;disappoint&lt;/span&gt; me&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I can do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;that&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;myself&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; But I'm &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;glad&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;that&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;you&lt;/span&gt;'&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;ve&lt;/span&gt; come&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Now&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;if&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;you&lt;/span&gt; don't &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;mind&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Leave&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;leave&lt;/span&gt;,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; And free &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;yourself&lt;/span&gt; at the same time&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Leave&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;leave&lt;/span&gt;,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I don't &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;understand&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;you&lt;/span&gt;'&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;ve&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;already&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;gone&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wiele się działo przez ostatnie dwa tygodnie. Los raz po raz wodził mnie za nos i trzymał w niepewności - ta notka mogła mieć co najmniej trzy różne wersje - nawet teraz pewne zdania, frazy-duchy opisujące każdą z nich ciągle kołaczą mi się po głowie. Mogło być tak pięknie. Jest tak pięknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby oddać nastrój (a raczej jego zmienność) tych dni, opiszę je &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;chronologicznie&lt;/span&gt;- postaram się spojrzeć na to wszystko tamtym okiem, które jeszcze nie wie co jego posiadaczowi ostatecznie szykuje los.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;14.07 - 17.07&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa dni temu targany emocjami,  skrajnymi biegunami radości i smutku, strachu i nadziei, wpadłem na dziwaczny pomysł - zapragnąłem napisać krótki post na tym blogu, ustawić datę jego publikacji powiedzmy na 15ego lipca 2020 roku, zapisać go w roboczych i jak najszybciej o nim zapomnieć. Jego treść byłaby  moim listem w butelce do samego siebie, wiadomością przeznaczoną dla mnie - ale w przyszłości, taką małą, gorzką prawdą o sobie samym, siarczystym, otrzeźwiającym policzkiem od &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;Rzeczywistości&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Treść tej wiadomości w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;elektronicznej&lt;/span&gt; butelce brzmiałaby następująco:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Krystianie B! Przeczytaj to uważnie (może zaboleć)! Twoje całe życie jest wielką historią manipulacji we wszystkich możliwych jej postaciach - uczuciowej, myślowej, pojęciowej. Tak, to by wiele wyjaśniało - pomyślisz. Problem tkwi jednak w tym, że to nie inni, ŹLI tobą manipulują, ale TY sam. Fakty. Twoje przekonania są tylko niestabilnym kompozytem opinii wyczytanych w piątkowej gazecie z telewizyjnym wywiadem z Panem X, Y i Z. Nigdy nie potrafisz się zdecydować w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;najważniejszych&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; kwestiach, kiedy w grę wchodzą różne sprzeczne uczucia, jesteś za a nawet przeciw, w zależności od nastroju. Odwlekasz decyzje, aż stają się nie do zniesienia. To nie brak asertywności. Zwykle nie masz problemu z wybraniem tej czy innej koszuli, tego czy innego jogurtu albo tej czy innej kobiety (jeśli chodzi o tę ostatnią  nie ma "tej czy innej", jest tylko "ta", jeżeli w ogóle jest), po prostu masz w sobie tylu różnych ludzi z filmów, z książek, z własnego życia, że nie jesteś w stanie sam sobą ( i w zgodzie z  sobą ) pokierować . Bo ani w  twojej ręce, ani w nodze, ani w głowie, ani w lędźwiach nie ma Ciebie. Przykro mi, niestety nic już nie da się zrobić. Żadna &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;transplantacja&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; nie pomoże. I nie oszukuj się, że może jednak jakaś &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;indywidualna&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, duchowa protoplazma tkwi gdzieś pod twoim ciemieniem. Na nic zda się twoje gadanie: 'mogłem wysłać to opowiadanie', 'mogłem zrobić ten film', 'mogłem złożyć tam swoje CV', 'mogłem wyjechać do tego  miasta z X', bo nie mogłeś. Bo nie masz "ja"(j), twoje wszystkie działania i doznania są tylko wypadkową różnych okoliczności, zmiennych, opinii tych którzy siedzą w tobie, ale tobą nie są. Ty i twoje życie to ruchy Browna. I to by było na tyle."  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ustawiłem daty publikacji. Z odrętwienia wytrąciła mnie myśl, że za 10 lat pewnie w ogóle nie będzie Internetu (bo przeobrazi się w coś jeszcze &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;straszniejszego&lt;/span&gt;), a już na pewno nie tego bloga.  Poza tym to takie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;moralizatorskie&lt;/span&gt;, że po przeczytaniu tego za dziesięć lat w odruchu samoobrony wyśmiałbym sam siebie. Skąd wziął się ten tekst? W ciągu piętnastu minut zmieniłem o 180 stopni &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;najważniejszą&lt;/span&gt; decyzję w obecnym okresie mojego życia. I  boję się, że spaliłem most, który był dla mnie ważny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko było ustalone, podania wydrukowane. Dostałem się na prawo do Krakowa na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;filmoznawstwo&lt;/span&gt; mi się nie udało. Tam też miałem jechać. Dostałem się też na prawo i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;dziennikarstwo&lt;/span&gt; w Warszawie. &lt;span&gt;Narastał we mnie niepokój. Podobał mi się Kraków, ale może jako pocztówka...czułem, że po prostu idę w ślady Mojego Jezusa, wiedziałem, że nie znam tego miasta, że jest mi całkowicie obce, nie mam tam nikogo oprócz Swojego Chrystusa, momentami wydawało mi się że wszystko co robię, robię  Na Chwałę Pana, bo nie potrafię bez niego żyć. Niepokoiły mnie internetowe i usłyszane opinie o studiowaniu prawa...ale przede wszystkim coś próbowało we mnie krzyczeć "NIE CHCĘ BYĆ PRAWNIKIEM", nie chcę bezmyślnych, niepotrzebnych, pamięciowych formuł, nie chcę zatracić się w suchych, prawniczych paragrafach &lt;/span&gt;&lt;span&gt;ani przestać dostrzegać różnic między książką (kodeksem), a życiem, całować butów prawniczej sitwy, by w końcu przegrać wyobraźnię i wrażliwość. Nie chcę fałszu, nawet jeśli daje pieniądze. Taki już jestem - naiwny i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;nieprzystosowany&lt;/span&gt; - nic na to nie poradzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto wybrałem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;dziennikarstwo&lt;/span&gt; na UW. Wybrałem Warszawę, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;Wawę&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;Warszafkę&lt;/span&gt;. Pożegnałem Kraków, Krakówek. Do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;dziennikarstwa&lt;/span&gt; przekonało mnie parę różnych rzeczy, kilka  pozytywnych opinii z pierwszej ręki. Może to jest to i coś z tego będzie? Lubię pisać, wydaje mi się, że myśleć analitycznie, obserwować i dostrzegać to co ukryte też umiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O świcie wyjechałem do stolicy. W wakacje nie jest tłoczno, śródmieście ma swój urok (chociaż nie mogę przestać myśleć o tym wszystkim jak o  kunsztownej, pięknej, ale fałszywej dekoracji stworzonej na podstawie obrazów Canaletta), stary, zabytkowy budynek Instytutu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;Dziennikarstwa&lt;/span&gt; uspokaja mnie, za to piętnaście kandydatek (no i może 4 kandydatów) z mamusiami i tatusiami w środku trochę mnie niepokoi. Jednak, na razie ciężko cokolwiek powiedzieć. W końcu wracam do domu zmęczony jak nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po ukrzyżowaniu swojego Jezusa na moment odetchnąłem z ulgą, przez trzy sekundy czułem się pewny siebie, pogodzony z sobą, zapewne tak jak przez moment czuli się wszyscy ci którzy ukrzyżowali Galilejczyka zanim na ich barki na nowo ze zdwojoną siłą spadł strach i wątpliwości. Obaj z moim &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;rozkrzyżowanym&lt;/span&gt; Jezusem przeczuwaliśmy, że w końcu do tego dojdzie. Wiedziałem, że On wie, że ja wiem, że On wie. Szeptał, że rozumie i wybacza. Na Jego twarzy nie było smutku ani zaskoczenia. Był tylko żal. Byłem przy Jego krzyżu taki śmieszny i żałosny, każdym &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;wypowiedzianym&lt;/span&gt; słowem żałosny coraz bardziej. Czy płakał? Nie wiem. Może. Zasnąłem w Ogrójcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tej pory codziennie będę odsuwał głaz i czekał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;18.07 - 22.07&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest światełko. Z 68 przyjętych na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;filmoznawstwo&lt;/span&gt;, dokumentów w terminie nie złożyło 9 osób - jest więc druga tura. Jestem 12&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;sty&lt;/span&gt; na liście rezerwowej - więc jeśli trzech kandydatów z tych pierwszych dziewięciu z listy rezerwowej nie dokona wpisu na studia w nowym terminie, dostanę się na trzecią turę wpisów (22-23.07). A to wydaje się bardzo możliwe, w końcu większość złożyła tak jak ja już na inne studia, więc może kilka osób zrezygnuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyli jednak Kraków. 21ego będę wiedział ostatecznie, jest spora szansa, że się uda. 22ego  o świcie pojadę do Warszawy zabiorę stamtąd dokumenty, potem powrót do Lublina, w Lublinie podróż nocnym autobusem do Krakowa, żeby być tam na rano, ostatniego dnia wpisów, dotrzeć na kampus i wrócić busem prosto do Małego Miasteczka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyczekiwanie. W końcu nadchodzi 21&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;szy&lt;/span&gt;. 15, 16, 17 godzina na stronie nadal komunikat jeszcze z 17ego lipca. Żadnej informacji - ani o następnych terminach, ani o przyjęciu, ani o zamknięciu wpisów. 18, 19, 20, 21, 22. Czekam. Trochę to dziwne, ale może system &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;aktualizuje&lt;/span&gt; się tam w jakiejś kolejności i stąd te &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;opóźnienia&lt;/span&gt;. 23, 24. Idę spać, nastawiam budzik na 4 w nocy (jakby co bus jest o 5.30). 4. Jak lunatyk odpalam kompa. Bez zmian. Wkurwiam się ostatecznie, już jest mi wszystko jedno. Idę spać, postanawiam, że zadzwonię rano. 10. Dzwonię. Nie dowiaduje się niczego nowego - "jeśli zostanie pan przyjęty NA PEWNO dostanie pan o tym informację, nie ma mowy o błędzie". Tracę nadzieję i sprawdzam konto dopiero o 16. Jest informacja - "nieprzyjęty z powodu braku miejsc". Raptownie schodzi ze mnie powietrze, ale co dziwne, czuję się taki rozluźniony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyli jednak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;dziennikarstwo&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezus chyba mi wybaczył - tak naprawdę - i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;zmartwychwstał&lt;/span&gt;. W każdym razie i tak muszę czekać na dzień &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;pięćdziesiątnicy&lt;/span&gt;, żeby się o tym przekonać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;Where&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;are&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_58"&gt;you&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_59"&gt;going&lt;/span&gt; I don't &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_60"&gt;mind&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I'&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_61"&gt;ve&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_62"&gt;killed&lt;/span&gt; my world and I'&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_63"&gt;ve&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_64"&gt;killed&lt;/span&gt; my time&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_65"&gt;So&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_66"&gt;where&lt;/span&gt; do I go &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_67"&gt;what&lt;/span&gt; do I &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_68"&gt;see&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_69"&gt;see&lt;/span&gt; many &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_70"&gt;people&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_71"&gt;coming&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_72"&gt;after&lt;/span&gt; me&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_73"&gt;So&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_74"&gt;where&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_75"&gt;are&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_76"&gt;you&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_77"&gt;going&lt;/span&gt; to I &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_78"&gt;dont&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_79"&gt;mind&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_80"&gt;If&lt;/span&gt; I live &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_81"&gt;too&lt;/span&gt; long I'm &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_82"&gt;afraid&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_83"&gt;Ill&lt;/span&gt; die&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_84"&gt;So&lt;/span&gt; I will &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_85"&gt;follow&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_86"&gt;you&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_87"&gt;wherever&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_88"&gt;you&lt;/span&gt; go&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_89"&gt;If&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_90"&gt;your&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_91"&gt;offered&lt;/span&gt; hand is &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_92"&gt;still&lt;/span&gt; open to me&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_93"&gt;Strangers&lt;/span&gt; on &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_94"&gt;this&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_95"&gt;road&lt;/span&gt; we &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_96"&gt;are&lt;/span&gt; on&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; We &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_97"&gt;are&lt;/span&gt; not two we &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_98"&gt;are&lt;/span&gt; one&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-940794794271190436?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/940794794271190436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/07/brownian-motion.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/940794794271190436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/940794794271190436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/07/brownian-motion.html' title='Brownian motion'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-9146272378388492986</id><published>2010-07-04T13:21:00.010+02:00</published><updated>2010-07-04T13:42:25.540+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże małe i duże'/><title type='text'>Kot Andaluzyjski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W końcu, po dwutygodniowym montowaniu (chociaż to była najprzyjemniejsza i raczej nieśpieszna część procesu tworzenia), problemach z renderowaniem (czyli zapisaniem do pliku wyjściowego) i ośmiogodzinnym (albo i dłuższym) przesyłaniem  do youtuba (raz nieudanym) wreszcie mogę dumnie zaprezentować mój film z pobytu w Hiszpanii- "Un Gato Andalou (Kot Andaluzyjski)". Skąd ta obrazoburcza nazwa? Ano taka zachcianka - jest Andaluzja, jest kot, a i Dali ma swoje własne pięć sekund :P.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Początkowo miało być 5 minut, ale z półtoragodzinnym materiałem (który nie do końca okazał się taki do kotleta, jak mi się wydawało, o czym możecie się przekonać) było to niewykonalne. Stanęło zatem na 9 minutach i 33 sekundach - mam nadzieje, że wystarczająco zajmujących i dynamicznych ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="400" height="250"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/vTUmw4CmYx0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1?rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/vTUmw4CmYx0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1?rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="250"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z ciekawostek z życia wziętych - matura, wbrew moim obawom, poszła dobrze, rekrutacja na studia niedługo dobiegnie końca - gdzieś tam daleko będą ważyć się moje przyszłe losy ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-9146272378388492986?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/9146272378388492986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/07/kot-andaluzyjski.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/9146272378388492986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/9146272378388492986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/07/kot-andaluzyjski.html' title='Kot Andaluzyjski'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-4764863010324550752</id><published>2010-06-23T21:50:00.017+02:00</published><updated>2010-06-24T16:06:39.326+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Kochanka w szafie, czyli o soundtrackach cz I</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJmvxdrPXI/AAAAAAAAARs/C_ciu-evAqI/s1600/eye-blade-runner.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 132px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJmvxdrPXI/AAAAAAAAARs/C_ciu-evAqI/s200/eye-blade-runner.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5486060267008376178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jak mówiłem tysiąc pięćset sto dziewięćset razy (a jak wiadomo nawet kłamstwo powtórzone tysiąc pięćset sto dziewięćset  razy staje się prawdą) film jest miłością mego życia. Uwielbiam też muzykę, w przeróżnych jej postaciach i odcieniach, choć zaznaczyć trzeba, że na starość staję się spokojniejszy i bardziej melancholijny (czyt. nudziarski ;)) w dobieraniu brzmień. W każdym bądź razie trochę w życiu się nasłuchałem (test na fejsbuku mówi co innego, ale to dlatego, że radia nie słucham i się w hitach nie orientuję;) ). Czym jest dla mnie muzyka jeśli idziemy w uczuciowe porównania? Wieloletnią kochanką? A dobry filmowy soundtrack, będący gdzieś na spojeniu tych sztuk? Czymś jeszcze piękniejszym, tak pięknym jak marzenie nr I każdego samca ;), czyli sytuacja przedstawiona na &lt;a href="http://dfckr.com/archives/img/creative-ads/chemag.jpg"&gt;obrazku&lt;/a&gt;(tak to reklama jakiegoś męskiego pisma, znaleziona kiedyś na jednej ze stron w stylu "super kreatywne reklamy").  Muza Druga stoi w szafie, tymczasem Muza Dziesiąta siedzi...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ok, dywagacje o muzach, szafach i kobietach wskoczyły na dziwny tor. W każdym razie, soundtracki są fajne. Kiedyś, gdzieś przeczytałem o dwóch szkołach soundtracku (nie będzie to oryginalne, ale żeby nie było, że zrzynam z jakiegoś felietonu). Pierwsza uczy, że ścieżka dźwiękowa powinna być prawie niezauważalna, a wręcz dobrym symptomem jest sytuacja gdy jej  po filmie nie pamiętamy - według wyznawców tego poglądu, oznacza to, że buduje  lepiej napięcie, jest zintegrowana z obrazem i jednocześnie nie rozprasza widza. Druga szkoła mówi oczywiście całkiem co innego. Trudno mi powiedzieć kto ma rację, ja wiem jedno. Soundtrack musi bronić się także bez filmu. Kiedy mimo braku obrazu jest interesujący, znaczy, że jest ok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja przygo&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJnC_QBnnI/AAAAAAAAAR0/ypBkSM5bemQ/s1600/truman-show-1.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 125px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJnC_QBnnI/AAAAAAAAAR0/ypBkSM5bemQ/s200/truman-show-1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5486060597126733426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;da z soundtrackami zaczęła właściwie wtedy gdy zaczęła się na dobre przygoda z filmem - od wspaniałego"Truman Show" i&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=brNaGn-jsZM"&gt; tego&lt;/a&gt; - kawałek (a włączyłem go teraz po latach) nadal sprawia, że przechodzą mi ciary po plecach, jest w nim coś niepokojącego i pełnego energii jednocześnie, idealnie podkreśla  nieciekawą sytuację zaszczutego bohatera, sytuację bez wyjścia - a ta wręcz "plemienna" rytmika i elektroniczna, jednostajna złowieszcza gonitwa na klawiszach (?) w tle...brrr (mrrr ;) ). Do tego jeszcze doprowadzający do łez nawet największego twardziela ;) &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=hjvspeLgeww"&gt;"Truman sleeps"&lt;/a&gt; . Autorem muzyki do filmu jest jeden z geniuszy soundtrackowego biznesu - Phillip Glass.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem była muzyka do "Solaris" Sode&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJogCof6xI/AAAAAAAAASM/wsU2UgqKvcA/s1600/solaris04.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 188px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJogCof6xI/AAAAAAAAASM/wsU2UgqKvcA/s200/solaris04.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5486062195762522898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;rberga - moim zdaniem idealnego filmu "do oglądania we dwoje", samemu trochę smutno, a ponieważ jest ryzyko powstania dużego emocjonalnego napięcia z kimś przypadkowym nie polecam,  tym bardziej w większym gronie  kumpli/kumpel ;). Co ciekawe to jeden z tych 2, 3 filmów które oceniłem na 9/10 w porywach do 10 gdy reszta świata albo nie znosi albo daje ledwie  6 - więc jak Ci się spodoba, możesz czuć się wyróżniony ;) Muzykę napisał pan Cliff Martinez (tak, tak ten pierwszy perkusista RHCP) i stanowi ona zbiór dosyć podobnych,  ale stanowiących jedną, spójną całość  hipnotyzujących, orkiestrowo-elektronicznych kompozycji. Jednych wkurza, mnie odurza ;). Warunki do słuchania: ciemny pokój, deszcz za szybą, dużo fioletu i niebieskiego, bądź opcjonalnie noc, przyciemnione ciepłe brązy, żółcie i rozmyte (spieprzony autofocus) kobiece (wedle preferencji) ciało na łóżku - najlepiej Nataschy McElhone, jednej z moich ulubionych aktorek drugoplanowych(w Solaris pierwszo^^) -  grała również w Truman Show. Aj! Zapomniałbym o muzyce -&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=u7SRktSlsGA&amp;amp;feature=related"&gt; klik&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=JPNDrsZ2MAE"&gt;klik&lt;/a&gt; .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJn8TTPFwI/AAAAAAAAASE/H4X5FM2MIy8/s1600/BladeRunnerRacheal.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 130px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJn8TTPFwI/AAAAAAAAASE/H4X5FM2MIy8/s200/BladeRunnerRacheal.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5486061581761451778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;zakończenie tej części notki, muzyka filmowa, która fascynuje mnie od tygodnia (co widać po koncie na last.fm ;) ), ścieżka dźwiękowa, którą odkryłem na nowo po kilku latach za sprawą "gry-adaptacji". Pochodzi z kultowego (także dla mnie) filmu "Blade Runner" ("Łowca Androidów") - dzieła SF, jednego z czterech czy pięciu jeśli chodzi o ten gatunek, o którym mogę powiedzieć, że jest niemalże filozoficznym traktatem (takim jak np. wielbiona przeze mnie "2001: Odyseja kosmiczna"). Niezwykłe jest to, że film wysmakowany artystycznie (każdy kadr to dzieło sztuki, przepełnione cyberpunkową atmosferą i klimatem futurystycznych lat 80tych) jakim jest "Łowca.." jednocześnie jest dobrym kinem dla dużych chłopców (jak np. seria o Indianie Jonesie, także z Harissonem Fordem). Marzenie - On bezwzględny, twardy, władczy, ale o dobrym, mądrym sercu, Ona piękna, wyniosła, sprawia wrażenie opanowanej, ale tak naprawdę jak On zagubiona. Najpierw Ona (w tej roli Sean Young) - czarne, futurystycznie spięte włosy,smutne rubinowe usta, wielkie oczy i rozstrojone stare pianino  (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Cg0cmhjdiLs"&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;Memories of Green&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), potem on (Harisson Ford) - jak detektyw z filmu Noir, w  prochowcu, ćmiący papierosa za papierosem, w wielkim brudnym, zadymionym mieście przyszłości, na balkoniku swojego małego, ciemnego mieszkanka na setnym piętrze i jego futurystyczny blues (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5SJVP4YAybs"&gt;Blade Runner Blues&lt;/a&gt;)....&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-4764863010324550752?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/4764863010324550752/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/06/kochanka-w-szafie-czyli-o-soundtrackach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4764863010324550752'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4764863010324550752'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/06/kochanka-w-szafie-czyli-o-soundtrackach.html' title='Kochanka w szafie, czyli o soundtrackach cz I'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TCJmvxdrPXI/AAAAAAAAARs/C_ciu-evAqI/s72-c/eye-blade-runner.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-1197157782900374705</id><published>2010-06-14T14:07:00.009+02:00</published><updated>2010-06-14T22:28:20.259+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"JÓZEF K. - tak, tak to ja"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TBYwFNeeFRI/AAAAAAAAARk/mijhukTKzJU/s1600/hultonar460.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 120px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TBYwFNeeFRI/AAAAAAAAARk/mijhukTKzJU/s200/hultonar460.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5482622462445098258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "Przechylił się przez łóżko i otworzył wreszcie drzwi.&lt;br /&gt;- Niech pan bez żenady wejdzie na łóżko - rzekł. - Robi to każdy, kto tu wchodzi. K. byłby to zrobił i bez zaproszenia, postawił już nawet nogę na pierzynie, ale nagle wyjrzał przez otwarte drzwi i cofnął nogę z powrotem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Cóż to jest? - zapytał malarza.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;-Czemu się pan dziwi? - odpowiedział tamten, ze swej strony zdziwiony. - To są kancelarie sądowe. Nie wiedział pan, że tu są kancelarie sądowe? Kancelarie sądowe są przecież na każdym strychu, dlaczegoż akurat tu miałoby ich nie być?"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W końcu przeczytałem "Proces" Kafki. Zabierałem się do tego od kilku lat - za każdym razem odstręczał mnie dosyć nudny i jak mi się wydawało, "literacko przestarzały" początek. No ale stało się i muszę przyznać (właściwie to było łatwe do przewidzenia) że było warto - "Proces" od dzisiaj należy do mojego TOP10 powieści ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacytowałem ten trochę wyrwany z kontekstu fragment ponieważ idealnie oddaje klimat duszności, zagrożenia, który towarzyszył mi, czytelnikowi przez całą lekturę. Ostatnie zdanie tego cytatu (pojawia się on właściwie pod koniec książki) uświadomiło mnie, wgniotło mnie w fotel. Opisane drzwi znajdują się w klitce - pracowni malarza Titorellego i z braku miejsca zastawione są łóżkiem. Ponadto są dużo mniejsze od wejściowych. Czytając przed oczami miałem scenę z "Być jak John Malkovich" kiedy główny bohater w swoim biurze na piętrze 7 i 1/2 odkrywa za szafą malutkie drzwi do głowy tytułowego Johna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fenomen sądu przedstawionego w dziele Kafki polega na jego odmienności wobec wszystkich następnych antyutopii ("Proces" nie jest dystopią w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale zapowiedzią totalitaryzmu). W "Roku 1984" reżim jest doskonale zorganizowany, zhierarchizowany, no i znany głównemu bohaterowi od początku. W "Nowym, wspaniałym świecie" podobnie (choć trudno nazwać tamtejszy ustrój nazwać reżimem). Natomiast w "Procesie" wszechwładny sąd kryje się właśnie za takimi bocznymi drzwiczkami, na strychach, w suterenach. Józef K., bądź co bądź wykształcony urzędnik bankowy, dowiaduje się o jego istnieniu niespodziewanie w swoje trzydzieste urodziny, mimo, że jak się wydawało wie w tej materii dużo - zna w końcu samego prokuratora sądu grodzkiego. Nie wiadomo o tajemniczym sądzie  nic konkretnego, struktura tejże instytucji owiana jest mgłą mitu (PODOBNO gdzieś tam istnieje WYŻSZY sąd do którego kierowane są sprawy po przejściu niższego etapu, ale nikt nie ma do niego dostępu, może jedynie mityczni WIELCY adwokaci, których nie sposób odnaleźć - to oni wedle swojej woli odnajdują oskarżonego). Sąd przypomina bardziej skorumpowany, żarłoczny organizm, w którym nawet sędzia nie wie wiele więcej od zwykłego urzędnika, a całość zagrzebana jest w powodzi wniosków, akt, papierów, rozmywa się gdzieś w nieustannych subtelnych grach adwokatów (którzy są jedyną nadzieją oskarżonego, pozbawionego prawa do jakiejkolwiek wiedzy na temat oskarżenia [bardzo możliwe, że nie znają go sami sędziowie]).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobny klimat osaczenia, duszności monstrualnego przerostu biurokracji ma  jedynie wspaniały film Terrego Gilliama (tego od "Las Vegas Parano" ;) ) "Brazil", który dorzuca do tego jakże aktualny dzisiaj problem terroryzmu, przeludnienia i dewastacji środowiska. Tak na marginesie, polecam ten film serdecznie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do "Procesu" - zaskoczyła mnie jego aktualność i nowoczesność - mimo, że Kafka rozpoczął prace nad powieścią jeszcze przed wybuchem I Wojny Światowej (!!) jej styl śmiało zaliczam do powieści współczesnej. Niesamowita jest ta synteza oniryzmu, groteski, absurdu czy grozy z (niezwykle trudna to sztuka) realizmem opisów. Na uwagę zasługują też wątki "miłosne" - chociaż bohater traktuje kobiety w sposób dość instrumentalny (ich kontakty mogą pomóc mu w Procesie) erotyczne napięcie pomiędzy nim, a nimi jest wspaniałe. Podczas lektury dreszcze  przechodzą po plecach także z innego powodu - czytając nieświadomie zestawiałem kafkowski sąd z polskim wymiarem sprawiedliwości... niekorzystnie wypada to porównanie dla naszych sądów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto, warto i jeszcze raz warto. Chociażby dla sceny z Adwokatem i kupcem Blockiem a także scen w Katedrze (odsyłam do lektury ;) ), które oddają metafizyczny, głębszy sens całości. A na koniec, jeszcze jeden fragment.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Nie mógł sobie wytłumaczyć wielkiej niewyraźnej figury, która stała na środku za krzesłem, i zapytał o nią malarza. Malarz odpowiedział, że musi ją jeszcze wykończyć, wziął ze stolika kredkę pastelowa i kreskował nieco wzdłuż konturów figury, nie czyniąc jej przez to dla K. wyraźniejszą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-To Sprawiedliwość - oświadczył w końcu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Teraz poznaję już - rzekł K. - Tu jest przepaska na oczach, a tu jest waga. Ale czy nie ma ona u nóg skrzydeł i czy nie jest przedstawiona w biegu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Tak jest - rzekł malarz - Musiałem na zamówienie tak ja namalować, jest to właściwie bogini sprawiedliwości i zwycięstwa w jednej osobie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-To nie jest dobre połączenie - rzekł K. z uśmiechem.&lt;br /&gt;- Sprawiedliwość musi spoczywać, inaczej chwieje się waga i sprawiedliwy wyrok staje się niemożliwy [...]Dookoła figury Sprawiedliwości pozostało jednak tło jasne, nieznacznie tylko zacieniowane i z tej jasności postać zdawała się występować w sposób szczególnie wyrazisty. Nie przypominała już wcale bogini sprawiedliwości ani też bogini zwycięstwa,wyglądała teraz raczej zupełnie jak bogini łowów"&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-1197157782900374705?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/1197157782900374705/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/06/jozef-k-jest-tylu-k-na-swiecie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1197157782900374705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1197157782900374705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/06/jozef-k-jest-tylu-k-na-swiecie.html' title='&quot;JÓZEF K. - tak, tak to ja&quot;'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/TBYwFNeeFRI/AAAAAAAAARk/mijhukTKzJU/s72-c/hultonar460.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-1872586933911389101</id><published>2010-06-10T16:35:00.007+02:00</published><updated>2010-06-10T18:16:20.483+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże małe i duże'/><title type='text'>Todo sobre mi viaje (parte II ultimo)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miałem "informować na bieżąco", a tu szast prast i jestem w Polsce (nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał). W ostatnim poście nazwałem Hiszpanie rajem. W tym stwierdzeniu kryje się szczypta goryczy. Jak wszyscy wiemy, RAJE NIE SĄ TANIE w utrzymaniu. W dniu mojego odlotu odbył się strajk generalny hiszpańskiej budżetówki. Protest (nawet napomknięto coś o nim w polskich wiadomościach) skierowany był przeciw 5-15 procentowym obniżkom płac w sektorze publicznym. Dlaczego? Ano kryzys i to co powoli staje się przekleństwem całej zachodniej Europy - przerośnięty social, który pochłania miliardy euro. I który sprawia, że statystyczny młody Hiszpan nie ma żadnej motywacji do pracy, bo za nic-nie-robienie dostaje rozsądne pieniądze, mając mnóstwo czasu na zabawę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widać to zwłaszcza w "hipisowskiej" Granadzie, gorącym południu (gdzie sama pogoda nie motywuje do pracy). Tam kilkugodzinne notoryczne spóźnianie się do pracy (ale raczej tych biurowych) staje się powoli normą, studenci nie przychodzą na zajęcia i generalnie imprezują. Przykład: 1:30 w nocy, poniedziałek, do tego w trakcie sesji, idziemy na autobus do Madrytu, ulica nie tak blisko centrum - zdrowy rozsądek podpowiada, że powinno być raczej pustawo. Pomyłka! Pełno młodych, roześmianych ludzi. I właściwie na pierwszy rzut oka nie ma w tym luzactwie nic złego. Parafrazując Monty Pythona ("And now something completely different") "Nikt nie lubi dobrze się zabawić bardziej niż ja... może tylko moja żona i jej koleżanki...no i kapitan Jonson. Właściwie to mnóstwo ludzi. Ale nie w tym rzecz!". Przez miesiąc jest to całkiem zabawne i sympatyczne. No ale kiedy w środku tygodnia słyszysz o godzinie 8-9 rano hałaśliwe powroty do domu z dyskoteki (która była tuż obok bloku mojej siostry z którą mieszkałem) to przestaje być fajne. Zaczynasz się zastanawiać, skoro w ogóle się nie uczą, tylko imprezują, to jakimi będą prawnikami, lekarzami itd... czy kiedyś nauczą się odpowiedzialności? Czy może pozostaną  na garnuszku państwa aż cały system szlag trafi (na co na przykładzie Grecji się zanosi)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Granadzie (i reszcie południa) istnieje  pewna "kasta nietykalnych", ludzie którzy zdają się być jakby wyrzuceni poza nawias społeczeństwa - młodzi czarnoskórzy (jak noc listopadowa), podejrzewam, że pochodzący z głębi Afryki (Sudan itd), przebywający półlegalnie mężczyźni. Wyglądają bardzo podobnie - zniszczona dżokejka, stare dresy albo tiszerty i szorty, wysocy, chudzi, z kamiennymi twarzami. Zajmują się jednym - w niesionych na plecach tobołach mają podrabiane zegarki, okulary przeciwsłoneczne, pirackie płyty na sprzedaż. Rozkładają się z towarem  na ulicach albo milcząco noszą go między stolikami restauracji na "starówce". Nie mam pojęcia kto to od nich kupuje (nie widziałem żadnego chętnego). Ponieważ murzynów w Hiszpanii jest mało  i w ogromnej większości zajmują się tym "handlem obnośnym", rzucają się w oczy - wydają się stanowić jakąś odseparowaną, gorszą grupę społeczną - zwłaszcza tutaj - otoczeni przez roześmianych zachodnich turystów i modnych, wyluzowanych Hiszpanów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale Hiszpania przede wszystkim zachwyca. Piękne "lazurowe" plaże -  ciekawe graniczenie morza z górami i wyżynami (niesamowite widoki). Miasta, pejzaże dają poczucie przestrzeni i wolności. Na każdym skrawku ziemi między Granadą, a Kordobą w równych rzędach rosą drzewa oliwne (nawet na stokach i super stromym nachyleniu) - taki krajobraz wygląda trochę dziwnie i fascynująco (później trochę nużąco) Alhambra zachwyca ogromem, kunsztownością detali arabesek, ale również ogrodami - które uchodzą (i rzeczywiście są) jednymi z najpiękniejszych w Europie. Natomiast pochód z okazji Bożego Ciała (Corpus Christi) trochę przereklamowany. Właściwie religijne święto jest tylko pretekstem do jeszcze większej ilości zabawy ;). To takie dziwne połączenie sacrum i profanum - Pokryte czerwonym suknem ołtarze Matki Boskiej w różnych częściach miasta sąsiadujące ze stoiskami z piwem ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moją kamerką nakręciłem prawie półtorej godziny materiału (ponad 400 ujęć). Większość niestety jest kręcona do przysłowiowego kotleta albo skażona grzechem głównym początkującego "filmowca", czyli pompowaniem obrazu (niepotrzebne zoomowanie) czy zbędnym rozbieganiem, pośpiechem, szukaniem kadru. No ale z kilku, kilkunastu ujęć jestem zadowolony - mam nadzieję, że uda mi się coś przyzwoitego z tego zmontować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i w końcu powrót do domu. Najpierw gigantyczne lotnisko Barajas koło Madrytu (chyba największe po Heathrow), na szczęście świetnie oznakowane i mój drugi lot w życiu - z powrotem do Polski. Muszę przyznać, że źle oceniłem polskie widoki z lotu ptaka, (które 11 dni wcześniej o świcie były raczej dołujące). Podczas lądowania jest pięknie. Nad Warszawą unosiły się białe, puszyste chmury (nad Hiszpanią wiadomo czyste niebo). Moment w którym samolot ślizga się po nich, powoli zanurzając się w tą puchatą watę cumulusów był niezapomniany - potem widok domów, miast, kamienic, urozmaicony szachownicami pól cieszy oko, zadziwia na nowo.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Z bliska jest gorzej.&lt;br /&gt;Na szczęście widok bociana  uspokaja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-1872586933911389101?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/1872586933911389101/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/06/todo-sobre-mi-viaje-parte-ii-ultimo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1872586933911389101'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1872586933911389101'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/06/todo-sobre-mi-viaje-parte-ii-ultimo.html' title='Todo sobre mi viaje (parte II ultimo)'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-6330908776321460010</id><published>2010-05-27T17:39:00.011+02:00</published><updated>2010-06-03T14:15:56.140+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże małe i duże'/><title type='text'>Todo sobre mi viaje (parte I)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tytule pozwoliłem sobie prostacko sparafrazować Almodóvara. W ramach wyjaśnień -"viaje" to "włajaż" tyle że po hiszpańsku. Dlaczego po hiszpańsku? Ano trzy dni temu o świcie wyleciałem z deszczowej, szarej Warszawy prosto w madryckie słońce. Obecnie moje słowa z prędkością światła płyną do was z równie słonecznej Granady - zabawię tutaj do 8-ego czerwca i postaram się na bieżąco opisywać moje wrażenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest cudownie, ale zanim przejdę do sedna trochę ponakurwiam.&lt;br /&gt;Jak wiecie sprawiłem sobie kamerę, a przed wyjazdem wpadłem na 'genialny' pomysł - spróbuję jak najdokładniej zarejestrować to co mnie zadziwiło/zauroczyło w Hiszpanii i zmontuje z tego krótki, maksymalnie pięciominutowy filmik. W głowie miałem już początek, koniec, soundtrack, wizję dynamicznych kilkosekundowych ujęć - architektura, ludzie itd - no  może nie tak jak w holiłudzie (mimo wszystko patrzę realnie) no ale na luzie i z duszą. I co? A huj kurwa. "Gówno", jak mawiają prości ludzie. Nie, nie chodzi o kamerę - jest naprawdę spoko. Chodzi o mnie. Przez ostatnie dwa dni byłem właściwie jakimś marnym, przestraszonym przedłużeniem tegoż aparatu. Na lotniskach bałem się ją wyciągać - ciągle miałem jakieś dziwaczne przeświadczenie o tym że każdy kto mi się nawinie pod obiektyw za chwilę rzuci się na mnie, wściekły że naruszam prawa autorskie jego oblicza (no może trochę przesadzam) - więc ujęcia są krótkie, niedokładne, rozbiegane. Albo zgoła odwrotnie - wyglądają jak pieprzone pocztówki (zabytki - wiadomo, zero dynamiki).&lt;br /&gt;W muzeach w życiu nie widziałem tylu strażników. Co najmniej dwóch na metr kwadratowy - więc ledwo co włączę kamerę zaraz ktoś prosi mnie o jej wyłączenie, co robię z głupią miną, bełkocząc "si, si, si" i oddalając się 'dostojnie'. Poza tym staram się kręcić wszystko w trybie niego kamerki) skutkuje totalnym  nieprzygotowaniem do uchwycenia wszelkich scen niespodziewanych (zanim wyciągnę aparat, przejdę w tryb auto itd...).&lt;br /&gt;Przykład ilustrujący - największa, gówna ulica w Madrycie - niesamowita, ogromna przestrzeń, zdobione, jasne sześciopiętrowe kamienice - żeby uchwycić monumentalność tego miejsca potrzeba a) szerokokątnego obiektywu, b) kamery nawet nie za trzy tysiące, ale za dziesięć ( np. Canon X1), c) porządnego statywu, a przede wszystkim d) poważnego kamerzysty w czapeczce"DIRECTOR" (albo przynajmniej artysty w jedwabnym szaliczku i w koszulce "F*ck art let's dance") a nie chudzielca o obniżonej samoocenie, z takim dziwnym pistolecikiem w ręce. Ale dość o tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten wyjazd to właściwie moja pierwsza wyprawa za granicę od piątego roku życia (jakoś tak wyszło), więc nawet sam fakt, że wszyscy wokół m&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ó&lt;/span&gt;wią w dziwnym, ledwo zrozumiałym  dla mnie języku (hiszpański mówiony na żywo, a słuchany z kasety - przepaść) jest czymś niesamowitym. Wszystko jest inne i piękne - aż nie wiadomo na co patrzeć. Ta magia tkwi w szczegółach, w kolorach. Nie ma szarości. Nawet stare, odrapane budynki dzięki pastelowym kolorom są przyjemne dla oka. A szczegóły? Ot drobiazgi, zawieszone w różnych dziwnych miejscach doniczki z pelargoniami, nazwy ulic wypisane ozdobnie, niebieską ozdobną czcionką na ceramicznych, białych płytkach, dużo zieleni - ale nie jakieś krzaczory, ale wypielęgnowane drzewka (tu w Granadzie - drzewka pomarańczowe), w wielu miejscach drobne, artystyczne graffiti, kolorowe tkaniny i towary przed sklepami, brukowane, ciasne uliczki w formie wielkich kamiennych stopni (Granada), mnóstwo fontann, skwerów, ale bez wszędobylskich billboardów i reklam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tylko otoczenie jest estetyczne, ale ludzie także są piękni. Młodzi -ubrani jasno, kolorowo,  estetycznie, każdy czymś się wyróżnia - dziewczyny... dawno nie widziałem tak wielu pięknych kobiet (często nie z powodu  jakiejś wielkiej urody, ale tej bijącej z wyglądu indywidualności). Urodę mężczyzn trudno mi oceniać - ale w większości  zadbani, metroseksualni, w "łososiowych" koszulach, żelu na głowie i aviatorach na nosie ;). Natomiast starsi ludzie  są w staromodny sposób eleganccy (zwłaszcza mężczyźni).&lt;br /&gt;Tutaj inaczej idzie się ulicą. Nie ma się wrażenia jak w większości  polskich miast i miasteczek, że co drugi mijający cię koleś patrzy na ciebie "z pod byka" i jest gotów się z tobą ponapiedalać przy najbliższej sposobności. Jesteś jak oni, wolny, szczęśliwy i zrelaksowany ( czasem zbyt wolni- dziwny zwyczaj zajmowania całej szerokości chodnika kiedy idzie się całą rodziną)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Metro, komunikacja (zamiast biletów i kasowników w autobusach, jedna karta magnetyczna, czytnik przy wejściu - w związku z tym nie ma kanarów) czy architektura (w każdym pokoju są dwa włączniki światła przy drzwiach i przy łóżku) sprawia wrażenie stworzonej przez ludzi dla ludzi - wszystko działa, stara się być intuicyjne i przyjazne (w Polsce, może poza Wrocławiem ;), o to trudno). Ten obraz może wydaje się trochę idylliczny, a ja zapewne wykazuję entuzjazm neofity (który tak naprawdę jeszcze nic nie wie i nic nie zobaczył ;)), ale jest w tych wspaniałościach sporo prawdy. &lt;br /&gt;Niezaprzeczalnie hiszpański świat oddziałuje  na zmysły - wzroku, słuchu, węchu (na ten ostatni  czasem nieprzyjemne - wiadomo duże miasto i jego zapachy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Madrycie były przede wszystkim muzea. Z mojej listy "obrazów, które muszę w życiu zobaczyć" odfajkowałem połowę pierwszej piętnastki ;). W &lt;span style="font-style: italic;"&gt; Nacional Centro de Arte Reina Sofia  &lt;/span&gt;&lt;span&gt;widziałem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;ulubioną &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Guernicę &lt;/span&gt;&lt;span&gt;(porażająca)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;Pabla Picassa, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wielkiego Masturbatora&lt;/span&gt; Dalego, w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Museo Prado&lt;/span&gt; autoportret Durera, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Las Meninas &lt;/span&gt;Velazqueza, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dos de mayo&lt;/span&gt; Francesco Goi, obrazy Boscha. W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Thyssenie-Bornemiszy &lt;/span&gt;obrazy Rembrandta i (chyba) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kompozycję niebieskiego, czerwonego i żółtego&lt;/span&gt;  Pieta Mondriana... no i setki innych w biegu, których teraz nie mogę sobie przypomnieć :P. Szczególnie polecam Thyssena i Prado (Prado jest prawie jak Luwr, dnia nie starczy do zobaczenia wszystkiego), Reina Sofia to głównie sztuka nowoczesna - warto ze względu na Picassa i Dalego... a reszta... zależy co kto lubi ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Granadzie jest tropikalne słońce i hipisowski klimat (mnóstwo  odjechanych graffiti, sprayem wypisywanych "Libertad!" "Revolucion!" i innych takich dziwactw ;). Jeszcze więcej zieleni, jeszcze piękniej, bardziej kameralnie. Na starym mieście istny labirynt wąskich brukowanych uliczek, otoczonych szczelnie bielonymi wapnem, wysokimi murami domów (takie trochę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pueblo Blanco&lt;/span&gt;), wyżej, wspaniałe widoki - miasto otoczone jest wzgórzami, a w oddali widać białe szczyty Sierra Nevada. Poza tym wspomniane wcześniej pomarańczowe drzewka na każdym kroku ( na których jakby nigdy nic wiszą pomarańcze :D),  do tego dawna muzułmańska dzielnica na starym mieście, która przywołuje bardziej klimat Maroka niż Europy (kolorowe koraliki, torebki, tkaniny, wystawione przed sklepami, których wejścia  ozdobione arabeskami, są małymi dziełami sztuki), dalej monumentalna, gotycka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Catedral de la Encarnación&lt;/span&gt; , która wyrasta  w środku miasta (kamienice wręcz do niej przylegają), wszędzie kwiaty, małe balkony klomby, a nad całą szeroką, główną ulicą miasta (Gran Via) bardzo estetyczne, chroniące przed słońcem płócienne płachty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środę zobaczę Alhambrę, która góruje nad miastem i jest jego główną atrakcją (zresztą całej Andaluzji - nieoficjalnie  jeden z cudów świata), a w czwartek odbywają się główne uroczystości związane z Bożym Ciałem (tutaj oznacza to wielką, barwną procesję i cały tydzień zabawy) już nie mogę się doczekać :).  Tymczasem pozdrawiam z raju gorącego jak przedsionek piekła ;) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hasta luego!!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-6330908776321460010?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/6330908776321460010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/05/todo-sobre-mi-viaje-i.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6330908776321460010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6330908776321460010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/05/todo-sobre-mi-viaje-i.html' title='Todo sobre mi viaje (parte I)'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8374325862830303970</id><published>2010-05-17T00:21:00.009+02:00</published><updated>2010-05-17T01:06:53.576+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Zabriskie Point</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S_B3DkGWevI/AAAAAAAAARc/Ev6nuD0Eh-c/s1600/subedit+2010-05-16+23-23-58-90.bmp"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 137px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S_B3DkGWevI/AAAAAAAAARc/Ev6nuD0Eh-c/s320/subedit+2010-05-16+23-23-58-90.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5472004450368781042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właśnie obejrzałem drugi w moim życiu film Antonioniego. I chcę więcej. Pierwszym było znakomite &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Powiększenie"&lt;/span&gt;, na jednym z tych super fajnych, darmowych seansów w Moim Małym Miasteczku (które niestety co raz to pojawiają się i znikają). Atmosfera była nieziemska i choć  nie znam Londynu (zwłaszcza lat 60 ;) ), to po &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Blowup&lt;/span&gt; wydaje mi się, że nie da się przedstawić go lepiej niż zrobił to Włoch... zwłaszcza tej atmosfery seksualnej rewolucji,   artystycznej bohemy, kryminalnej tajemnicy i czarnej magii fotograficznej ciemni (pozycja obowiązkowa każdego zapalonego fotografa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim filmem jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Zabriskie Point"&lt;/span&gt;. Również rewolucja, tyle że hipisowska i w Stanach. To film dużo bardziej oszczędny... i z punktu widzenia każdego normalnego widza (w tym mnie) cholernie nudny. Przeważają pustynne widoki (czasem nużące, momentami nieziemskie) tytułowego Zabriskie Point, ogromnej półpustynnej formacji geologicznej pozostałej po prehistorycznym jeziorze. Jest dwójka nieznajomych - on i ona. On "rewolucjonista", który ucieka z miasta, ona sekretarka i (chyba) kochanka szefa-multimilionera, która zmierza do jego willi, ale po drodze szuka czegoś nieokreślonego. Oni i śmiertelnie dłuuugie ujęcia jadącego samochodu... ale coś w tym jest, coś tkwi w tej "pustyni". To miejsce oderwane od rzeczywistości i cywilizacji... przypomina mi trochę krajobrazy z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Diuny"&lt;/span&gt; ;). Poza tym wspaniała, prawdziwie hipisowska (wiecie summer of love) i "inna" scena miłosna, wspomniana dwójka bohaterów, którzy mają to "coś" w sobie chociaż wiele o sobie nie mówią i niewiele o nich wiemy (zwłaszcza wyrazisty chłopak z rodzaju  młodych-gniewnych). No i rakieta na koniec. Ostatnie dziesięć minut które miażdżą. Właściwie dla nich i tylko dla nich warto było obejrzeć&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "Zabriskie Point"&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem jak Antonioni to nakręcił... i nie chcę wiedzieć; Maestria, wizualny orgazm dla każdego anarchisty, a jako soundtrack moje ulubione&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "Careful with the axe, Eugene"&lt;/span&gt; Pink Floydów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="400" height="180"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/9rxpfO90mg8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/9rxpfO90mg8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="180"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8374325862830303970?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8374325862830303970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/05/zabriskie-point.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8374325862830303970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8374325862830303970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/05/zabriskie-point.html' title='Zabriskie Point'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S_B3DkGWevI/AAAAAAAAARc/Ev6nuD0Eh-c/s72-c/subedit+2010-05-16+23-23-58-90.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-4803998501634594632</id><published>2010-05-13T15:52:00.034+02:00</published><updated>2010-05-13T17:14:57.060+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><title type='text'>David &amp; Гольят Ecstatic Cabaret</title><content type='html'>Cyfrowy Japończyk kontra  ośmiomilimetrowa radziecka bestia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVC5k1Q9I/AAAAAAAAAQc/DANEQc5noco/s1600/P1100244.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 263px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVC5k1Q9I/AAAAAAAAAQc/DANEQc5noco/s320/P1100244.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470770786907538386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUwLmdaUI/AAAAAAAAAQU/_q9UycHUtxM/s1600/P1100238.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUwLmdaUI/AAAAAAAAAQU/_q9UycHUtxM/s320/P1100238.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470770465328687426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wWX4xx4RI/AAAAAAAAARM/nCx7z3HtwRQ/s1600/P1100246.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wWX4xx4RI/AAAAAAAAARM/nCx7z3HtwRQ/s320/P1100246.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470772246982287634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUr_ee6CI/AAAAAAAAAQM/BVxxS-SMb1k/s1600/P1100236.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUr_ee6CI/AAAAAAAAAQM/BVxxS-SMb1k/s320/P1100236.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470770393354528802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUnq6rDKI/AAAAAAAAAQE/1St7uq1PEUY/s1600/P1100234.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUnq6rDKI/AAAAAAAAAQE/1St7uq1PEUY/s320/P1100234.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470770319116143778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUjUuO-gI/AAAAAAAAAP8/B7dT_L0HykQ/s1600/P1100232.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUjUuO-gI/AAAAAAAAAP8/B7dT_L0HykQ/s320/P1100232.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470770244438915586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVNUtoFkI/AAAAAAAAAQs/clUOZJv-lIo/s1600/P1100250.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVNUtoFkI/AAAAAAAAAQs/clUOZJv-lIo/s320/P1100250.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470770965990872642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVVSoD9NI/AAAAAAAAAQ0/VyRyBEhqkyQ/s1600/P1100251.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVVSoD9NI/AAAAAAAAAQ0/VyRyBEhqkyQ/s320/P1100251.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470771102869615826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVZSlwWhI/AAAAAAAAAQ8/Lx56dR983W4/s1600/P1100252.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVZSlwWhI/AAAAAAAAAQ8/Lx56dR983W4/s320/P1100252.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470771171579419154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVdiMijhI/AAAAAAAAARE/7A41cT2Qb5o/s1600/P1100253.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVdiMijhI/AAAAAAAAARE/7A41cT2Qb5o/s320/P1100253.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470771244488101394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUea24kpI/AAAAAAAAAP0/OtG7vSB99QU/s1600/P1100229.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wUea24kpI/AAAAAAAAAP0/OtG7vSB99QU/s320/P1100229.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470770160186462866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-4803998501634594632?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/4803998501634594632/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/05/david-cabaret.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4803998501634594632'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4803998501634594632'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/05/david-cabaret.html' title='David &amp; Гольят Ecstatic Cabaret'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S-wVC5k1Q9I/AAAAAAAAAQc/DANEQc5noco/s72-c/P1100244.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8042390623684475969</id><published>2010-05-07T15:52:00.016+02:00</published><updated>2010-05-11T00:33:11.902+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>Wehikuł czasu - to byłby cud!</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;" id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;To już  minęło, te czasy, ten luz&lt;br /&gt;Wspaniali ludzie nie powrócą&lt;br /&gt;Nie powrócą już, o!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;No i po maturze. Przynajmniej tej pisemnej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;" id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;Źle nie jest &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;(chyba)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;, dobrze nie jest  - czas pokaże&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;" id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;żadnych odpowiedzi, kluczy nie mam zamiaru sprawdzać, wolę przez te dwa miesiące żyć w błogiej nieświadomości. Ale ja o czym innym chciałem. Myślami  ciągle wracam do ostatniego piątku, do klasowej imprezy końcowo rocznej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;" id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;i&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt; końcowo licealnej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;Tamtej nocy w końcu naprawdę poczułem, że coś jest inaczej, że coś się skończyło. Nie, nie byliśmy jedną z tych zgranych klas (nawet wtedy nie udało się znieść tych dziwnych, sztucznych, niezrozumiałych dla mnie podziałów), właściwie była to pierwsza impreza w zasadniczo pełnym składzie. I to jeszcze tak cudownie gówniarska! W sali remizy (na co dzień będącej świetlicą czy czymś takim), przy przaśnej muzyce z paru głośniczków komputerowych i z pięcioma zgonami (mimo, że wszyscy zarzekali się co do swojej przedmaturalnej abstynencji), z grillem i sprawdzianami KK jako rozpałką, z gitarą na której EK z lubością wygrywał starym, słowiańskim zwyczajem "Warszawiaka z Krasina", L tworzył improwizowane piosenki ze mną w roli głównej ("KaaaaBeee patriooootaa (naprzemiennie z antysemita)"[?]), a ja plumkałem te trzy kawałki, które umiem, aż R wylał na mnie piwo (i dobrze.. choć piwa szkoda). No i "Whisky" Dżemu zatańczone w pustej sali z PJ.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;Był taki moment gdzieś tak w połowie imprezy, wiesz  kiedy wszyscy byli jeszcze żywi, ale w większości już odlatywali na inną planetę, kiedy zatrzymałem się. Popatrzyłem na nich. Popatrzyłem na nas i &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;w którejś z alternatywnych rzeczywistości z pewnością zapłakałem. Oto miałem przed sobą wspaniałych, niepowtarzalnych, DOROSŁYCH ludzi, których, poza małymi wyjątkami, tak naprawdę nie znam i już pewnie nie zdążę poznać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;Kto z nich skończy w rynsztoku (statystycznie ktoś musi)? Czy ktoś zginie w wypadku samochodowym? Będzie miał raka? Kto będzie zarabiał krocie? A kto będzie szczęśliwy? Którą będzie bijał mąż (albo odwrotnie)? Czy los jakoś złączy mnie z niektórymi na następne kilka lat?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;Jacy będziemy za dekadę?...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;                                                                   ****&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;Z niektórymi dziewczynami tańczyłem pierwszy raz (na studniówce jakoś się nie udało). Jedna z nich, sympatyczna wiejska dziewczyna, z rodzaju tych twardych kobiet z socrealistycznych plakatów, ku mojemu zaskoczeniu, stwierdziła &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;nagle&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;, że mam bardzo delikatne dłonie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;"Nieskalane pracą" - odparłem szczerze z uśmiechem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;" id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8042390623684475969?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8042390623684475969/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/05/wehiku-czasu-to-byby-cud.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8042390623684475969'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8042390623684475969'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/05/wehiku-czasu-to-byby-cud.html' title='Wehikuł czasu - to byłby cud!'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-147555451144519518</id><published>2010-04-08T18:45:00.014+02:00</published><updated>2010-04-12T17:40:27.008+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><title type='text'>cholerna tymczasowość naszych czasów</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S8M-26ujUgI/AAAAAAAAANk/X6Wi9q972x4/s1600/bez%C2%A0tytu%C5%82u.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 277px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S8M-26ujUgI/AAAAAAAAANk/X6Wi9q972x4/s400/bez%C2%A0tytu%C5%82u.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5459276286501540354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Witkacy - autoportret pięciokrotny, 1917&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko jest tak cholernie jednorazowe i tymczasowe. Jednorazowe kubki, cukier w odpowiednio odmierzonych, jednorazowych ilościach, telefony, drukarki, laptopy, pralki zaprojektowane tak by zepsuć się po roku  (po to abyś kupił nową, lepszą wersję wyposażoną w kolejny milion funkcji których i tak nie potrzebujesz). Tymczasowe więzi - chatroulette, facebook, nk (wiem nic odkrywczego). Tymczasowa praca - jak ze statystyk z wirala &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Did you know?&lt;/span&gt;, który dwa lata temu opanował Internet - "do 38 roku życia 14 razy zmienisz pracę" ( albo "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;we are currently preparing students for jobs that don't yet exist"). &lt;/span&gt;Tymczasowe związki nie trwające dłużej niż rok albo w ogóle ich brak ( jak dobrze być singlem! Potrzebujesz czegoś więcej? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Friends with benefits&lt;/span&gt; to coś dla ciebie!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i polski grajdołek. "Wiecznie młodzi" z czterdziestką na karku lecą do Anglii i Niemiec, zarobią, wrócą z saksów, poszaleją trochę i z powrotem w kierat, ot cała wolna Europa bez granic, truskawkowy i szparagowy raj. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Strawberries fields forever! &lt;/span&gt;Ale mięśnie słabną, plecy zaczynają boleć i młodzi gniewni wygryzają starych wkurwionych, zostawionych samym sobie, z porzuconym  w kraju życiem, rozpieprzoną rodziną, bo przecież łatwiej uciekać od problemów niż je rozwiązywać..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A młodzi? A młodzi są pewni siebie, wyszczekani, rządni wrażeń - z klapkami na oczach,  ot gówniarz z butą woła - po co mi hiszpański i francuski? No na huj?- się, za przeproszeniem, pyta. Nie interesuje go nic poza własnym szarym osiedlem, telefonem 3G czy 3H i czasem truskawkowym polem (żeby zarobić na nowy telefon oczywiście).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto to zapamięta, kto to zrozumie za x lat? Gdzie podzieją się te biliony smsów usuniętych ze skrzynek odbiorczych, przez które kochamy i nienawidzimy? Czy to nie smutne, że epistolografia przestała istnieć? Nikt nie pozna już prawdy o nas (tym bardziej my na starość), nie znajdzie na strychu miłosnych listów. My sami nie wiemy  już co napisaliśmy a czego nie, które słowa są nasze, a które przeczytaliśmy na demotywatorach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miliony małych dzieł sztuki, obrazów, zdjęć, filmów, deviantart, youtube,vimeo, kto to wszystko zapamięta? Jakie muzeum, jaka biblioteka zachowa je dla przyszłych pokoleń, czy to w ogóle jest wykonalne? Albo czy chociaż ktoś z przyszłych historyków sztuki zauważy te mknące światłowodami rzeki kreatywności, ulotne jak elektryczna iskra? Jak nazwą naszą epokę przyszli "współcześni"? Czy da się sprecyzować jej główny myślowy nurt?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tęsknię za stałością, którą przecież tak naprawdę znam tylko z filmów i książek. Nie myślcie, że jestem jakimś świętobliwym &lt;span&gt;klerwą&lt;/span&gt;, po prostu bywają chwile, że mam w sobie coś z Artura z "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tanga"&lt;/span&gt;. Czuję, że żyjemy w świecie w którym przekroczono już wszystkie  granice, wymyślono i pokazano wszystko. Chcę buntu, chcę rozpalić ogień, ale nie ma już się przeciw komu ani czemu buntować, nie ma czego palić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weźmy takiego Witkacego - wspaniały, wszechstronny artysta, ale przede wszystkim wielki skandalista i buntownik. Kim byłby dzisiaj? Czy udałoby mu się przebić przez morze miernoty, czy to co robi zszokowałoby kogoś? Czy może pozostałby w kręgu zapatrzonych w siebie postmodernistycznych "artystów", tworzących niezrozumiałe wideo-arty i instalacje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tęsknię, tęsknię za Jego światem, światem w którym naprawdę trzeba było mieć odwagę żeby zatańczyć tango...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=jpEnFwiqdx8&amp;amp;feature=player_embedded#at=60"&gt;&lt;br /&gt;Did you know?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="intertext1"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-147555451144519518?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/147555451144519518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/04/cholerna-tymczasowosc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/147555451144519518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/147555451144519518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/04/cholerna-tymczasowosc.html' title='cholerna tymczasowość naszych czasów'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/S8M-26ujUgI/AAAAAAAAANk/X6Wi9q972x4/s72-c/bez%C2%A0tytu%C5%82u.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-1937462992614202311</id><published>2010-03-16T16:17:00.007+01:00</published><updated>2010-03-16T21:37:43.558+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>0 days...0 hours...1 minute... 35 seconds</title><content type='html'>Jak się okazało droga od skończonego projektu do gotowego pliku z filmem może być długa i wyboista. Ale po wyrwaniu sobie połowy włosów, siarczystym wyklinaniu na czym świat stoi jakoś udało  mi się skończyć i zamieścić wideo o jakże "zagadkowym", a jednocześnie treściwym tytule "0 days...0 hours...1 minute... 35 seconds" (jak się okazało skłamałem w ostatnim poście jeśli chodzi o czas :P). To taka miniaturka, właściwie "pomysłek" który wpadł mi do głowy słuchając soundtracka Donnie Darko i robiąc lekcje z matmy, a że wyjątkowo miałem pod ręką kamerę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="410" height="225"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xm5LY2xEb74&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/xm5LY2xEb74&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="410" height="225"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-1937462992614202311?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/1937462992614202311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/03/1-minute-35-seconds.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1937462992614202311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1937462992614202311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/03/1-minute-35-seconds.html' title='0 days...0 hours...1 minute... 35 seconds'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-2473979879898966024</id><published>2010-03-14T23:48:00.004+01:00</published><updated>2010-03-15T00:16:29.360+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>Smells like teen spirit</title><content type='html'>Już prawie zapomniałem jak to jest...choć muszę się przyznać, że tak naprawdę nigdy tego nie wiedziałem. Teraz już wiem. I co więcej, w końcu wiem, że chcę to robić, nie ważne co powiedzą i jak ocenią. Po prostu podoba mi się to co zrobiłem. Czuję dumę i energię. A kiedy czuję energię siedzę w kuckach na krześle - właśnie tak jak w tej chwili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I choć to  niedoskonałe, trochę kulawe, krótkie, zwyczajne i może wcale nie warte wzmianki ... po prostu pierwszy raz  naprawdę widziałem TO w swojej głowie od początku do końca i zrobiłem tak jak chcę, choć pod wpływem impulsu. O czym piszę? W tej chwili nie mogę pokazać z powodu technicznego chochlika  który prześladuje mnie od paru minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiem tylko, że jest to związane trochę z 2001, trochę z Donnim Darko, z książką do matematyki, a nawet z Metalliką, a na imię mu 1:23. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się go zaprezentować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-2473979879898966024?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/2473979879898966024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/03/smells-like-teen-spirit.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2473979879898966024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2473979879898966024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/03/smells-like-teen-spirit.html' title='Smells like teen spirit'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-4430722005587348644</id><published>2010-02-27T15:41:00.007+01:00</published><updated>2010-03-09T18:03:50.793+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>Schiz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O czwartej zawsze przychodzi ten moment. Budzę się. Nagle.  Uderzony jedną myślą, jednym słowem, przez które natychmiast oblewa mnie zimny pot. Otwieram szeroko oczy, patrzę w ciemność nade mną, przewiercam wzrokiem sufit, zaciskam pięści i usta, sztywnieję, napinam się jak struna, jak przed atakiem padaczki. Już. Stało się. Przeszłe pokolenia, naznaczone &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;przekleństwem&lt;/span&gt; generacje, dały o sobie znać. To musiało się w końcu  stać. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Dwudziestoletnia&lt;/span&gt; bomba zegarowa w mojej głowie przestała właśnie tykać. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Schizofrenia&lt;/span&gt;. Przeżuwam to słowo, wypluwam, wywracam na lewą stronę, powtarzam jak mantrę, aż powoli  się uspokajam. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Schizowa&lt;/span&gt; Franka, uśmiecham się głupio i rozluźniam zapadając się na powrót w ciepłe łóżko, pościel &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;frotte&lt;/span&gt;. Nie, nie  zasypiam jeszcze, uśmiecham się szerzej, to słowo już mnie nie przeraża, senny umysł w stanie pierwotnym, ostatecznie wyzbywa się wszelkich hamulców, oporów, dobrego smaku, poprawności politycznych i religijnych, społecznych odruchów warunkowych. Chłodno kalkuluje. Ile to rozwiązuje problemów! W końcu, o czym zawsze marzyłem, należę teraz do awangardy, naznaczonego, jednego promila ludzkości, klejnotu w koronie elit. Od dzisiaj to będzie moja odpowiedź na wszystko. Ma problemy z nauką – &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;schizofrenia&lt;/span&gt;. Nie ma pracy- &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;schizofrenia&lt;/span&gt;. Obowiązkowo artysta – &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;SCHIZOFRENIA&lt;/span&gt;! Na początku artykuł w lokalnej prasie, potem trafiam do jakiejś artystycznej, rozpasanej bohemy, gdzie znajduję ludzi nietuzinkowych, zdrowo odchylonych, co wiedzą co najlepsze w modzie i urodzie, co się czyta i ogląda, a co nie, i też będę nietuzinkowy, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;ekstrawagancko&lt;/span&gt; uczesany, wypomadowany białym pudrem, podziwiany przez freaków – będą mnie nazywać Królową &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Schizofrenią&lt;/span&gt;. A ja  będę odstawiał dla nich przedstawienia, udawał, że rozmawiam z agentami obcych wywiadów, papieżami, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Pietem&lt;/span&gt; Mondrianem i Marcelem Duchampem, a czasem nawet z Chrystusem konającym nad drzwiami. No i umarłbym młodo, z pewnością  przechodząc do historii. To też rozwiązałoby mnóstwo problemów, oszczędziło pieniędzy, papierkowej roboty, PIT-ów, składek ZUS, nerwów, no i rozczarowań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wtedy oto, gdy mój ostatecznie rozchełstany umysł perwersyjnie zabawia się tą myślą, włączają się lampki kontrolne, wzywa planeta Ziemia. Odzywają się przodkowie. Najpierw mój pradziadek, Poznaniak, wcielony do  niemieckiej  armii, w śmiesznym hełmie ze szpicą i z podwójnym pechem, bo nie dość, że po złej stronie Światowej Wojny to jeszcze z bombą zegarową w głowie. Macha do mnie z piekła Verdun. Grudzień,  piekło jest lodowato zimne, zamarznięte błoto w okopach, owinięci szarymi kocami, wyglądający jak &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;późno jesienne&lt;/span&gt; liście, zamarznięci ludzie. Wszyscy zarośnięci, z oszronionymi brodami, od trzech miesięcy bez dostaw żyletek. Nie poruszają się. Nie mówią. Nie szeleszczą nawet. Nie sposób odróżnić żywych od martwych. Tylko pradziadek stoi pośrodku okopu, pośrodku tej liściastej alei, dziwnie spokojny, dziwnie żywy, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;nieopatulony&lt;/span&gt; kocem ani nie wtulony w żadną z ziemnych, skamieniałych od mrozu ścian okopu. Przybył tu latem 1916 roku z V Korpusem Poznańskim. Słysząc tą nazwę staje na baczność, salutuje, nie zważając na francuskich snajperów -”kapral Zygfryd &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Gombka&lt;/span&gt;, 8 dywizja, 10 brygada, 62 pułk piechoty, melduje się na rozkaz!”. Jego bomba zegarowa w głowie dawno przestała tykać. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Przedstawia&lt;/span&gt; mi swojego niewidzialnego przyjaciela, sierżanta Zygmunta von &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Kopfke&lt;/span&gt;. Otaczający go, wynędzniali żołnierze nawet nie zwracają uwagi na te dialogi z pustką. Szaleństwo dawno przestało przyciągać uwagę. Skoro nikt nie zauważył tego niskiego, &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;kruczoczarnego&lt;/span&gt;, Austriaka z wąsikiem (także kaprala), który  zaledwie dwadzieścia lat później będzie próbował pożreć świat, to dlaczego miałby zwrócić uwagę na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;schizofrenika&lt;/span&gt; Zygfryda &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Gombkę&lt;/span&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego przyjaciel, druh i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;halun&lt;/span&gt; stróż, Zygmunt von &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Kopfke&lt;/span&gt; uosabiał wszystko czego pragnął i co podziwiał mój pradziadek. Miał szlacheckie pochodzenie, ale zrezygnował z kariery oficerskiej, bo chciał walczyć u boku prostego ludu. Był przystojny, silny,  &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;nieustraszony&lt;/span&gt; i zawsze czysty, schludny, o miękkich, jasnych, nie nękanych przez wszy włosach. Był jak wycięty nożyczkami obrazek z romantycznej, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;przedwojennej&lt;/span&gt; powieści przygodowej dla dobrze wychowanych chłopców, jak kiepski fotomontaż żołnierskiego portretu z witryny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;fotograficznego&lt;/span&gt; zakładu z zadeptanym, zabłoconym i tyfusowym, tłem okopu. Ale dodawał otuchy, odwagi i nadziei. Jak  ciepłe, ludzkie dłonie osłaniające bezbronne pisklę. Z pieśnią na ustach biegł na czele natarcia, a ufny Zygfryd nie opuszczał go na krok. Obu nie imały się kule &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;nieprzyjaciela&lt;/span&gt;, ale z oczywistych względów to kapral Zygfryd &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Gombka&lt;/span&gt; dostawał cienkie jak papier, frontowe medale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, że jego przyjaciel nie istnieje, że jest tylko wytworem jego chorej wyobraźni, Zygfryd dowie się dopiero po wojnie. Na froncie, póki nie sprawiał zagrożenia wśród swoich, nikogo to nie obchodziło. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;Najważniejsze&lt;/span&gt;, że nie chwytał rozgrzanych do czerwoności luf cekaemów,  a na nocnej warcie, gdy nikt nie patrzył, nie przyszło mu nigdy do głowy wystawiać swojej chudej dłoni z tlącym się ogryzkiem papierosa poza okop, na pastwę zawsze czujnych, snajperskich lunet wroga.&lt;br /&gt;Bo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;najważniejsze&lt;/span&gt; jest mieć ręce, a zwłaszcza wskazujący palec do trzymania na spuście, reszta na wojnie nie ma  większego znaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypadek pradziadka był dość „lekki”. Zygfryd nie przejawiał agresji, halucynacje nie były zbyt wybujałe i tak naprawdę, trzeba było wprawnego oka by zauważyć jego dziwne zachowanie. Może właśnie dzięki temu uniknął wykrycia i skierowania do szpitala &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;psychiatrycznego&lt;/span&gt;, gdzie czekałyby go niechybnie równie bolesne, co bezsensowne &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;elektrowstrząsy&lt;/span&gt;, bycie królikiem &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;doświadczalnym&lt;/span&gt; dla raczkującej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;psychochirurgii&lt;/span&gt; albo „leczenie” szokiem insulinowym. No i jeżeli życie nie jest wypadkową wypadków &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;prawdopodobnie&lt;/span&gt; nie byłoby mojego dziadka, a co za tym idzie, ojca i mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zygmunt von &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;Kopfke&lt;/span&gt;, wiecznie młody, aryjski blondyn nie zniknął wraz z wojną. Zawsze mieszkał tuż za ścianą i  kiedy tylko mógł przebywał z pradziadkiem. Mimo, że Zygfryd świadomy swojej choroby, potrafił godzinami nie odzywać się do niego ani słowem, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;schizofreniczne&lt;/span&gt; widziadło  wychodziło z pokoju tylko w naprawdę intymnych momentach, a  pradziadek i tak ciągle miał wrażenie, że Ono czeka tuż za ścianą, że słyszy Jego oddech, czuje Jego przyłożone do drzwi ciekawskie ucho. Von &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;Kopfke&lt;/span&gt; permanentnie opuścił Zygfryda  dopiero w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;najdramatyczniejszym&lt;/span&gt;, ostatecznym momencie jego życia- na kilka minut przed  śmiercią po długotrwałej, wyniszczającej gruźlicy. Wyobrażam sobie tą scenę, a w niej, zeschniętego, pomarszczonego jak rodzynka, pradziadka na łożu boleści, który choć wygląda na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;siedemdziesiąt&lt;/span&gt;, ma zaledwie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;pięćdziesiąt&lt;/span&gt; dwa lata. Jest kwiecień 1937 roku,  za oknem przepięknie kwitną czereśnie, życie i odrodzenie triumfuje nad śmiercią, jednak nie w pokoju umierającego – tutaj promienie wiosennego słońca  zdają się jedynie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;prześlizgiwać&lt;/span&gt; po &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;powierzchni&lt;/span&gt; rzeczy  jak gdyby chciały jak najszybciej wyrwać się z tego śmiertelnego więzienia. Przy łóżku rodzina i Von &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;Kopfke&lt;/span&gt; w galowym, teraz już oficerskim, mundurze. W pewnym momencie Hauptmann Zygmunt staje na baczność, trzaskając obcasami oficerskich butów, po czym wyjmuje z przytroczonej do boku pochwy lśniącą szablę i trzymając ją przed sobą z namaszczeniem, na lekko ugiętych rękach, delikatnie, z gracją i powagą kładzie ją na łóżku pradziadka. Zdejmuje oficerską czapkę i pochyla głowę w dystyngowanym ukłonie, by po chwili odwrócić się na pięcie i wyjść z pokoju nie oglądając się za siebie. Zygfryd patrzy na drzwi w których zniknął przyjaciel i czuje ulgę zmieszaną ze strachem- dziwny rodzaj pustki, jakby utracił część duszy. Z trudem powie jedynie:  „odszedł” i parę minut później umrze. To wszystko (oprócz postaci Von &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;Kopfke&lt;/span&gt; oczywiście) widział jego ośmioletni syn, w przyszłości mój dziadek – Konrad, który mimo jakże romantycznego imienia, idealnego dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;schizofrenika&lt;/span&gt;, nigdy nie zachorował na "rodzinną" przypadłość. A przecież oprócz imienia miał równie idealne &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;predyspozycje&lt;/span&gt; co pradziadek – swoim malutkim chłopięcym istnieniem trafił na kolejną wielką wojnę, która na zawsze odmieni życie jego i trzydziestu milionów  rodaków. Mimo wojny, mimo wypełniających ją &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;okrucieństw&lt;/span&gt;, upadku niezrozumiałego, ale wydawało się nienaruszalnego świata dorosłych, śmierci matki, udało mu się jakimś cudem rozbroić bombę wewnątrz głowy...chyba, że gdy przestała tykać, po prostu genialnie to ukrywał. Zabił w sobie wszystko, co w człowieku może być niezbadane, zaprzedał swoją młodzieńczą, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;idealistyczną&lt;/span&gt; duszę diabłu – stał się fanatycznym komunistą. Może to właśnie stalinizm, ze swoim „Nowym Człowiekiem”, emocjonalnym wypraniem i jednoczesną dewocją w miłości do „Słońca Narodów” „uratował” go przed &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;schizofrenią&lt;/span&gt;? A może wpędził go jedynie w inny jej typ, na który chorowali wszyscy, w pułapkę &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;dwójmyślenia&lt;/span&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój ojciec był drugą bombą  w tej łańcuchowej reakcji. Dlaczego? To nie choroba dziedziczna, choć uwarunkowania mogą być genetyczne. Pech, szczęście? Kto zrozumie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;schizofrenię&lt;/span&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;Przyzwyczajano&lt;/span&gt; mnie do niej, „uczono” od dzieciństwa. Bomba wybuchła w głowie ojca &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;niespodziewanie&lt;/span&gt; i nietypowo. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;Niespodziewanie&lt;/span&gt;, bo bardzo późno – dobiegał już &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;trzydziestki&lt;/span&gt;. Nietypowo gdyż w formie bardzo uciążliwej, a dla  nieśmiałego, potrzebującego miłości dziecka jakim byłem, wręcz &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;katastrofalnej&lt;/span&gt;. W formie urojonego, drugiego syna. Zaczęło się gdy miałem pięć lat. Ojciec zwykł był opowiadać mi na dobranoc barwne, choć nieco mroczne, wymyślane  naprędce bajki. Pewnego razu po jednej z takich wieczornych opowieści stwierdził, że musi opowiedzieć bajkę mojemu młodszemu bratu. Przez następne kilka wieczorów chodziłem na palcach do pokoju gościnnego by obserwować go siedzącego na krześle, pochylonego nad pustym łóżkiem, tworzącego cudowne historie...&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;cudowniejsze&lt;/span&gt; od tych, które były dla mnie. Potem się zaczęło. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;Kilkumiesięczne&lt;/span&gt; pobyty w klinikach, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;chloropromazyna&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_58"&gt;haloperidol&lt;/span&gt;, zmęczona, biała jak papier twarz ojca, zmęczone oczy i ściśnięte usta mamy, powroty i krótkie pobyty w domu, podczas których, mimo prób &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_59"&gt;samokontroli&lt;/span&gt;, ojciec zawsze coś zepsuł. A to biorąc mnie na kolana zostawił jedno dla mojego „brata”, innym razem wymsknęła mu się uwaga na temat Jego ogólnej wspaniałości i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_60"&gt;inteligencji&lt;/span&gt;. A ja naprawdę chciałem Go zobaczyć i dzięki &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_61"&gt;nieposkromionej&lt;/span&gt;, plastycznej, dziecięcej wyobraźni parę razy mi się to udało. Byłem zazdrosny, to oczywiste. Czułem, że obaj wspaniale się bawią w świecie, do którego ja nie mam dostępu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z roku na rok było coraz gorzej, wkrótce &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_62"&gt;wyimaginowane&lt;/span&gt; drugie dziecko stało się najmniejszym problemem. Dochodziły coraz to nowe halucynacje, które zaczęły wymykać się z pod kontroli. Doszła agresja, lęki i fobie, ojciec z niewiadomych powodów  zaczął uważać siebie za ważną personę w podziemiu Solidarności (co również doprowadziło do skłócenia jego z dziadkiem, komunistą, pacyfikatorem poznańskiego czerwca '56), w każdym widział szpicla Służby &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_63"&gt;Bezpieczeństwa&lt;/span&gt;, ogarnęła go paranoja bycia śledzonym. Wszelkie orzeczenia lekarzy i pobyty w szpitalach od tej pory wydawały mu się mieć polityczne podłoże. Wmówił sobie, że stał się ofiarą słynnej „&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_64"&gt;schizofrenii&lt;/span&gt; bezobjawowej”, popularnej w ZSRR diagnozy służącej do izolowania w szpitalach &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_65"&gt;psychiatrycznych&lt;/span&gt; niewygodnych dysydentów. Jego chora &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_66"&gt;podejrzliwość&lt;/span&gt; zaowocowała jednak jednym realnym odkryciem – spostrzegł, że w życiu mamy od dawna nie było już dla niego miejsca. Pojawił się ktoś inny. Inny mężczyzna. Po tym bolesnym odkryciu znacznie się wyciszył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiesił się kilka miesięcy później, w noc stanu wojennego na związanych ze sobą zużytych taśmach do maszyny do pisania, którą dostał w szpitalu za dobre sprawowanie. Telewizor z przemawiającym generałem był włączony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ociężale obracam się na bok i przez zmrużone powieki widzę przed sobą smukłe, bezwstydnie nagie, dziewczęce plecy. Zamieram. Czy to Ona? Mój własny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_67"&gt;halun&lt;/span&gt; stróż? Oddycham głęboko. Jej zapach jest taki wyraźny, taki kobiecy..cóż za wspaniała halucynacja, idealna zmysłowa projekcja. Gdy ciekawość bierze górę, opuszkami palców dotykam jej szyi, schodząc niżej, czuję każdy jej kręg, cudowne ciepło jej ciała. Nagle ona, nadal śpiąc, gwałtownie się wzdryga i mrucząc coś cicho pod nosem, okrywa się bardziej kołdrą. Nie poddaję się. Ciekawe jak smakuje &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_68"&gt;schizofrenia&lt;/span&gt;? Całując jej ramiona, próbuję ją objąć, lecz zostaję, przy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_69"&gt;akompaniamencie&lt;/span&gt; protestujących pomrukiwań, zdecydowanie odepchnięty, a  chwilę później ponętne plecy znikają szczelnie okryte pościelą. Zawiedziony i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_70"&gt;niepocieszony&lt;/span&gt; obracam się, by dalej gapić się w sufit. Wzdycham.&lt;br /&gt;ONA by tak nie zrobiła.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-4430722005587348644?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/4430722005587348644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/02/schiz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4430722005587348644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4430722005587348644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/02/schiz.html' title='Schiz'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-7104511314507935145</id><published>2010-01-28T23:56:00.010+01:00</published><updated>2010-09-10T21:53:07.147+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>Personal Jesus</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Someone to hear your prayers&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Someone who cares&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Your own Personal Jesus&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wierzę w Boga. Nie w &lt;span&gt;takiego jakim  przedstawiają go Święte Księgi. Mój Bóg nie słucha modlitw, nie odpowiada na błagania maluczkich ani wielkich. Możliwe, że tylko obserwuje. Możliwe, że stworzył genialny, samonapędzający się mechanizm wszechświata i zniknął na zawsze. A może wszystko wyszło mu całkiem przypadkiem, po prostu &lt;/span&gt;&lt;span&gt;nawet tego nie zauważając, &lt;/span&gt;&lt;span&gt;strącił nic nieznaczący  paproch z płaszcza...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;Wiara w takiego genialnego, ale głuchego Boga nie jest dla mnie łatwa. Nie patrzy przez okienko otwartego tabernakulum, ani nie wypełnia swoim istnieniem każdego kamienia... można powiedzieć, że z praktycznego punktu widzenia, jest całkowicie bezużyteczny. Bo Bóg zasadniczo jest człowiekowi potrzebny w jednym celu - by przynosił mu ulgę i pocieszenie w złych chwilach - po to właśnie go wymyślono - by przywracał sens. Kiedy nie ma nic prócz pustki  (cudowna antyteza)- nie można liczyć na żadne oparcie... jednak w końcu udało &lt;/span&gt;&lt;span&gt; mi&lt;/span&gt;&lt;span&gt; się tą pustkę wypełnić.&lt;br /&gt;Mój prywatny Jezus jest pod postacią kobiety. Spowiadamy się sobie wzajemnie i nie musimy rozmawiać przez zawodne modlitwy. W trudnych chwilach jedno nie opuści drugiego. Bo przyjaźń to wspaniała rzecz. I w Nią właśnie wierzę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;A ty? Czy masz swojego prywatnego Jezusa? &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-7104511314507935145?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/7104511314507935145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/01/personal-jesus.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/7104511314507935145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/7104511314507935145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/01/personal-jesus.html' title='Personal Jesus'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-5201056109677301624</id><published>2010-01-14T00:14:00.007+01:00</published><updated>2010-01-14T00:51:25.807+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>trtrtrtr-trtrtrt</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opisuje co widzę, a widzę co następuje. Przede mną stoi maszyna do pisania, ale nie jest to zwykła maszyna, jaką każdy sobie zaraz wyobrazi - ze śmieszną czcionką na drucikach, niewygodną i toporną klawiaturą, rolką wydającą &lt;span style="font-style: italic;"&gt;trtrtrtr-trtrtrt&lt;/span&gt; przy ręcznym nawijaniu kartki papieru, nie, nie,  nic z tych rzeczy. Cudo które mam przed oczyma wyprodukowała japońska firma B****** z europejskim przedstawicielstwem w Austrii, a moja mama kupiła ją we Francji na początku lat 90tych. W jakiś sposób jest więc kosmopolityczna. Ale co najważniejsze - i to czyni ją wyjątkową - jest jak brakujące ogniwo technicznej ewolucji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powstała w czasach w których producenci maszyn do pisania zaczęli coraz boleśniej zdawać sobie sprawę, że ich dni są już policzone. Rynek komputerów, które powoli stawały się najważniejszymi sprzętami biurowymi, rozrastał się do monstrualnych rozmiarów. Ludzie niechętnie pisali na maszynach - z oczywistych względów wydawały się one przestarzałe i niewygodne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odruchu samoobrony, z przekonania, że zły los można jeszcze odmienić, a analogowa hekatomba wcale nie  musi nadejść,  powstała Ona. Ma prosty, podłużny ekranik LCD, który w jednej linii wyświetla  kilkanaście ostatnich napisanych wyrazów - w tym zakresie można je modyfikować, następnie maszyna sama  wystukuje je na kartce papieru. Klawiatura jest wygodniejsza, druciki z czcionkami zgrabnie ukryte pod plastikiem, a papier nawija się pół-automatycznie. Jest doskonała, jest piękna, ale producenci zapomnieli o jednym - chociaż ma wszystko co maszyna do pisania mogłaby mieć, chociaż jest tak"przyjazna" i "ergonomiczna", że bardziej być nie może...nadal jest tylko maszyną do pisania. Niczym więcej. To z góry skazuje ją na porażkę, a tą swoją zbędną, wzgardzoną doskonałością, tą przejściowością, wpisanym w plastikową obudowę tragizmem przypomina mi nas, ludzi. My też z całych sił dążymy do doskonałości, do absolutnego piękna, kosmosu, prawdy, Boga, wszystkiego co nas przerasta - chcemy być czymś więcej niż jesteśmy, ale czego byśmy nie zrobili, nadal  jesteśmy tylko ludźmi.&lt;br /&gt;I tak oto dojrzały pisarz-intelektualista ślini się na widok nimfetki Lolity, muzyk-aktywista zabija po pijaku swoją narzeczoną, a doskonały aktor donosi na swoich kolegów SB.&lt;br /&gt;Sorry Nietzsche.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"I z larwy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; z larwy &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;z larwy do gwiazd"&lt;/span&gt;?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-5201056109677301624?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/5201056109677301624/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/01/trtrtrtr-trtrtrt.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5201056109677301624'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5201056109677301624'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2010/01/trtrtrtr-trtrtrt.html' title='trtrtrtr-trtrtrt'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-1538000102902428737</id><published>2009-12-29T20:57:00.012+01:00</published><updated>2009-12-30T00:30:41.881+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Pod powierzchnią rzeczy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.empik.com/b/o/96/d4/96d4430f53b38bdecd612a92e53c3a6c.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 114px; height: 183px;" src="http://www.empik.com/b/o/96/d4/96d4430f53b38bdecd612a92e53c3a6c.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Umysł ludzki podlega dziś trzem podstawowym wpływom. Są to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;glamour&lt;/span&gt;, dyskurs i tak zwane newsy. Kiedy człowiek jest przez długi czas karmiony ekspertyzą, reklamą i wydarzeniami dnia, rodzi się w nim pragnienie, by samemu być brandem, ekspertem i newsem. I po to właśnie istnieją kibelki dla ducha, czyli blogi. Prowadzenie blogu to odruch obronny okaleczonej psychiki, która bez końca rzyga &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;glamourem&lt;/span&gt; i dyskursem. Wyśmiewać się z tego nie wolno. Ale dla wampira pełzanie po tej kanalizacji byłoby poniżające (...)&lt;br /&gt;Buźka to wizualny dezodorant. Użytkownik wstawia ją, kiedy mu się wydaje, że brzydko od niego pachnie. I chce sobie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;zagwarantować&lt;/span&gt;, że będzie pachniał ładnie."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To fragment z "Empire V" &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Wiktora Pielewina&lt;/span&gt;, książki którą czytam obecnie, a właściwie już kończę (jednak prezenty świąteczne w postaci dobrych książek nie są najlepszym pomysłem - kilka dni i po prezencie). Od dawna ostrzyłem sobie na nią kły i kiedy dostałem ją w swoje ręce &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Pielewin&lt;/span&gt; jak zwykle mnie nie zawiódł, a wręcz  zadziwił (znowu) i 400 stron powieści o wampirach wciągnęło mnie do reszty (do tych, którzy kręcą z pogardą nosami - też myślałem tak jak wy ["wampiry?! No &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;niee&lt;/span&gt;..."], ale po przeczytaniu pierwszych stron... zaprawdę nie wiecie co czynicie!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;krótce&lt;/span&gt;, (nota z tyłu książki) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Pewnego dnia Roma &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Sztorkin&lt;/span&gt; - młody nieudacznik, który właśnie rzucił pracę w supermarkecie - spostrzega narysowane na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;chodniku&lt;/span&gt; ogłoszenie obiecujące mu sukces życiowy. Podąża za strzałkami. Chwilę potem zostaje wciągnięty do ciemnego pokoju i ukąszony przez tajemniczego mężczyznę, który następnie umiera w konwulsjach. Kiedy Roma &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;ocknie&lt;/span&gt; się z omdlenia, będzie już wampirem. Przechodzi specjalne kursy, Dowiaduje się, że wampiry wyhodowały człowieka po to, aby dostarczał im pożywienia, i sprawują kontrolę nad światem za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;pośrednictwem&lt;/span&gt; potężnej sekty ludzi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;uprzywilejowanych&lt;/span&gt;" &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nota  zdecydowanie wszystko upraszcza - właściwie wampirom nie chodzi już o "czerwoną ciecz" (wampirza etykieta zabrania wymawiania słowa na "k"), ale o "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;bablos&lt;/span&gt;"&lt;/span&gt;, wytwór "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;umysłu B" &lt;/span&gt;każdego &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;człowieka&lt;/span&gt;, a wampiry mimo, że w hierarchii życia stoją wyżej od człowieka, będącego niejako ich &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"dojną krową", &lt;/span&gt;same są jedynie nosicielami, żywicielami Języków (to one ssą &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;bablos&lt;/span&gt;"&lt;/span&gt;)...mętlik? Nic dziwnego, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Pielewin&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;po raz&lt;/span&gt; kolejny tworzy tak jak w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Generation P"&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Księdze Wilkołaka" &lt;/span&gt;tajemny świat ukryty pod &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;powierzchnią&lt;/span&gt; rzeczy. Wielki spisek, mechanizm, który co &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;najciekawsze&lt;/span&gt; nie śmieszy, a przeraża. To trochę jak w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Matrixie&lt;/span&gt;"&lt;/span&gt; z tą różnicą, że Matrix był sztuką dla sztuki - przewrotnym konceptem pokazującym w nowy sposób przez wieki drążony przez filozofów problem relatywizmu w postrzeganiu świata - tą pułapkę zmysłów, które są tylko elektrycznymi impulsami, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Pielewin&lt;/span&gt; natomiast prezentuje rozbudowany koncept, ale po to by obnażyć człowieka w ogóle, a w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;szczególności&lt;/span&gt; człowieka &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;postsowieckiego&lt;/span&gt;. Mruga do czytelnika, sypie nawiązaniami do kultury masowej, śmieje się z rosyjskich elit, rosyjskiego haj &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;lajfu&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek w "Empire V" jest głupi, zdominowany przez reklamy, prawie niezdolny do samodzielnego myślenia, po prostu jeden  z wielu trybików ogromnej machiny. I jest zasadniczo zły i bezwolny. Fragment powieści, który przytoczyłem nie jest może najlepszy, ale dotyczy blogów (więc w tym tekście staram się unikać buziek :P) i pojawiają się w nim dwa pojęcia: &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;glamour&lt;/span&gt; i dyskurs. Kolejna właściwość prozy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Pielewina&lt;/span&gt; - pojęcia które rozkładają zachowania ludzkie na czynniki pierwsze. Światem ludzi rządzi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;glamour&lt;/span&gt; i dyskurs - ten pierwszy będący otoczką dyskursu jest dążeniem do posiadania drogich i modnych ubrań, samochodów, zegarków, gadżetów (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;glamour&lt;/span&gt; to seks wyrażony przez pieniądz"&lt;/span&gt;). Zaś dyskurs to w uproszczeniu duchowy szpan (np. prywatne spotkania z Dalajlamą) modnego inteligenta. Każdy wampir by wtopić się w ludzki tłum, udając przedstawiciela ludzkiej elity musi znać te pojęcia i wcielać je w czyn - być &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;wamposeksualistą&lt;/span&gt; (inaczej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;metroseksualistą&lt;/span&gt; -&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "który ubiera się jak pedał(choć wcale nie jest pedałem) aby &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;zasygnalizować&lt;/span&gt; otoczeniu, że tuż obok niego przebiega rura z wielką kasą").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Wrażenia&lt;/span&gt;&lt;span&gt; po lekturze są raczej dołujące&lt;/span&gt;&lt;span&gt; &lt;/span&gt;&lt;span&gt;- świat &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;Pielewina&lt;/span&gt; jest niesamowicie przekonujący, jego spostrzeżenia bolesne &lt;/span&gt;&lt;span&gt;wręcz&lt;/span&gt;&lt;span&gt; w swojej prawdziwości&lt;/span&gt;&lt;span&gt; - dostaje się wszystkim: elitom, prostaczkom, artystom, pisarzom, nawet &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;post modernistom&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;span&gt;(do których poprzez mnogość nawiązań do kultury masowej niewątpliwie należy sam &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;Pielewin&lt;/span&gt;)&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. &lt;/span&gt;Jak zwykle mamy tutaj sporą dawkę mistyczności, odwołań do wierzeń &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;daleko wschodnich&lt;/span&gt;, które chyba fascynują autora (kolejny raz bogini Isztar), niestety jego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;filozoficzne&lt;/span&gt; rozważania momentami  przechodzą w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;pseudo intelektualny&lt;/span&gt; bełkot...ale można mu to wybaczyć - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;Pielewin&lt;/span&gt; zdobywa przecież "nowe rubieże" literatury,  zagląda tam gdzie nikt nie pomyślałby zajrzeć, w niesamowity sposób, pełen logiki i gracji podważa wszystko co widzimy i czego doświadczamy - nic nie jest pewne, nawet istnienie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;wszechświata&lt;/span&gt;, czy drugiego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Generation P"&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Księga wilkołaka"&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Empire V"&lt;/span&gt; są książkami podobnymi, obracającymi się tematycznie wokół rosyjskich "elit" , współczesnej, kiepskiej duchowej i umysłowej kondycji człowieka, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Empire V"&lt;/span&gt; jest chyba &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;najbardziej&lt;/span&gt;...totalne z nich wszystkich.  Do tego przerażająco świeże i odkrywcze, w żadnym wypadku nie jest to "powtórka z rozrywki". Nareszcie, na pohybel Edwardom i innym romantycznym Pattisonom ze "Zmierzchu"(w "Empire V" pojawia się ciekawa teoria na temat tego powszechnego wzorca "dobrego wampira" w mediach) przywrócony został prawdziwy, zimny wizerunek  bezwzględnego wampira..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwego Nowego Roku! &lt;/span&gt;&lt;span&gt;Uważajcie na krwiopijców! &lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-1538000102902428737?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/1538000102902428737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/12/pod-powierzchnia-rzeczy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1538000102902428737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1538000102902428737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/12/pod-powierzchnia-rzeczy.html' title='Pod powierzchnią rzeczy'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-9095699436087146370</id><published>2009-12-13T00:00:00.004+01:00</published><updated>2009-12-13T15:18:18.194+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znaleziska internetowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Stan strachu</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...Ogłaszam, że w dniu dzisiejszym "ukonstytuowała" się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Rada Państwa, "w zgodzie" z postanowieniami Konstytucji, wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;To też była niedziela.&lt;br /&gt;Wtedy nie było teleranka, dziś jest.&lt;br /&gt;Ale za to śniegu nie ma :/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stan wojenny zaczyna powoli przenikać do kulturowej  świadomości Polaków i podobnie jak Powstanie Warszawskie przestaje być tabu - świadczy o tym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Wroniec"&lt;/span&gt; Jacka Dukaja, książka dla dzieci (i nie tylko), będąca częścią większej akcji społeczno-edukacyjnej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"13 grudnia"&lt;/span&gt; (m.in. ilustracje &lt;span class="content"&gt;Jakuba Jabłońskiego [&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Kinematograf"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Hardkor 44"&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;o którym pisałem], gra, tapety, dwie piosenki nagrane przez Kazika). Czy to dobrze? Chyba tak. Więcej tutaj:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.wroniec.pl/"&gt;Wroniec&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.13grudnia81.pl"&gt;Pamiętajmy o 13 grudnia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mógłbym też nie wspomnieć o filmie  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Stan Strachu"&lt;/span&gt; (1989) w reżyserii  Janusza Kijowskiego, ze wspaniałą muzyką  Grzegorza Ciechowskiego. Niestety nie miałem okazji go oglądać, ale niesamowita "Poranna wiadomość" pochodzi właśnie z tego obrazu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-9095699436087146370?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/9095699436087146370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/12/stan-strachu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/9095699436087146370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/9095699436087146370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/12/stan-strachu.html' title='Stan strachu'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-5126852560449079076</id><published>2009-12-02T16:35:00.010+01:00</published><updated>2009-12-08T19:50:53.905+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>A kiedy mnie już nie będzie...</title><content type='html'>kiedy głowa przestanie ciążyć barkom, nogom mym, rękom mym, kiedy wszystkie członki odetchną-"uff, nareszcie" i każde z tych rąk, nóg, palców, włosów będzie jakby osobno, niezależne, zdemobilizowane ze służby Królestwu JA, słowem odetchną od głowy na wieki wieków, zostanie po mnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-10 zeszytów do matematyki wypełnionych po brzegi moim kulfoniastym pismem, których nigdy nie wyrzuciłem, ciągle myśląc, że mogą się kiedyś przydać.&lt;br /&gt;-tona kserówek z hiszpańskiego, angielskiego, francuskiego, których... (patrz wyżej).&lt;br /&gt;-stos napoczętych książek i tych przeczytanych kilka razy, ale tylko w połowie.&lt;br /&gt;-szafa koszul, których nigdy nie nosiłem.&lt;br /&gt;-dwie gitary, jak nowe.&lt;br /&gt;-cztery dosyć bezwartościowe autografy (ale to zawsze może się zmienić).&lt;br /&gt;-kilka niedokończonych opowiadań i wierszy, jeden "dramat".&lt;br /&gt;-teczka dyplomów - raczej drugie, trzecie miejsca, wyróżnienia i nagrody pocieszenia.&lt;br /&gt;-30 pustych opakowań na płyty CD (zgadnijcie dlaczego je trzymam).&lt;br /&gt;-7 płyt winylowych, których nigdy nie przesłuchałem (oprócz winyla Republiki) na adapterze, bo go nie mam.&lt;br /&gt;- kolekcja 4 filmów Stanleya Kubricka.&lt;br /&gt;-mała kolekcja książek Pratchetta, Vonneguta i Lema.. no i trochę Pielewina.&lt;br /&gt;-korkowa tablica z paroma pokaźnymi cytatami z książek, które bardzo lubię (albo z tych które się po prostu napatoczyły).&lt;br /&gt;- jeden krawat ( i do tego w czarno-białe pasy).&lt;br /&gt;- imienna koszulka Fan Klubu Scorpions (do którego już nie należę).&lt;br /&gt;- pudełko pełne przedartych/nieważnych biletów autobusowych (z dużych odległych miast), koncertowych, teatralnych, zachowanych chyba z sentymentu.&lt;br /&gt;-dwa pluszowe misie na dnie szafy, które kiedyś wiele dla mnie znaczyły.&lt;br /&gt;-polska flaga z starannie napisanym "Scorpions - love at first sting".&lt;br /&gt;-nigdy nieużyty komunijny różaniec.&lt;br /&gt;- 10-letni zegar ścienny z motywem Star Wars. Prosto z Francji.&lt;br /&gt;- niewiele. Same rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Apel. Oda do marginesu -&lt;br /&gt;Kiedy wypożyczacie książki z powiatowej czy miejskiej biblioteki,&lt;br /&gt;piszcie, piszcie, piszcie ołówkami na marginesach.&lt;br /&gt;Uwielbiam to. Uwielbiam kiedy rozmawiamy przez książki.&lt;br /&gt;Choć nie jest to właściwie rozmowa&lt;br /&gt;epigramat raczej&lt;br /&gt;albo epitafium&lt;br /&gt;pisane w próżnię  krótkie ołówkowe komunikaty&lt;br /&gt;sondy Pioneer, które przecież nie wrócą i nikt na nie odpowie&lt;br /&gt;a mimo to je wysyłacie&lt;br /&gt;Więc podkreślajcie interesujące frazy,&lt;br /&gt;piszcie swoje krótkie objaśnienia i literackie nawiązania, które sami wyłapaliście,&lt;br /&gt;dzielcie się myślami.&lt;br /&gt;Albo po prostu wyrażajcie swoją radość z samego aktu czytania wspaniałej powieści.&lt;br /&gt;Niewiele jest piękniejszych rzeczy od  znalezienia w wypożyczonym "Ferdydurke", tuż przy   marzeniach Miętusa o życiu parobka:&lt;br /&gt;"Kocham Gombrowicza!!!"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-5126852560449079076?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/5126852560449079076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/12/kiedy-mnie-juz-nie-bedzie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5126852560449079076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5126852560449079076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/12/kiedy-mnie-juz-nie-bedzie.html' title='A kiedy mnie już nie będzie...'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-1608292780954942677</id><published>2009-11-05T17:10:00.008+01:00</published><updated>2009-11-05T22:18:24.148+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>Philosophy Of Time Travel</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie. Ten tytuł to tylko podpucha. Nie będzie nic o filozofii podróży w czasie (odsyłam do Donniego Darko), raczej o wyrobie czasopodobnym -  moim zegarku. Mój zegarek jest moim przyjacielem. Znamy się od czterech lat. Nie sądziłem, że przetrwa tak długo - wcześniejsze wytrzymywały około miesiąca, nie wspominając o komunijnym, który przetrwał dwa tygodnie - wydawało się, że czas się mnie nie ima (szczęśliwe dzieci czasu nie liczą), choć przecież czas płynie niepostrzeżenie przez cały czas czas czas.... Gdy kupiłem mojego przyjaciela wszyscy domownicy jednogłośnie stwierdzili, że jest jakiś taki... dziadkowy (nie mylić z dziadowskim). No cóż wygląda dość klasycznie, bez fajerwerków, nawet trochę staroświecko przez swój fałszywy, złoty kolor. Może mają trochę racji, podobno człowieka można poznać po jego butach, ja sądzę, że po zegarku.  Ile w tym prawdy, nie wiem, nie robiłem badań, więc wam nie powiem, tak się domyślam po prostu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie, spod przetartego "złocenia" przeziera chłodna srebrzysta stal, a szybka została w paru miejscach brutalnie porysowana przez jakieś bezimienne, dobrze zakonspirowane chodnikowe płyty (nie będę wnikał w szczegóły ich bolesnej konfrontacji z moim przyjacielem). Ale pasek jest nowy, dzisiejszy, lśniący, jeszcze sztywny, spięty, nieobyty z przegubem mojej dłoni.  Jest jak młode, sztubackie ciało sprzężone, ze starym, zoobojętniałym sercem - może tak jak u mnie, w co uparcie chcę wierzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Rozmiar jest uniwersalny, jeśli za luźno - nosić po obiedzie" - powiedział z uśmiechem zegarmistrz, widząc moje nieuniwersalne nadgarstki. I rzeczywiście, jak zwykle o jedną dziurkę za mało, co mnie strasznie denerwuje, ale jednocześnie daje nadzieję, że w końcu  uda mi się zniknąć. Ale nie, nie myślcie sobie, że jestem do niego jakoś niesamowicie przywiązany. Nie, będąc w hanojskim piekle, nie trzymałbym go 5 lat w dupie by móc go przekazać swojemu pierworodnemu*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami boję się myśli, że on o wszystkim wie. Także o swoim momentalnym pójściu w odstawkę kiedy tylko znajdę zegarek  z myszką mickey, która wskazuje czas rękoma, taki jak w amerykańskich filmach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*kto nie wie o co chodzi ten trąba&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem to mnie od wczoraj kręci:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://krwiozercza-muffinka.wrzuta.pl/audio/9lapMaOstO0/ewa_demarczyk_-_grande_valse_brillante"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Grande Valse Brillante&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy słucham tej piosenki wyobrażam sobie polskich oficerów, być może z takimi zegarkami jak mój, tańczących  ze swoimi kobietami, jakby to był ich ostatni taniec przed wysłaniem na front, ostatni pocałunek, ostatni smutny uśmiech, w świecie, który stanął u progu wojennego szaleństwa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-1608292780954942677?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/1608292780954942677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/11/philosophy-of-time-travel.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1608292780954942677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1608292780954942677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/11/philosophy-of-time-travel.html' title='Philosophy Of Time Travel'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-5057345625599453535</id><published>2009-10-19T22:53:00.003+02:00</published><updated>2009-10-19T22:58:02.705+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znaleziska internetowe'/><title type='text'>Coś pięknego :D</title><content type='html'>Prawie spadłem z krzesła.&lt;br /&gt;Coś pięknego :D:D&lt;br /&gt;To była prawdziwa sztuka happeningu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pomara%C5%84czowa_Alternatywa"&gt;Pomarańczowa Alternatywa!!&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-5057345625599453535?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/5057345625599453535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/10/cos-pieknego-d.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5057345625599453535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5057345625599453535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/10/cos-pieknego-d.html' title='Coś pięknego :D'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-6103956236339800548</id><published>2009-10-16T12:00:00.001+02:00</published><updated>2009-10-16T12:20:14.032+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>O wojnie polsko-ruskiej w Jaworznie-Szczakowej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Koncik Lyteracki uważam za otwarty. Trochę będzie nieświeżo i duszno, a no to dlatego, że literackie, muzyczne nowości i inne trendy docierają do mojej głowy z opóźnieniem na miarę opóźnień Polskich Kolei Państwowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłem zgłębić trochę polską literaturę młodego (choć dla mnie starszego bo jeszcze transformacyjnego) pokolenia coby być na czasie i wiedzieć co to za cytatami rzucają ludzie na blogach ;). Z niekłamanej ciekawości również. Na pierwszy ogień poszły więc "Wojna polsko-ruska" Masłowskiej (nowość sprzed siedmiu lat ;) ) i "Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej" Witkowskiego (2007). Żeby nie trzymać czytelnika w niezdrowym napięciu od razu się określam i uroczyście stwierdzam, że obie książki są dobre z odchyleniem w stronę bardzo dobre. I w obu, niestety, w zakończeniu zabrakło tego czegoś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.free.art.pl/maslowska/images/okladka2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 178px; height: 257px;" src="http://www.free.art.pl/maslowska/images/okladka2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wojna polsko ruska pod flagą biało-czerwoną"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę się bardzo rozpisywał, roztrząsał tej książki, rozkładał na czynniki pierwsze, bawiąc się we wszystko wiedzącego recenzenta - milion dziennikarzy, blogerów zrobiło to za mnie. Ja tylko wtrącę swoje cztery grosze ;). Do "Wojny..." przyciągnęła mnie niechęć jaką budziła we wszystkich poważnych ojcach, matkach, pełnych powagi ciotkach i wujkach. Nazwisko Masłowska niezmiennie wywoływało na ich twarzach  grymas niesmaku i współczujące kiwanie głową nad nieszczęsną Nike.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do dziś pamiętam odczyt pisarza Stefana Ch. (nie chcę skończyć jak Kataryna ;) ) w bibliotece miejskiej w Moim Małym Miasteczku. Zostaliśmy (ja i moja klasa) przyprowadzeni na to spotkanie jako szkolna swołocz, której jedynym celem istnienia było zapełnienie bibliotecznej sali i wyglądanie na w miarę myślących. Mniejsza z tym, że Ch. w ogóle się nie krępował mając szeroko pojętą młodzież (poza babami z Koła Czytelniczego Starych Panien  Wzdychających i Egzaltowanych, jedyną publikę na sali) za bandę niedoedukowanych debili (co fakt to fakt, ale on sam przecież też był kiedyś młody, niech się nie oszukuje ;P). Chodzi mi o moment, którego nie zapomnę, a mianowicie, kiedy jedna z członkiń KCSPWiE zadała pytanie o przyznanie Masłowskiej  Nike, za "Pawia Królowej", a Ch. nieoczekiwanie wyznał, że był za przyznaniem jej tejże nagrody. Konsternacja i pomruk dezaprobaty wśród KCSPWiE, przysłowiowe danie im po nosie, było bezcenne ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z "Wojną..." jest trochę jak z "Obsługiwałem angielskiego króla" Hrabala. Pierwsze 10 stron to katorga - nie wiadomo czy to autor/autorka się rozkręca, czy po prostu czytelnik musi przyzwyczaić się do nietypowej narracji, składni, języka. Kiedy w końcu poczuje się ten nietypowy rytm - bo to tak naprawdę on u Masłowskiej jest najważniejszy -  czyta się  ją naprawdę dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety przed przeczytaniem książki oglądałem jej ekranizacje, która w przeciwieństwie do  oryginału, totalnie mi się nie podobała. Bo niby wszystko jest na miejscu - wydarzenia, parę dobrych kadrów, trafnie dobrani aktorzy, ale jednak to nie było to. Przede wszystkim, kiedy w książce postacie wydają się cudownie ironiczne, z premedytacją plastikowe, tekturowe, ale jednocześnie nieświadome swojej sztuczności (Magda:"Nie interesujesz się obrazami, czasopismami, kinem, co ja zawsze lubiłam, aczkolwiek nie miałam okazji na okazanie tego..") i głupoty (plany Silnego dotyczące eksportu polskiego piasku), w filmie są po prostu jednowymiarowe, stereotypowe, pozbawione kontekstu - jak z głupiej komedii amerykańskiej. Egzaltowana, kruczoczarna metalówa, blond sexbomba, cicha mysz w okularach-wieczna dziewica. Do tego w filmie brak ... samej wojny polsko ruskiej. Nie ma  tam "Dnia Bez Ruska", tylko po prostu festyn discopolo... wiadomo poprawność polityczna ponad wszystko.. nawet u buntownika Żuławskiego... Natomiast w książce jest to jeden z ciekawszych motywów - dziecinna, rozbudowana, ale chwiejna utopia Silnego czy monolog malarza przeprowadzającego propolską ankietę i przemalowującego całe miasto na barwy narodowe - to coś pięknego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to powieść "dresiarska"? Nie całkiem. Masłowska nie wnika w umysł przeciętnego "dresa", ale tworzy całkiem odrębną, chorą rzeczywistość ( sztuczną co stwierdza na końcu sama autorka). Silny jest dresem z innej planety, alternatywnej rzeczywistości, mającej jednak z realem dużo punktów stycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwlekałem z przeczytaniem "Wojny...". Po prostu bałem się, że rzuci mnie na kolana - Masłowska napisała ją przecież w wieku 19  lat, więc czytając musiało dojść do głupiej konfrontacji -czy ja byłbym w stanie wpaść na niektóre z jej pomysłów? Co ona miała w głowie czego mi brakuje? Wiem, to naiwne, ale po prostu, zwyczajnie  zazdroszczę. Pomysłu, warsztatu, języka, formy, lekkości metafor, porównań, całości - równego tempa i ciężaru powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak to porównywanie, licytowanie się poszło w cholerę podczas czytania "epilogu". Jest niesamowity, choć pozostawia pewien niedosyt. Jest gdzieś na granicy geniuszu i grafomanii, jest istnym słowotokiem, kaskadą jakiś dziwnych narkotycznych wizji, splątanych metafor -potrafię odczytać z niego tylko ułamek, setną część. To jakiś monstrualny manifest, rozpacz, wołanie o pomoc. Nie wiem co o nim myśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie "Wojna..." drażni. Drażni jej język. I to nie jest wina Masłowskiej, bo jej książka była pierwowzorem, ale po niej nastąpiła naiwna,  lepsza, gorsza, ale po prostu moda na masłologizację&lt;br /&gt;języka, marketingowy trend, który wpasował się gdzieś między blogami szafiarek, zbuntowanych nastolatek, a  metką H&amp;amp;M - czyli wszechobecne kurwa, ja pierdole, pseudointelektualne językowe wygibasy na blogach, epatowanie wulgarnością. To trochę utrudniało mi odbiór całości, bo ciągle  miałem wrażenie, że gdzieś już  coś podobnego czytałem - na tym blogu i na tym, i na tamtym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No nie.&lt;br /&gt;Masłowska miała wtedy zaledwie 19 lat. Spokojnie. Jeszcze mam czas, mam czas, mam czas..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://nowadeba.com.pl/var/news_site/storage/images/top/rozrywka/recenzje/michal_witkowski_barbara_radziwillowna_z_jaworzna_szczakowej/31753-1-pol-PL/michal_witkowski_barbara_radziwillowna_z_jaworzna_szczakowej.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 160px; height: 257px;" src="http://nowadeba.com.pl/var/news_site/storage/images/top/rozrywka/recenzje/michal_witkowski_barbara_radziwillowna_z_jaworzna_szczakowej/31753-1-pol-PL/michal_witkowski_barbara_radziwillowna_z_jaworzna_szczakowej.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ta książka to już prawdziwy kosmos. Zdrowo popieprzona, zdrowo odjechana. Tytułowa Barbara Radziwiłłówna to  otyły, obwieszony łańcuchami, ubrany w dresik, podstarzały paser o imieniu Hubert, będący - jak pisze Maria Janion w posłowiu "Polakiem-katolikiem, Sartmatą-Żydem, Słowianinem-poganinem, pielgrzymującym do Lichenia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość natomiast jest dość fragmentarycznym pamiętnikiem owego Huberta, pisanym na komputerze skradzionym pewnemu studentowi medycyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To niesamowita opowieść o transformacji, choć  nie do końca. Bo czasy się tu mieszają, kapitalizm zdaje się nie różnić niczym od komuny. Perypetie bohatera, historie z przeszłości są na tyle nierealne, że nie sposób oddzielić fantazji Huberta od rzeczywistości (trochę jak u Masłowskiej). Tu też narracja jest pierwszoosobowa, choć to raczej ... gawęda szlachecka. Mnóstwo archaizmów, zdrobnień w stylu "mocium panie" zmieszanych ze swojskim "marnacja" i "kurwa". Egzemplarz  który wypożyczyłem był niemal z przewodnikiem gratis ;). Jakaś zapewne dziewczęca ręka popodkreślała ołóweczkiem co ciekawsze fragmenty dodając na marginesach minki i zaznaczając odwołania, nawiązania do innych tekstów - co w paru momentach się przydało. Witkowski nieustanie mruga okiem do czytelnika, "Barbara..." jest kopalnią cytatów, nawiązań do romantycznych poetów, pozytywistów i pozostałej literackiej hałastry ;P.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Język jest... rubaszny - to odpowiednie słowo. Śmieszny na swój własny sposób, ale momentami także obrzydliwy. O ile u Masłowskiej domyślamy się tylko, że akcja rozgrywa się gdzieś w województwie pomorskim, o tyle atmosfera Jaworzna (Śląskie) jest wręcz naturalistyczna - nędza byłych górników, świat przyprószony węglowym pyłem, ogólna śmieciowatość, tandeta, beznadzieja. Barbara Radziwiłłówna jest królem tego śmieciowego świata, kolekcjonerem niepotrzebnych bibelotów (zawsze mogą się przydać), z wiernymi pomagierami w postaci Ukraińców Saszy i Felka, będących jego "dwórkami".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interesy nie idą dobrze, w pokoju Huberta, z seryjnego świętego obrazu zstępuje Matka Boska i każe mu udać się na pielgrzymkę do Lichenia, by tam błagać o wybaczenie, grzechów odpuszczenie. Barbara wsiada więc do malucha i rusza w podróż. Ale to dopiero początek :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakończenie byłoby dobre gdyby nie jego mocne oderwanie od reszty - pozostaje po nim pewien niedosyt, owszem, jest zaskakujące, ale chciałoby się więcej - wiele rzeczy zostało pominiętych, wątki pozostały niedokończone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna- Szczakowej" jest przede wszystkim książką dziwaczną, nie do zaszufladkowania, niepodobną do niczego. Reakcje na nią mogą być skrajnie różne - jak przystało na przedstawicielkę  literatury młodego pokolenia ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Uff...dosyć tych literackich ekstrawagancji, czas zaparzyć sobie herbatki, westchnąć smutno i grzecznie wrócić do "Przedwiośnia" i "Ludzi bezdomnych" ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-6103956236339800548?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/6103956236339800548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/10/o-wojnie-polsko-ruskiej-w-jaworznie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6103956236339800548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6103956236339800548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/10/o-wojnie-polsko-ruskiej-w-jaworznie.html' title='O wojnie polsko-ruskiej w Jaworznie-Szczakowej'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-2298874171381534006</id><published>2009-09-20T00:23:00.008+02:00</published><updated>2010-09-30T22:47:03.962+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>Podróż do Indii</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;      Matka Boska Nieustającej Ceraty i szaro-blade, tłuste cherubinki, które  niemal wychylały się z plastikowo-złotych, zbrązowionych przez czas ram seryjnego świętego obrazu, patrzyły  na zabytkowe  radio Unitra, model Taternik 45, stojące na szafce obok meblościanki tuż przy zielonym tapczanie. Choć wydawało się, że Maryja z głową lekko przechyloną w bok, oczami nabożnie uniesionymi ku górze i bezmyślnym wyrazem twarzy, w ogóle nie jest zainteresowana radiem Unitra, model Taternik 45, cały czas bacznie je obserwowała za sprawą lusterka stojącego na wyższych półkach meblościanki, skierowanemu prosto na odbiornik. Robiła to nieprzerwanie od czterdziestu pięciu lat, od momentu kiedy jakieś męskie,  zdecydowane ręce wbiły dwa gwoździe i powiesiły  obraz na ścianie. Ale dopiero od niedawna miała prawdziwy powód by je obserwować. Radio od kilku tygodni nie grało. W saloniku panowała cisza. Okna były szczelnie zamknięte. Telewizor marki Daewoo, reprezentant „nowoczesności” w post gomułkowskim mieszkaniu milczał. Strony gazet nie szeleściły, ostrza noży nie kroiły, a sprężyny w łóżkach i tapczanach nie skrzypiały. Czas  uciął sobie drzemkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Przy topornych, szorstkich fotelach piętrzyły się od wielu lat przejrzałe gazety. Na wszechobecnych, monstrualnie rozbudowanych meblościankach w kryształowych i fajansowych, pstrokatych wazonikach tkwiły wiecznie świeże,  skropione nieśmiertelną, polietylenową rosą  sztuczne kwiaty, którym  nigdy nie dane było z godnością zwiędnąć. Towarzyszyły im ramki, rameczki wypełnione po brzegi pozowanym szczęściem komunijnych,  ślubnych fotografii, dziećmi w marynarskich mundurkach i młodymi chłopcami w wojskowych mundurach, o dostojnie wygładzonych miękkością czarno białej fotografii, bardziej męskich i jakby mniej pryszczatych obliczach. Obrazu  dopełniały nigdy nieużywane tęczowe serwisy do herbaty, lekko pożółkłe pseudo kurpiowskie serwetki i napełnione po brzegi pustką, kryształowe karafki do wina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owa meblościanka-potwór wydawała się tworem jakiegoś wielkiego, matematycznego umysłu,  Boga Kiczu, delikatną konstelacją barw i kształtów o nieodgadnionym znaczeniu, w której przestawienie któregokolwiek z elementów groziłoby wszechkredensową katastrofą. Całość  zdążyła pokryć się cieniutką, kilku tygodniową warstewką kurzu, ale pod wpływem tej dziwnej, podświadomej stałości układu bibelotów na półkach, miało się wrażenie, że wieloletni skołtuniony kurz czai się ukryty przed wzrokiem gości na dnie każdej filiżanki, pod każdym spodkiem, za każdą ramką i wazonikiem, że czeka tylko na nadejście zmierzchu by wypełznąć z ukrycia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kokon ciszy rozdarło ciche chrobotanie zamka w drzwiach wejściowych,  po którym potoczyła się  cała lawina przytłumionych pokasływań, szurań i tupnięć. Drzwi mieszkania ziewnęły z przeciągłym skrzypnięciem, a mieszkanie, niczym zalane wodą uszy pływaka, niezauważalnie pyknęło i odetkało się się na nowe wyraźne, hałaśliwe dźwięki. Nawet Matka Boska, gdyby mogła, z chęcią odwróciłaby głowę i przez drzwi salonu spojrzała na to co działo się w korytarzu:&lt;br /&gt;-   Proszę, proszę... - mężczyzna w średnim wieku, bez wątpienia w przeszłości jeden z mundurowych chłopców  na  meblościance, pstryknął kontaktem w salonie i lekko zmieszany zaprosił młodą parę do środka – przepraszam za bałagan.. mieszkanie nie jest teraz w najlepszym stanie, no ale nie chcieliście państwo czekać...- para nic nie mówiąc, pełnym zniesmaczenia wzrokiem wodziła po pomieszczeniu i z teatralnym obrzydzeniem stąpała po zakurzonym, od wieków nieczyszczonym  dywanie.&lt;br /&gt;-    Mieszkanie jest w bardzo dobrej okolicy... w rozsądnej cenie... może tego nie widać, ale ma aż 74 metry kwadratowe – nieśmiało kontynuował mężczyzna – trzy pokoje, kuchnię, łazienkę, ubikację...kuchnia jest co prawda wąska i mała, ale można wyburzyć tę ścianę – ku przerażeniu cherubinków, chcąc przyciągnąć uwagę prawdopodobnie przyszłych nabywców, wskazał na ścianę z obrazem – wtedy połączyłoby się kuchnie z salonem i zyskaliby państwo mnóstwo przestrzeni..może zobaczymy inne pokoje? - prawie siłą odciągnął parę, która  z szyderczymi uśmiechami oglądała  ślubne fotografie stojące na meblościance. Wzdrygnął się na samą myśl o pokazywaniu obcym łazienki i „gabinetu” ojca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z łazienką i ubikacją poradził sobie szybko. Starał się zasłonić jak najwięcej- te prowizorki ze szmat owinięte wokół rur, pożółkły i skruszały plastik, obrzydliwy, trudny do zidentyfikowania nalot na muszli, brudny włóczkowy chodnik i ułamaną spłuczkę oraz miednicę do której skapywała woda z zepsutego kranu, zasypując przy tym parę wizją nowej, odremontowanej przez niego za pół darmo, lśniącej łazienki z ultranowoczesną kabiną prysznicową z hydromasażem i radiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z „gabinetem” ojca poszło gorzej. Młodzi osłupieli - tego co zobaczyli nikt nie spodziewałby się w post gomułkowskim mieszkaniu na 11 piętrze. Właściciel westchnął i dał za wygraną. Nie dało się zasłonić czerwonej tapety w kwiaty lotosu, ani półmetrowego posążku tłustego buddy po środku pokoju, ani kolekcji jemu podobnych siedzących po turecku uciesznych grubasków z porcelany otoczonych świeczkami, czy dzbanów z wieki temu wypalonymi kadzidełkami. Ciekawskiemu wzrokowi nie umknął także niebieski posążek Kriszny, ani pseudo chińskie wazy, obrazy i plakaty przedstawiające Tadż Mahal – było tam wszystko co choć trochę mogło kojarzyć się z orientem, ale z całą pewnością z niego nie pochodziło.&lt;br /&gt;-   To prywatne rzeczy mojego ojca – przerwał milczenie mężczyzna – proszę się nie martwić, wszystko zostanie uprzątnięte, tapety zerwane, wykładziny i podłogi również...co państwo o tym sądzą? Dogadamy się? - zapytał sprzedawca z sztucznym, przyklejonym do twarzy uśmiechem.&lt;br /&gt;-    Co o tym myślisz kochanie? - młody mężczyzna niepewnie zwrócił się do swojej lepszej połowy. Dziewczyna zmrużyła oczy i zwęziła usteczka.&lt;br /&gt;-   Widzę potencjał – odparła, po czym zamilkła, specjalnie przeciągając tą chwilę napięcia  i wypaliła – bierzemy!&lt;br /&gt;Na twarz sprzedającego wystąpił prawdziwy uśmiech.&lt;br /&gt;-   Wspaniale, wspaniale! - zatarł ręce z radości - w takim razie, nawet dzisiaj możemy podpisać umowę, a po tygodniu, zobaczą państwo, mieszkanie będzie zmienione nie do poznania! - właściciel niemal fruwał pod sufitem. Na ziemię sprowadziły go te natrętne spojrzenia, które wśród posążków i świec wyłowiły czarno-białe zdjęcia na których jego młody, opalony ojciec z wielkim turystycznym plecakiem na plecach, w górskich buciorach, wzrokiem zapatrzonym w dal, pozował na kolejnych szczytach.&lt;br /&gt;-   Jest jeszcze jedna sprawa którą muszę państwu przekazać – wyjął z tylnej kieszeni spodni złożoną kartkę A4 – to list mojego ojca, który zrzeka się mieszkania pod warunkiem przeczytania go państwu – rozłożył kartkę i szybko, z nerwowością nieudolnie maskowaną drwiną,  przeczytał:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Witam Państwa!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; To mieszkanie było moim całym życiem, choć może nie do końca.. Faktem jest jednak to, że przeżyłem w nim ponad czterdzieści lat i jest mi ono już niepotrzebne. W chwili obecnej żyję (mam taką nadzieję) w północnych Indiach, a moja żona przebywa w domu spokojnej starości „Nowe życie” w Legnicy. Zatem ja, Henryk Włajażyński oświadczam, w imieniu swoim i mojej żony Haliny Włajażyńskiej z domu Memłarowska, która w związku ze swoją chorobą nie może o sobie samo stanowić, że zrzekam się  praw własności do tego mieszkania na rzecz naszych synów – niezbędne dokumenty są w załączeniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Moim marzeniem, nieprzerwanie od czterdziestu lat, była podróż życia – wyprawa do Indii. Niestety obowiązki rodzinne i zawodowe, słuszne obiekcje mojej żony, a później także jej choroba uniemożliwiały mi ziszczenie tego wydawałoby się wybujałego, nierealnego, a może także naiwnego i szalonego marzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Kochałem moją żonę ponad wszystko i nigdy nie mogłem do końca pogodzić się z jej chorobą. Zaczęło się od gubienia przedmiotów, nagminnego tracenia wątku podczas mówienia. Pojawiły się trudności w  zebraniu myśli. Z  roku na rok zapominała coraz więcej – a jej zegar zatrzymał się jak czas w tym mieszkaniu. Zadawała mnóstwo pytań, pytała naszych dorosłych synów o to jak radzą sobie w szkole. Mimo leczenia zaczęła zapominać imiona najbliższych znajomych i rodziny, by w końcu nie pamiętać twarzy i osób.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;Wtedy właśnie postanowiłem -było to kilka lat temu -że gdy nadejdzie ten dzień i moja żona, przestanie mnie pamiętać, gdy nagle stanę się dla niej obcą osobą, wtedy oddam ją pod najlepszą, specjalistyczną opiekę i odejdę. „Póki śmierć was nie rozłączy” - nie złamałem tej przysięgi. Dla Niej umarłem. Przestałem istnieć i narodziłem się na nowo dla marzenia, które zawsze gdzieś się we mnie kołatało, dla Indii – tam chcę umrzeć. Spełniony, możliwe, że szczęśliwy. Oby Bóg mi wybaczył.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;&lt;span&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;-    Facet musiał być... no wiesz- młody mężczyzna zagwizdał, trzymając jedną ręką kierownicę, a drugą wykonując czytelny gest przy swojej skroni - nieźle jebnięty.&lt;br /&gt;-   Nie mów tak! -  rzuciła z udawanym oburzeniem, poprawiając w lusterku makijaż siedząca obok dziewczyna  – Nie uważasz, że to trochę romantyczne? - nie czekając na odpowiedź mówiła dalej – Cieszę się, że kupiliśmy to mieszkanie. Taka historia! Aż przechodzą mnie dreszcze... - na chwilę zapadła cisza. Rozpadało się na dobre, deszcz jednostajnie dzwonił o szyby samochodu, tłumiąc prawie całkowicie odgłosy jazdy, a wycieraczki lubieżnie postękiwały.&lt;br /&gt;-   Zastanawia mnie to. Pomyśl. Indie. Na takie wypady trzeba mieć trochę gotówki. Facet ma 74 lata. Przypuśćmy – wyglądało na to, że mężczyzna rozpoczął dłuższy wywód - że według dobrego scenariusza przeżyje w tych Indiach jeszcze dziesięć. Skąd emeryt ma takie pieniądze? - zapytał mężczyzna uśmiechając się szeroko, wrzucił wyższy bieg i sam sobie odpowiedział – Widziałem na szafce zdjęcie tego faceta w mundurze policyjnym – mężczyzna zerknął na żonę z triumfem w oczach – Na bank Ubek, cztery patyki emeryturki na czysto. Przypuśćmy także – kierowca dywagował dalej – że od dwudziestu lat wpierdalali same parówki, ziemniaki i zupki. Do teatrów raczej nie chodzili. Mieszkanie też wygląda jak jakiś skansen. Dajmy na to, że z opłatami, co miesiąc, wydawali jakieś 1500 złotych. Pozostaje 2,5 tysiąca. Razy dwanaście miesięcy... - mężczyzna dodał gazu, a jego liczenie pod nosem zlało się z rosnącym pomrukiem silnika – ...wychodzi równo 30 tysięcy. Jestem pewien, że szajbus obmyślił to już dawno temu. Powiedzmy, dwadzieścia, zdradza to wystrój mieszkania. 20 razy 30 patoli – zredukował bieg i zatrzymał się na światłach – 600 tysięcy. Oczywiście dał swoim tępym dzieciakom to na samochód, to dołożył się do kupna mieszkania, czy wybudowania domu, ale i tak zostało mu ze trzysta tysięcy. Ogarniasz? Stary pryk wyjeżdża z górą kasy do Indii! - zapaliło się zielone światło, mężczyzna ruszył i spojrzał na żonę – Kochanie? -  Spała. Popatrzył na nią jeszcze przez moment. Wyglądała tak cudownie... jakby przed chwilą zstąpiła z Niebios na Ziemię i nieświadoma całego zamieszkującego ją zła, czyhających niebezpieczeństw po prostu zasnęła. Urocza, niewinna, czysta - Bogini Makijażu, zrodzona z mydlanej piany, płynąca przez życie w wielkiej puderniczce.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;          To jego, niegdyś mocarne, opalone ręce przed wielu laty przybiły do ściany ją i cherubinki. Lubiła go obserwować gdy, tak jak teraz,  leżał na tapczanie obok wysłużonego radia Unitra model Taternik 45 i słuchał audycji z muzyką klasyczną. W pokoju rozbrzmiały już pierwsze skocznie dźwięki „Nad Pięknym Modrym Dunajem” , ale jego twarz  pozostała spięta, niewzruszona, oczy zamknięte, sylwetka nieruchoma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna otworzył oczy, ściszył radio – od lat go nie wyłączał, bał się ciszy – z pewną ociężałością wstał z tapczanu, podszedł do stołu i zaczął sprzątać po śniadaniu. Ostrożnie podniósł leżącą na obrusie gazetę, pełną okruszyn chleba, słoik dżemu i powoli poczłapał z nimi do kuchni. Wrócił po chwili by odłożyć złożoną gazetę na stos przy fotelu.&lt;br /&gt;-    Heniu? - otyła, starsza kobieta, ubrana w niebieską, trochę podbrudzoną podomkę popatrzyła na niego niepewnie.&lt;br /&gt;-    Hmm?&lt;br /&gt;-   Jadłam już śniadanie?&lt;br /&gt;-   Tak, Halinko – odpowiedział machinalnie Henryk. Usiadł w fotelu obok i wziął do ręki opasły atlas geograficzny, leżący obok gazet.&lt;br /&gt;-  Aha – Halina zamilkła na chwilę, popatrzyła gdzieś przed siebie i westchnęła. Jej prawa ręka nieustannie drgała na wezgłowiu fotela – ładna dziś pogoda...a co u dzieci? Dobrze im idą egzaminy?&lt;br /&gt;-  Pracują, mają własne dzieci, wszystko u nich w porządku – staruszek odpowiedział szybko nie przerywając lektury.&lt;br /&gt;-  Heniu?&lt;br /&gt;-  Tak?&lt;br /&gt;-  A jadłam dzisiaj śniadanie?&lt;br /&gt;-  Tak. Jadłaś, jak zawsze o 7.30. Smakowało ci – Henryk odpowiedział bez emocji, opanował to do perfekcji. Wstał z fotela i poszedł zrobić herbatę. Kilka dobrych chwil zajęło mu zapalenie palnika. Poszło prawie całe pudełko zapałek. Klął cicho pod nosem nalewając pachnącej chlorem, miejskiej wody do ciężkiego, żeliwnego czajnika i stawiając go na gazie.&lt;br /&gt;Wrócił do salonu i usiadł na fotelu.&lt;br /&gt;- Kim jesteś? - ni stąd ni z zowąd, patrząc na niego ze  zdziwieniem zapytała  żona. Henryk popatrzył na nią  uważnie.&lt;br /&gt;-  Henrykiem, twoim mężem – odpowiedział powoli i spokojnie.&lt;br /&gt;-  Aha – przestała na niego patrzeć i znowu zaczęła nieruchomo, w skupieniu obserwować stojącą naprzeciw meblościankę. Wzdrygnęła się nagle.&lt;br /&gt;-  Kto ty? Moja mama nie pozwala mi spotykać się z obcymi. Kim jesteś? - znowu spytała przestraszona&lt;br /&gt;-  Ja – Henryk się zawahał. Odłożył książkę. Do oczu napływały mu łzy, próbował zdobyć się na uśmiech, ale nie potrafił, ból, gorycz, płacz wykrzywiały jego usta w grymasie cierpienia, w końcu  wyszeptał przez ściśnięte gardło – jestem twoim przyjacielem.&lt;br /&gt;-  To dobrze – uśmiechnęła się i powoli, chorobliwie drżącymi rękoma objęła go i przytuliła - Dobrze jest mieć przyjaciół.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; Matka Boska Nieustającej Ceraty nie patrzyła już na lusterko skierowane na zabytkowe radio Unitra, model Taternik 45. Nie było lusterka. Nie było wszechkredensowej meblościanki, ani radia. Nie było już nawet Matki Boskiej i cherubinków, tylko ogrom bieli, przestrzeń i zwielokrotniony nią pogłos kroków.&lt;br /&gt;Tabula rasa.&lt;br /&gt;-   No Panie! Teraz  dopiero widać, że to są 74 metry! - świeżo upieczony właściciel  krzyknął pełen zachwytu do Włajażyńskiego rozkładając szeroko ręce pośrodku powiększonego salonu . Nowa właścicielka, chodziła rozradowana po pustych, świeżo pomalowanych i wyremontowanych pokojach, już widząc w myślach wymarzone meble, pomalowane na ulubione kolory ściany, cieszące oko drobiazgi, nowoczesne wzornictwo.&lt;br /&gt;-   Jest wspaniale. Miło się z panem robi interesy.. Jeszcze raz chciałbym wyrazić moje współczucie w sprawie ojca... - zaczął chłopak, ale Włajażyński przerwał mu smutnym westchnieniem.&lt;br /&gt;-     To miło z pana strony, ale wie Pan, najważniejsze, że żyje, przysłał niedawno pocztówkę...jest dorosłą osobą, prawda? Chociaż to nieodpowiedzialne i starszy człowiek nie powinien.. i co rodzina sobie pomyśli... - do salonu wkroczyła rozpromieniona żona.&lt;br /&gt;-      Kochanie! Już wszystko wiem! Salon będzie cały w morskich błękitach. Tutaj,  przy tym oknie będą zasłony, takie do ziemi, aksamitne, przepasane szarfą w piaskowym kolorze. Fotele i kanapa też muszą być piaskowe. Kinkiety w motywie morskim -muszle, rozgwiazdy...jeszcze nie mam pomysłu na stolik, ale raczej ciemne drewno, obły kształt, może  heban?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyźni popatrzyli po sobie i prędko, zawstydzeni, odwrócili wzrok. Obaj nagle zatęsknili za swoimi własnymi Indiami.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-2298874171381534006?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/2298874171381534006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/09/podroz-do-indii.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2298874171381534006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2298874171381534006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/09/podroz-do-indii.html' title='Podróż do Indii'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-5728466268371880372</id><published>2009-09-12T16:00:00.000+02:00</published><updated>2009-09-12T16:05:05.567+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znaleziska internetowe'/><title type='text'>Have you ever been high as f*ck?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś chciałbym podzielić się z wami pewnym znaleziskiem. Nie jest to może najnowsze internetowe odkrycie, trendy stuff z rodzaju "Jestem hardkorem", który zna co trzeci polak. Choć Amerykanin, czy Kanadyjczyk owszem. Jon Lajoie (Dżon Lażła)- bo tak ten gość się nazywa, tworzy rewelacyjne (także jako kompozycje)  piosenki, wykorzystując - o czym się przekonacie - różne gatunki muzyczne do własnych niecnych celów. Cukierkowy pop, gangsterski rap, kiczowate disco, rock dla prawdziwych twardzieli? W każdym z gatunków Lajoie wspaniale się odnajduje...by "rubasznie" z nich kpić.&lt;br /&gt;Muszę tutaj na wstępie ostrzec wszelkich wrażliwców, którzy nie lubią niepoprawnych politycznie tekstów. Bo jeśli brzydzisz się świńskimi żartami ze "Świata według Bundych" czy niewybrednymi tekstami z Kapitana Bomby (no to nie jest obowiązkowe, ja po prostu Bombę lubię ;)), to piosenki Jona nie są dla ciebie...choć oczywiście możesz spróbować :P .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak mamy rapera który opowiada o byciu zwykłym facetem, gwiazdora popu z grzywką a la Blunt, który filozoficzne rozważania kończy tematem... zresztą nieważne - zobaczycie sami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym co łączy wszystkie piosenki jest niezwykły zmysł melodyczny - to przede wszystkim świetne kawałki, z zadatkami na przeboje - poza tym bezkompromisowy, przekraczający wszelkie granice, nie znający słowa tabu, humor, czasami z nutą  społecznej agitki (np. Friendly Radio Song).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważnym motywem (jak nie najważniejszym) youtubowej twórczości Lajoie jest mit idola - wykreowane przez niego "gwiazdorskie" alterego nie śpiewają o wielkich miłościach, kasie, nie podkreślają swojej wyjątkowości i odrębności - są zwykłymi ludźmi - takimi jak ty czy ja, czy Jon - samotnymi, niespełnionymi, czasem nudnymi... Jest tu rockowiec, który śpiewa o opiece nad swoim synkiem (Stay at home dad), jest disco dj opowiadający o swoich niedzielnych obowiązkach(Sunday Afrernoon). Wydawałoby się nic nadzwyczajnego, ale... po prostu te songi są tak napisane, że śmiejemy się...choć czasem przez łzy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Everyday Normal Guy &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raper który nie śpiewa o swoich suczkach, furach i blinkach na szyi - na jutubie w podobnych, także świetne cz 2 i 3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Dh7tCkPCZls&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Dh7tCkPCZls&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pop Song&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czyli cała prawda o popowych piosenkach dla wrażliwych nastolatek.&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-kbZ_Y2TBaE&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-kbZ_Y2TBaE&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;High As F#%k&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W wolnym tłumaczeniu - upalony jak sk**wysyn ;). Wymowny tytuł, treść tym bardziej wymowniejsza, bo śpiewana przez Lajoie w wersji "Jestem wrażliwy jak James Blunt"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/TcdAppPquT8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/TcdAppPquT8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;2 Girls 1 Cup&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie ma się czego bać - to nie to słynne najobrzydliwsze wideo świata, którego nie widziałem, bo się boję, ale komentarz Jona do niego - czyli piosenka o różnych obliczach miłości :) Refren zdecydowanie nie dla ludzi z bujną wyobraźnią ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/LAUIdYM5sko&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/LAUIdYM5sko&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Radio &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Friendly  Song&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ciebie też wku*wiają przeboje lata, przeboje zimy, przeboje roku autorstwa jakiejś Lady Sraki, które non stop lecą w każdym radiu poza Trójką? Skąd się to bierze, że przeciętny kawałek nie wiadomo dlaczego staje się nagle przebojem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/kRnKmmMoXBo&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/kRnKmmMoXBo&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Alone In The Universe&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Mała parodia Yellow "Coldplaya", czyli pseudo filozoficzne rozważania które prowadzą do  uniwersalnej prawdy łączącej wszystkich ludzi ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/LnrP19LVF-0&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/LnrP19LVF-0&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mało kto o Lajoie słyszał, ale jak pisałem na początku w USA robi karierę - nagrał płytę, regularnie koncertuje i ma supermegawypaśną &lt;a href="http://jonlajoie.com/"&gt;stronę&lt;/a&gt; :D&lt;br /&gt;Na jutubie jest jeszcze sporo innych kawałków również z napisami, parę skeczy, więc jeśli się podobało - zachęcam do poszukiwań :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-5728466268371880372?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/5728466268371880372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/09/have-you-ever-been-high-as-fck.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5728466268371880372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5728466268371880372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/09/have-you-ever-been-high-as-fck.html' title='Have you ever been high as f*ck?'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-3910923514974591443</id><published>2009-09-05T14:30:00.000+02:00</published><updated>2009-09-05T14:39:32.383+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grafika'/><title type='text'>Lekcja 1: Jak nie robić okładek płyt</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sprawa wyglądała tak. Koleżanka nagrywa EPkę, poprosiła mnie o okładkę do projektu o enigmatycznej nazwie "Last Match" (nie, nie "Ostatni mecz", a "Ostatnia zapałka")&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Podejście I:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Absurdalny pomysł, który wpadł mi do głowy w drodze do szkoły pod koniec tamtego roku szkolnego - W środku kadru, z podniesionymi rękoma, stoi facet przebrany za zapałkę (sic!), w tle jakaś zrujnowana ściana, w okół niego trzech ludzi ubranych po wojskowemu (np. goście od ASG :P) z wycelowanymi w owego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;matchmana&lt;/span&gt; pistoletami na wodę, gdzieś z boku leży sporej wielkości pudełko po zapałkach. Kostium miałby być taki w stylu maskotek piłkarskich - odpada, więc może całość zrobić w formie komiksowej, a strój dorysować na tablecie?&lt;br /&gt;Odpadło z przyczyn organizacyjnych - kupa ludzi, tablet, wielkie pistolety na wodę...o nie. I dobrze, bo album ma być ponoć dość depresyjny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rada pierwsza&lt;/span&gt; - mierz siły na zamiary!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Podejście II:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Szukałem czegoś mniej skomplikowanego, ale nie oczywistego, w co jednocześnie nie będę musiał angażować wielu osób. I tak pojawił się następny pomysł - facet (w domyśle ja ;) ) stoi plecami do widza, po lewej stronie okładki, trzyma wyciągniętą prawą rękę nad strugą benzyny (środek okładki), po prawej stronie strugi stoi kanister. Ścieżka biegnie do będącego na drugim planie miasta z zapałek, na ścieżkę (w domyśle z  ręki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;matchthrowera&lt;/span&gt;) spada zapałka, która jest tą ostatnią i wieńczy dzieło - cała scena rozgrywa się w jakiejś opuszczonej hali bez świadków i  ogólnie symbolizuje akt destrukcji jako formę artystycznej ekspresji czy desperacji. Fajnie - ale jak się okazało - tylko  na papierze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalazłem miejsce, poprosiłem o pomoc fotografa (Peempka :) ) i poszliśmy. W rzeczonej hali za jasno, za wesoło, mi brak koncepcji, nie mogę się zdecydować, nie przemyślałem paru "szczegółów" (głębi ostrości np). Po drodze pomysł przeszedł transformację, bo w ruinach znaleźliśmy super fotel. Pojawiły się komplikacje - "benzyna" (czyli woda w butelkach po Cisowiance) po trzech sekundach wsiąknęła w podłogę pokrytą betonowym pyłem i piaskiem. Okej robimy te zdjęcia - kilkadziesiąt fotografii. Większość obiektywem szerokokątnym. Jesteśmy nie za bardzo zadowoleni z efektu, ale robi się późno. Jeszcze parę fotek - te końcowe wyszły świetnie - Peempek założył obiektyw 50 mm, jest w nich to coś, jakiś potencjał. Zadowolony z efektu wracam z Peempkiem do Mojego Małego Miasteczka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siadam do zdjęcia...miasto z zapałek... wpisuje w googlach &lt;span style="font-style: italic;"&gt;City of matches &lt;/span&gt;- nic ciekawego, domki z trzech zapałek&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, match city&lt;/span&gt;- serwis randkowy. Po półgodziny szperania w necie okazuje się, że wielkich modelarskich konstrukcji nie robi się wcale z zapałek (mimo, że panuje takie przekonanie), a z wykałaczek - wpisuje &lt;span style="font-style: italic;"&gt;city of toothpicks&lt;/span&gt;. Pojawia się strona corocznej imprezy budowania takiego miasta - kiepskiej jakości zdjęcia, dość małe, pod niepasującymi do mojej koncepcji kątami - znalazłem tylko jedno "enface". Szukam innych, na wszystkich stronach te same fotki- widocznie to jeden z niewielu na świecie tego typu happeningów. Obrabiam to jedno - muszę coś zrobić - wieżowce nie mają podstaw, na tym jednym jedynym zdjęciu, w jednej trzeciej są obcięte. Robię coś w rodzaju muru z bramą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na poczekaniu dorabiam sobie ideologię - to wieżowce za murem, może centrum finansjery, może symbol wielkiej korporacji, cywilizacji, która za wszelką cenę broni się przed światem zewnętrznym, izoluje się kulturowo, duchowo. Ok. Na okładce, ze zdjęć, które znienacka zrobił mi Peempek, kiedy rozlewałem nieszczęsną, znikającą wodę wycinam kałuże, robię z nich strugę. Wygląda ok. Wstawiam miasto. Coś tu nie pasuje. Jest za ostre, 50 mm nadało głębi ostrości pierwszemu planowi, stworzyło perspektywę w płaskiej kompozycji, ale by miało to ręce i nogi muszę "miasto", trochę rozmyć. Jeszcze cienie które załamują się na budynkach - dla jako takiej wiarygodności. Trzeba dorobić jeszcze  trzy rzędy okien - biorę je z innego zdjęcia z sesji. Voila!&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2PKstMXqI/AAAAAAAAAM4/D1Z-Jz4XGgI/s1600-h/przod2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2PKstMXqI/AAAAAAAAAM4/D1Z-Jz4XGgI/s320/przod2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5376610944112418466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Narobiłem się, poszedłem jak w ogień za jednym pomysłem, ale ani razu nie popatrzyłem na tą okładkę z perspektywy odbiorcy. Powstał problem-kto domyśli się, że to miasto z zapałek? (ja to robię bez problemu, ale ja znam koncepcję, bo ją wymyśliłem ;)). Zapałka jest mała jak to zapałka - gubi się w całości,  prawie jej nie widać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innego fajnego zdjęcia zrobionego 50 - zbliżenia kanistra (jeśli ktoś nie zauważył jest na nim też zapałka :D) zrobiłem "tylną okładkę" - w założeniu spis utworów, jakieś thanksy - z wiadomych przyczyn jest niedokończona, ale prezentuje się fajnie i akurat z niej jestem  dumny :D&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2R2nkSD0I/AAAAAAAAANQ/0UYRkYbkpT0/s1600-h/tyl.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2R2nkSD0I/AAAAAAAAANQ/0UYRkYbkpT0/s320/tyl.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5376613897670364994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rada druga -&lt;/span&gt; przemyśl wszystko jeszcze raz, czy pomysł jest czytelny, czy to co najważniejsze jest widoczne, nie idź ślepo za jedną koncepcją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rada trzecia - &lt;/span&gt; nie możesz kazać widzowi zwracać uwagi  na obiekty rzędu paru pixeli. On nie zobaczy jakiś małych (chyba, że go zmusisz albo bardziej zaintrygujesz), ale znaczących zacieków, cieni itd - widzi tą okładkę jako całość- ty też byś tego nie zauważył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Podejście III:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wysyłam okładkę do "zleceniodawcy" wydaje się, że jest ok. Ale jednak nie jest. Okazuje się to po paru tygodniach. Miasto nie wygląda jak miasto, ale jak zamek albo kościół, do tego nie z zapałek, a z kartonu. Mają rację, teraz to widzę. Ok, spróbuje to poprawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po paru godzinach bawienia się w niepotrzebne drobiazgi, mam poprawioną wersję. Ale nie ma się co okłamywać, pomysł w założeniu był niedopracowany, przekombinowany. Jakoś ją akceptuje, chociaż teraz "miasto" wygląda jak pieprzony sękacz - ale za to zapałka prezentuje się dużo lepiej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2Pupf2qRI/AAAAAAAAANI/m5Z5Nfuxfuk/s1600-h/przod2+kopia.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 313px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2Pupf2qRI/AAAAAAAAANI/m5Z5Nfuxfuk/s320/przod2+kopia.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5376611561726454034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rada czwarta&lt;/span&gt; - nie próbuj reanimować graficznego trupa - jak pomysł, podejście było od podstaw błędne to takie pozostanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Podejście IV:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ale ja brnę w to dalej. Wywalam "miasto", znajduję jakąś starą wersję projektu. W rozmowie, ze "zleceniodawcą" podsuwa mi on pomysł rozrzuconych na końcu benzynowej strugi zdjęć, jako symbolu zerwania z przeszłością. Podoba mi się. Ale nie chcę popełnić tego samego błędu z brakiem wyraźności (leżące gdzieś daleko zdjęcia wyglądałyby po prostu jak porozrzucane papiery), nie wiem, że i tak popełniam błąd bo znowu reanimuje trupa. Dorabiam strugę benzyny aż do ściany, zdjęcia, znalezione w galerii nk "zleceniodawcy" ;) wieszam na murze i polewam go benzyną (oczywiście w fotoszopie :P). Brakuje mi czegoś. Daję napis. Ok, teraz symbol złożenia w ofierze, zerwania z przeszłością - pewnie jakąś dawną miłością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2PbopuRwI/AAAAAAAAANA/QPe7Vs1xcbY/s1600-h/lastmatchOkladka1,23123b+kopia.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 313px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2PbopuRwI/AAAAAAAAANA/QPe7Vs1xcbY/s320/lastmatchOkladka1,23123b+kopia.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5376611235081897730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Trochę emo (pocieszam się, że nie może być bardziej niż w  najnowszej okładce Green Daya ;) ) i ta czerwień mi średnio pasuje kolorystycznie. Mam dosyć, wysyłam. Bez entuzjazmu. I w sumię się nie dziwie. Wysyłam linka do &lt;a href="http://czarno-na-bialym.deviantart.com/art/zaklecia-76994305"&gt;ekstra zdjęcia&lt;/a&gt; znalezionego kiedyś przez Peempka na deviantarcie, które dobrze pasuje do nazwy. Ja już nie mam siły. Podoba się bardzo - pogadają z autorką. Koniec współpracy ze mną.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rada piąta, ostatnia&lt;/span&gt; :P - proste, ale genialne pomysły są najlepsze - zwłaszcza na okładkach - to w nich ukryte są emocje i możliwości, a nie w rozbuchanych niepotrzebnie kompozycjach - liczy się emocjonalne piętno które pozostaje na widzu -nawet na tym chwilowym, który tylko na nią zerknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę nie wiem komu się te rady przydadzą :D, ale w sumie dotyczy to grafiki w ogóle, więc chyba warto o tym pamiętać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec, na pocieszenie po tej smutnej, acz potrzebnej lekcji moja lekko obrazoburcza " 'Dziewczyna z Perłą' Veermera na cztery kliknięcia",  czyli "Cześć kocie jestem dziewczyną z perłą mrau!" (lub do wyboru w wersji powiększonej -  opcja nekrofilska - "Jestem Martwą Dziewczyną z Perłą mrau")&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2OcndIOEI/AAAAAAAAAMo/yVXMFzMvDbs/s1600-h/veermermraupsd.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 263px; height: 175px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2OcndIOEI/AAAAAAAAAMo/yVXMFzMvDbs/s320/veermermraupsd.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5376610152428877890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na koniec końców (at last[match ;)] but not least) chciałbym podziękować Peempkowi za pomoc i późniejszą szczerą krytykę. Miałaś  nosa do  średniości tego pomysłu :P... ale ja i tak  lubię te zdjęcia, może kiedyś się przydadzą? Będą czekać na lepsze czasy ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-3910923514974591443?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/3910923514974591443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/09/lekcja-1-jak-nie-robic-okadek-pyt.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3910923514974591443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3910923514974591443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/09/lekcja-1-jak-nie-robic-okadek-pyt.html' title='Lekcja 1: Jak nie robić okładek płyt'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sp2PKstMXqI/AAAAAAAAAM4/D1Z-Jz4XGgI/s72-c/przod2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-3883709783887381379</id><published>2009-08-29T23:55:00.006+02:00</published><updated>2009-08-30T01:19:21.393+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znaleziska internetowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>You're obviously smart, confident and know what you want in life</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Was też dopadła apatia końca wakacji? Wiem, wszyscy o tym piszą na blogach, że szkoła, że robota, że zimno się robi, i jakoś tak ooo,  ale świat się nie kończy (czekamy do 2012). Kiedyś (w moim przypadku za rok) będziemy za tym tęsknić i wspominać z uśmiechem jak to było fajnie jak byliśmy gówniarzernią (choć nie ma się co  okłamywać - będziemy nią przez całe życie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czeka mnie, o czym pisałem w poście "No future!", Złowieszczy Egzamin Dojrzałości. Niestety nie dano mi  możności zadecydowania czy czuję się na tyle dorosły by go pisać. Czas pokaże. Przypominają mi się (tzn Wikipedia mi je przypomniała)  słowa Adasia Miałczyńskiego z Dnia Świra: "Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?" - tak to o mnie, tak to o tobie, tak to o nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy młodymi kretynami-idealistami, z  naszymi naiwnymi marzeniami i fałszywym, wykreowanym poczuciem własnej wyjątkowości. Wykreowanym przez rynek -  bo wyjątkowość, niezależność i pseudo odmienność się dobrze sprzedaje. Tymczasem Adidas (®), Reebok (®), Converse (®), Wstaw Markę Która Określa Twój Niepowtarzalny Styl (®), karmią nas każdego ranka sloganami "Just do it!", "Go for it!", "You're special!", " You can!".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd ta jakże oryginalna refleksja ;)? Oto co napisała do mnie Puma (®) w parostroniczkowej (cóż za troska o środowisko naturalne!) metce do plecaka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"So you're interested in Puma? Nice move. You're obviously smart, confident and know what you want in life.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sure, you work hard, but you're no slave to the rat race. You know the score. You call the shots. You make the most of your chances.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;So buy this, it suits you."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nojapierdole, ja chciałem tylko plecak.. choć trzeba przyznać, że chłopaki mają jeszczę odrobinę autoironii, na jednej ze stron przedstawili kołowy wykres: "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;4% of people regularly read these things. 96% of people do something more important"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz takie tam różne znaleziska internetowe. Informacja sprzed paru dni, więc już lekko nieświeża - wygląda na to, że wrócił wspaniały komiks netowy &lt;a href="http://www.daily.art.pl/"&gt;daily&lt;/a&gt;!&lt;br /&gt;Poza tym świetny, dość dawny artykuł Masłowskiej  (o którym wzmianka była w jednym z postów na Daily) &lt;a href="http://forum.cdrinfo.pl/attachments/f5/32973d1154343027-do-przemyslenia-dorota-maslowska-przyszkoleni-do-jedzenia.pdf"&gt;"Przyszkoleni do jedzenia"&lt;/a&gt; - po jego przeczytaniu wiem, że Masłowska musi wielką pisarką być i nie dostała Nike  przez przypadek ;). To wielka demistyfikacja pokolenia przełomu lat 80 i 90, ale także i późniejszego (czyli mojego). Mocna rzecz.&lt;br /&gt;Na koniec znalezisko absolutnie genialne :D (też suchar, ale ja o internetowych trendach zawsze dowiaduje się jakoś z opóźnieniem :P) czyli &lt;a href="http://www.dobro-dobro.pl/"&gt;Ksiądz Dobro-dobro&lt;/a&gt;, którego śmiem nazwać polskim Monty Pythonem (z naciskiem na pythonowski skecz-reportaż o gangach staruszek). Z odcinka na odcinek coraz lepsze :D - szkoda, że już niekontynuowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; Jaki jest mój plan na najbliższą przyszłość? Napisać kilka opowiadań. Przeczytać jak najwięcej książek (i w końcu Masłowską) - napisać o tych dobrych na blogu. Wybrać przedmioty maturalne - uczyć się ich systematycznie. Jeść więcej owoców. Wstawać o normalnych porach. Ćwiczyć pół godziny dziennie. Co dwa dni obejrzeć jakiś film Bergmana, Felliniego, Antonioniego, Jarmuscha i innych wielkoludów kina, zdać dobrze maturę, pojechać na jakiś mega-giga-psychodeliczny koncert. Wydorośleć w końcu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-3883709783887381379?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/3883709783887381379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/08/youre-obviously-smart-confident-and.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3883709783887381379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3883709783887381379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/08/youre-obviously-smart-confident-and.html' title='You&apos;re obviously smart, confident and know what you want in life'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-1123982028234536157</id><published>2009-08-21T00:10:00.013+02:00</published><updated>2010-05-09T20:17:30.961+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersz'/><title type='text'>Wewnętrzne życie sprzętu AGD</title><content type='html'>wymieniliśmy Panu pompkę&lt;br /&gt;sądzimy, że to ona była przyczyną problemów&lt;br /&gt;a nie Pański programator&lt;br /&gt;to ona właśnie&lt;br /&gt;napełnia Pana&lt;br /&gt;wodą zimną i gorącą na przemian&lt;br /&gt;i pozwala jej szybciej krążyć&lt;br /&gt;wirując Panem&lt;br /&gt;ale teraz powinno być już dobrze&lt;br /&gt;może Pan znowu prać spokojnie&lt;br /&gt;będąc na powrót&lt;br /&gt;metodycznym&lt;br /&gt;sprawnym&lt;br /&gt;i punktualnym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;bo widzi Pan&lt;br /&gt;stara pompa miała fabryczną wadę&lt;br /&gt;była jakoś tak... nadwrażliwa&lt;br /&gt;na te wszystkie małe spięcia&lt;br /&gt;przerwy w dostawach prądu&lt;br /&gt;i wtedy całkiem zapominała&lt;br /&gt;że trzeba prać, wirować, suszyć&lt;br /&gt;prać, wirować, suszyć&lt;br /&gt;całe pranie przestawało dla niej istnieć&lt;br /&gt;a Pan pogrążał się w apatii piorąc ciemne rzeczy&lt;br /&gt;albo wręcz odwrotnie&lt;br /&gt;- swoim energicznym wirowaniem budził Pan wszystkich domowników&lt;br /&gt;wszystko przez nią!&lt;br /&gt;zupełnie nie chciała  słuchać programatora&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ale teraz jest Pan już zdrowy&lt;br /&gt;i do tego odporny na ten kamień który osadzał się na jej dnie&lt;br /&gt;niech Pan w ogóle o niej zapomni&lt;br /&gt;i zda się na chłodną analizę programatora&lt;br /&gt;on będzie wiedział co dla Pana najlepsze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;bo w końcu to najważniejsze&lt;br /&gt;by nie zapominać o praniu&lt;br /&gt;i nie wirować zbyt mocno&lt;br /&gt;prawda?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-1123982028234536157?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/1123982028234536157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/08/wewnetrzne-zycie-sprzetu-agd.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1123982028234536157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1123982028234536157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/08/wewnetrzne-zycie-sprzetu-agd.html' title='Wewnętrzne życie sprzętu AGD'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-5200282698238267970</id><published>2009-08-07T14:52:00.018+02:00</published><updated>2009-08-08T19:27:10.920+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Beautiful Night</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;U2 na Stadionie Śląskim w Chorzowie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;6 sierpnia 2009 roku. Mam nadzieję, że zapamiętam ten koncert na długo, bo zaiste mam o czym opowiadać dzieciom i wnukom ;), chociaż oni pewnie oleją moje opowieści o lądowaniu kosmicznej stacji na Stadionie Śląskim w Chorzowie i o 60 tysięcznej, ludzkiej fladze. Powiedzą: tato/dziadku ja widziałem/widziałam U2 grające na Księżycu /pod wodą / na pierścieniach Saturna (tak, tak U2, znając życie, będzie grać do końca świata i jeszcze dłużej - Bono, Edge i reszta paczki na pewno coś wymyślą, może klonowanie?).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sn1bFfnPfvI/AAAAAAAAAMQ/7Xtv7J8ertA/s1600-h/Zdj%C4%99cie022.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 234px; height: 175px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sn1bFfnPfvI/AAAAAAAAAMQ/7Xtv7J8ertA/s320/Zdj%C4%99cie022.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5367546480839065330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale od początku. Dzień wcześniej - 5 sierpnia - wyjazd do Dużego Miasta, z  którego następnego dnia o 6 rano wyjechałem pociągiem prosto do Katowic. Miałem szczęście, akurat w Dużym Mieście w  pociągu było luźno, spokojnie znalazłem miejsce w przedziale. Jazda (dla wielu dosłownie i w przenośni) zaczęła się w Radomiu i Kielcach. Ludzie z braku miejsc siedzieli w korytarzu, ze słuchawkami na uszach, w koszulkach, bluzach U2, cali rozgorączkowani. Bóg wysłuchał naszych modlitw i złorzeczeń, bo  od Radomia zajaśniało słońce - może nawet trochę za bardzo, bo momentalnie zrobiło się strasznie duszno. W międzyczasie poczytując &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Pociągi pod specjalnym nadzorem" &lt;/span&gt;Hrabala (książka, nieprzypadkowo wybrana na podróż pociągiem,  okazała się świetna ;))  przesłuchałem sześć albumów U2 - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Achtung Baby, All That You Can't Leave Behind, The Jeshua Tree, No Line On The Horizon.&lt;/span&gt; Bo muszę się tutaj od razu bez bicia przyznać, że żadnym fanem U2 nie jestem :P. Znałem te radiowe hiciory, no i żeby nie być całkowitym ignorantem tydzień temu cośtam z dyskografii zacząłem słuchać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O godzinie 12.00 dotarłem na miejsce (to była moja druga podróż pociągiem, jak na razie nie mam PKP nic do zarzucenia - żadnych opóźnień :P). Potem krótkie, przelotne zwiedzanie Katowic - przede wszystkim wzniesionego pod koniec XIX wieku osiedla patronackie Nikiszowiec - coś niesamowitego. Miejsce w którym czas się zatrzymał. Wszystkie budynki z czerwonej cegły, krawędzie otworów okiennych pomalowane na czerwono... sprawia wrażenie kolonii z innego świata, odseparowanej, zamkniętej, mrocznej mrocznością  robotniczego kombinatu, ale jednocześnie posiadającej własny wyjątkowy styl, charakter i architektoniczną głębię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;o 16 przyjeżdża mój brat ze swoją dziewczyną. Idziemy na przystanek tramwajowy..i zaczynają się schody. To że tramwaj jest przeładowany i tkwimy w nim ściśnięci jak śledzie to nic. Pojazd przejeżdża kilkaset metrów, zatrzymuje się na przystanku... i nie może jechać dalej, rusza 20 centymetrów i zatrzymuje się, drzwi się otwierają i zamykają, znowu rusza z podobnym rezultatem. Ludzie zdezorientowani, wyjątkowo młody jak na kierowcę tramwaju facet (na oko dwadzieścia parę lat) wysiada klnąc pod nosem. Początkowo myśleliśmy że to przez przeładowanie - silnik nie daje rady. Wysiadamy. Za chwilę kierowca wsiada z powrotem do kabiny, gotów do jazdy. Pasażerowie znowu ładują się do tramwaju (cała operacja wygląda  trochę komicznie), tramwaj przejeżdża dwieście metrów, pojawia się dziwny swąd palonej gumy/elektryki i zatrzymuje się znowu. Winne okazują się hamulce, a akcja powtarza się kilka razy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu zrezygnowaliśmy z tego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"specjalneg&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;o"&lt;/span&gt; koncertowego tramwaju i przystanek dalej wsiedliśmy do innego (oczywiście także przepełnionego).  O17 z minutami jesteśmy na miejscu, na nasz sektor (trybuny) weszliśmy bez problemów - choć ochrona była dość skrupulatna i przyczepiała się np. do zakręconych butelek - trzeba było je przy nich odkręcać i wyrzucać zakrętki (pokręcony świat zasad bezpieczeństwa) czy aparatów większych od głupów bez obiektywów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stadion powoli się zapełnia, koncert był częścią &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"360 tour" &lt;/span&gt;dlatego publika była z każdej strony. Kilkudziesięcio metrowa konstrukcja nad sceną przypominała wielkiego pająka albo  jakąś stację kosmiczną obcych, z gigantycznym kolistym telebimem nad okrągłą sceną. Wokół sceny, kilka metrów od niej biegła kładka-wybieg dla zespołu, natomiast wybieg i scene łączyły ruchome mostki. Między sceną a wybiegiem zebrali się najwierniejsi fani (albo raczej fanatycy), którzy koczowali w kolejce pod stadionem od  godziny 18 dnia wcześniejszego. Częściowo w środku  i na zewnątrz tego pierścienia  znajdowało się coś co zostało dumnie nazwane &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Red Zone"&lt;/span&gt; - najdroższe bilety koncertu 1400 zł. Fakt to masakrycznie dużo, ale myślałem, że freaków w Polsce nie brakuje i ten obszar też będzie zapełniony, możliwe, że do tej strefy była po prostu mała ilość biletów, ale ja współczuje tym ludziom :P dla mnie koncert w którym do drugiego słuchacza mam 3 metry to nie koncert ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasze miejsca były na trybunach od  tylnej strony sceny - wiem dziwnie to brzmi przecież to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"360 tour"&lt;/span&gt;, ale scena nie była idealnie na środku stadionu (była bliżej nas :D) i mimo, że U2 biegało wszędzie, to przez większość koncertu stali do nas plecami (na szczęście był ten niesamowity telebim więc wyszło ok). Trochę szkoda, wśród tych wodotrysków, które U2 wczoraj zaserwowało, mogłaby się znaleźć obrotowa scena (myśleliśmy, że taka właśnie będzie, jej budowa na to wskazywała). No ale nie można mieć wszystkiego ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzowie przy kawałku "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;New Year's Day"&lt;/span&gt; podnosząc  czerwone koszulki, kartki  na płycie i białe na trybunach mieli utworzyć flagę Polski, część już była odpowiednio ubrana więc flaga była lekko widoczna, na co trochę narzekaliśmy (nieświadomi widoku jaki nas czeka na rzeczonym kawałku ;) ). Muszę przyznać, że widownia była nieziemska. Trochę obawiałem się tych miejsc siedzących, dotychczasowe koncerty (no tak dużo wcale ich nie było ;) ) przeżywałem na płycie, więc "wygodne" krzesełko było dla mnie nowością. Na szczęście okazało się bezużyteczne - cały stadion, łącznie z trybunami, stał, skakał, klaskał i śpiewał, a od 17 do występu Snow Patrol przez widownie przewalały się kolejne meksykańskie fale (ekstra widok ;D i zabawa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O 18.30 zaczyna grać Snow Patrol. Trochę nieufnie podchodziłem do tego supporta, z tego co słyszałem w necie nic mi się specjalnie nie podobało. Ot taki pop roczek czy rock popik, prosty, bez jakiś wydumanych (a czasami w ogóle ) melodii (poza ciekawym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Shut your eyes"), &lt;/span&gt;mało rozpoznawalny wokal.  Zaskoczenie. Wychodzi 5 gości. Ubranych NORMALNIE, a nie żadne tam indie-krwa-alternative style na siłę, wyglądających normalnie (wokalista bez grzywki [ za to fajna Beatelsowa fryzura :P] w stylu american-romantic-boya czy innego Zaca Bufona [Efrona]), no może poza basistą, który grał z ręką w gipsie :D. Kontakt  z publiką bardzo dobry - frontman naturalny, uśmiechnięty, gadający z zarówno z ludźmi "z przodu" jak i "z tyłu" sceny. A gra? Żadne tam wirtuozerstwo, ale sympatyczne, panowie wiedzieli, że są supportem i  rozgrzali publikę - czyli zrobili to co do nich należało. Zresztą zostali bardzo dobrze przyjęci i pożegnani przez widzów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawie punktualnie, o 21:02 wychodzi U2 i zaczyna  się show. Najpierw kawałki z nowej płyty i zabawy owalnym telebimem. Obraz z pięciu albo więcej kamer, genialne łączenie ujęć, animacje, światła i 60 tys rąk w górze - zaleta siedzenia na trybunach- gdyby Blaise Pascal żył w naszych czasach jego tekst o myślących trzcinach nie byłby wcale oryginalny - po prostu oznaczałoby to, że oglądał koncert U2. Wyobraźcie sobie morze rąk falujących w jednym rytmie, odpowiednio oświetlonych, wyglądających jak dojrzałe zboże...Potem hity Beautiful Day - refren z niezliczonej ilości gardeł, Elevation, telebim nagle zaczyna się rozciągać, tworząc pewnego rodzaju siatkę i opada wokół sceny, wyglądając jak świetlny wir.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu NewYear's Day. Oświetlenie stadionu się zapala i naszym oczom &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sn1bb70IO6I/AAAAAAAAAMY/1RWfZL7dOvk/s1600-h/Zdj%C4%99cie054.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 171px; height: 229px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sn1bb70IO6I/AAAAAAAAAMY/1RWfZL7dOvk/s320/Zdj%C4%99cie054.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5367546866366430114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ukazuje się prawdziwa żywa flaga - widok niesamowity, każdy pamiętał by przynieść ze sobą coś w odpowiednim kolorze - ręczniki, kartki papieru,  koszulki, a nawet pieluchy :P. Bono bierze z widowni flagę Solidarności, kładzie ją na ziemi i całuje, po czym wiesza ją na perkusji. Może to brzmi banalnie, ale naprawdę pierwszy raz od dawna poczułem się dumny z tego jestem Polakiem i jednocześnie czułem się wyjątkowo związany z innymi, a kiedy  tak staliśmy koszulkami w górze, tworząc flagę, naprawdę zrozumiałem i przyjąłem do siebie te wydające się wcześniej takie banalne teksty Bono, przez chwilę wiedziałem, że naprawdę wszyscy jesteśmy braćmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazało się (przynajmniej ja o tym nie wiedziałem), że Edge tego dnia obchodził urodziny. Na scenie pojawił się szampan, a widownia zaśpiewała wielkie polskie "sto lat", a potem "happy birthday"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później nie było już tak kolorowo - zaczęła się polityka. Ale przed tym parę szybkich kawałków z wcześniejszej płyty no i utwór na którego najbardziej wyczekiwałem - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sunday Bloody Sunday&lt;/span&gt;. Wspaniała piosenka, na żywo wyszła również ekstra, mimo, że z polityką w tle. Na telebimach animacje związane z Iranem. Kolejne &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"MLK" i "Walk On"&lt;/span&gt;, dedykowane Aung San Suu Kyi - birmańskiej noblistce, wybranej w demokratycznych wyborach na prezydenta Birmy, przetrzymywanej w areszcie domowym przez nielegalny, zbrodniczy reżim. Na kolisty  weszło kilkadziesiąt osób trzymających przy twarzach maski z twarzą Aung San. Ok to było jeszcze w porządku, w końcu Bono śpiewa w słusznej sprawie. Potem na telebimie pojawił się  południowoafrykański biskup-noblista Desmond Tutu, łechcący nasze sumienia gładkimi słówkami jak to wygrywamy z malarią czy AIDS i że to dzięki nam, widzom&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "360 tour",&lt;/span&gt; w roku 2000 krajom trzeciego świata zostały cofnięte długi wobec krajów pierwszego świata... i to już było niefajne... czułem się trochę nieswojo. W końcu to nie koncert charytatywny, tylko show za grubą kasę..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne utwory były trochę słabsze - zwłaszcza "techniawkowa" wersja utworu z nowej płyty &lt;i&gt; "I'll Go Crazy If I Don't Go Crazy Tonight". Na sam koniec bardzo klimatyczne "One" &lt;/i&gt; - Bono poprosił technicznych o zgaszenie świateł, a widzów o włączenie wyświetlaczy telefonów i utworzenie "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;drogi mlecznej"&lt;/span&gt; - powstał widok nie do opisania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minęły bisy, czas było rozejść się do domów, do pociągów, samochodów. O ile wyjście ze stadionu było dość proste, to o jeździe "specjalnymi" tramwajami nie mogło być mowy - ludzie dosłownie tkwili w nich wciśnięci w szyby. Szliśmy więc pół godziny w rzece ludzi, zanim udało nam się wcisnąć do tramwaju kilka przystanków dalej. To był koszmar. Pot wcale nie jest zapachem zwycięstwa ;P zwłaszcza gdy wydziela go stojący obok grubas, który nie ma nawet tyle przyzwoitości by trzymać się poręczy nad pasażerami jedną ręką... na wpół przyduszeni  i uduszeni dotarliśmy do samochodu... resztę drogi powrotnej krajową czwórką do Wrocławia prawie nie pamiętam :P - na szczęście to nie ja musiałem prowadzić - długo walczyłem z samym sobą, żeby nie zasnąć,  ale kojące mruczenie silnika ukoiło mnie do snu i w takim stanie pół letargu dotarłem o trzeciej do Wrocławia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co do samego koncertu, jego teatralności i megatowości, żeby podsumować, pozwolę sobie zacytować Siarę z Kilera:&lt;br /&gt;"Mają rozmach sk*rwysyny!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrowienia z Wrocławia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Zdjęcie poniżej z gazeta.pl (New Year's Day). Zdjęcia powyżej zrobione komórką - stąd paskudna jakość&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sn1b2yxt2lI/AAAAAAAAAMg/iyMs1IhpO-E/s1600-h/m6903955.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 101px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sn1b2yxt2lI/AAAAAAAAAMg/iyMs1IhpO-E/s400/m6903955.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5367547327796861522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;setlista&lt;br /&gt;&lt;i&gt;1. "Breathe"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;2. "No Line On The Horizon"&lt;br /&gt;3. "Get On Your Boots"&lt;br /&gt;4. "Magnificent"&lt;br /&gt;5. "Beautiful Day"&lt;br /&gt;6. "Elevation"&lt;br /&gt;7. "New Year's Day"&lt;br /&gt;8. "I Still Haven't Found What I'm Looking For" / "Stand By Me"&lt;br /&gt;9. "Stuck In A Moment You Can't Get Out Of"&lt;br /&gt;10. "Unknown Caller"&lt;br /&gt;11. "The Unforgettable Fire"&lt;br /&gt;12. "City Of Blinding Lights"&lt;br /&gt;13. "Vertigo"&lt;br /&gt;14. "I'll Go Crazy If I Don't Go Crazy Tonight"&lt;br /&gt;15. "Sunday Bloody Sunday"&lt;br /&gt;16. "Pride (In The Name Of Love)&lt;br /&gt;17. "MLK"&lt;br /&gt;18. "Walk On"&lt;br /&gt;19. "Where The Streets Have No Name"&lt;br /&gt;20. "One"&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;bis:&lt;i&gt;&lt;br /&gt;21. "Ultraviolet (Light My Way)"&lt;br /&gt;22. "With Or Without You"&lt;br /&gt;23. "Moment Of Surrender".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;Na koniec niezapomniana "droga mleczna"&lt;i&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4BScsT78bgc&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/4BScsT78bgc&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-5200282698238267970?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/5200282698238267970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/08/beautiful-night.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5200282698238267970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5200282698238267970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/08/beautiful-night.html' title='Beautiful Night'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sn1bFfnPfvI/AAAAAAAAAMQ/7Xtv7J8ertA/s72-c/Zdj%C4%99cie022.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-2469331785292677178</id><published>2009-08-01T17:00:00.007+02:00</published><updated>2009-08-05T14:30:32.763+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znaleziska internetowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grafika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>"Warsaw calling. Warsaw calling all the free nations..."</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnA7Z_eHCvI/AAAAAAAAALI/DBcZaSWTdic/s1600-h/Warsaw_Uprising_boyscouts.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 251px; height: 183px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnA7Z_eHCvI/AAAAAAAAALI/DBcZaSWTdic/s320/Warsaw_Uprising_boyscouts.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363852473918753522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;1 sierpnia... niestety dla większości  Polaków (nie tylko młodych ;) ) ta data z niczym się nie kojarzy. No bo co by to mogło być? Środek lata? Święto bikini? Eee, a może czyjeś imieniny? Tak. Paradoksalnie tak. 1 sierpnia to imieniny Nadziei (jeśli jakąś znacie to lećcie złożyć życzenia!). Co za ironia. A może cudowny znak?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;65 lat temu.  Godzina 17 z minutami. Nadzieja, najpiękniejsza dziewczyna w mieście, ubrana w letnią jasnozieloną sukienkę przechadza się ulicami Warszawy. Lato tego roku jest niezwykle gorące. Na Mokotowie niepodzielnie panują skwar i Niemcy. Ale wkrótce  ma się to zmienić. Miasto jest dziwnie spokojne, nienaturalnie opustoszałe, jakby czegoś wyczekiwało, jakby milion mieszkańców jednocześnie wstrzymywało oddech. Dziewczyna słyszy szybkie kroki. Mija ją w biegu harcerka z biało-czerwoną  opaską na ramieniu i szarą teczką w ręku.  Harcerka zatrzymuje  się, odwraca do Nadziei i błogosławi jej. Dziewczyna w jasnozielonej sukience odpowiada uśmiechem i pozwala łączniczce  pobiec dalej. I choć wie jak to się skończy, postanawia, że będzie za nimi szła. Krok w krok. I choć jasnozielona sukienka zedrze się do szczętu, choć straci powab i kolor w ogniu barykad i piekle kanału, nie zostawi ich. Będzie z nimi  aż do końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę się rozwodził nad słusznością, bądź niesłusznością Powstania. To temat rzeka, spór, który prawdopodobnie nigdy nie wygaśnie.&lt;br /&gt;Bo choć uważam, że żadna idea nie jest warta ludzkich istnień, a w Powstaniu zginęło 20 tysięcy powstańców i 120 tysięcy mieszkańców Warszawy,  szanuję walczących i oddaję im hołd. Robię to tym bardziej dlatego, że byli to młodzi ludzie, tacy jak ja czy ty. Z marzeniami, ideałami, jeszcze wierzący, że prawda i dobro potrafią zwyciężyć wszystko. Dla nich walka wcale nie wydawała się beznadziejna ani z góry skazana na porażkę. Byli pewni, że pomogą im czerwoni, którzy lada dzień mieli dotrzeć do stolicy, byli pewni, że dzięki elementowi zaskoczenia zdobędą znaczną przewagę nad Niemcami, a cała ludność miasta spontanicznie się do nich przyłączy. Jednak mimo początkowych sukcesów, rzeczywistość szybko pozbawiła ich złudzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Często zastanawiam się, jak ja bym wtedy zareagował? Albo czy moje "niepatriotyczne" pokolenie byłoby zdolne do takiego zrywu. Myślę, że tak - patriotyzm rodzi się zawsze w sytuacjach zagrożenia, z kolei kiedy ludziom żyje się spokojnie i dobrze  zdaje się zanikać - to naturalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno nie byłoby to powstanie na taką skalę. Żeby to zrozumieć, trzeba spróbować stworzyć portret warszawskiego "pokolenia Kolumbów" - kwiatu młodej inteligencji, synów i córek Legionistów, wychowanych w domach o bogatych tradycjach patriotycznych,  ze zdjęciem Marszałka Piłsudskiego wiszącym w salonie. Byli pokoleniem pragnącym wielkich czynów i wyzwań, przepełnionym idealizmem. Teraz wyobraźmy sobie cztery lata pod nazistowskim butem i ten poziom wkurwienia jaki w nich narastał... Oni byli zapałkami, choć nie zdawali sobie z tego sprawy, mieli rozbłysnąć silnym światłem, ale na krótko. Krzysztof Kamil Baczyński, jeden z moich ulubionych poetów, który zginął w pierwszych dniach Powstania... nie wyobrażam  go  sobie jak spokojnie dożywa starości, pykając fajkę, bo choć zginął w wieku 23 lat, ma się wrażenie, czytając jego poezję i biografię, że przeżył wszystko, napisał wszystko, jakby jego życie było krótkie, ale za to niesamowicie  skondensowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak ci ludzie odnaleźliby się w nowej, komunistycznej, zniewolonej rzeczywistości? Czy również stawiliby jej opór? Z jakim skutkiem? Z drugiej strony, czy gdyby żyli komunizm zadomowiłby się w Polsce tak łatwo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie można też całkiem "ubrązawiać" obrazu Powstania Warszawskiego. Miasto zostało zrównane z ziemią. Zginęło 120 tysięcy cywilów! To oni ucierpieli najbardziej, z rąk Niemców, ale również i powstańców - zdarzały się przypadki egzekucji mieszkańców, którzy nie chcieli udzielić pomocy walczącym. Kiedy stare miasto zostało podpalone przez Niemców, dostęp do kanału, który był jedyną drogą ucieczki, dostali jedynie powstańczy żołnierze. Ranni i cywile musieli zostać.&lt;br /&gt;Na pewno oprócz ludzi inteligentnych, prawdziwych patriotów, w Powstaniu walczyli także zwykli zadymiarze - chcący sobie postrzelać, wyładować nienawiść na Niemcach. To normalne. W końcu to było kilkadziesiąt tysięcy ludzi! - nie każdy był człowiekiem bez skazy bez zmazy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale wszystko jeszcze przed nimi. Dopiero 1 sierpnia. Godzina 17:00. Czekają ich dwa długie miesiące walki, piekła, głodu, czerwonki, strachu i śmierci na każdym kroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo poruszyło mnie zdjęcie, autorstwa Jerzego Tomaszewskiego, reportera Powstania, które widzicie na początku tego posta. Zawsze myślałem, że ta słynna fotografia została wykonana na początku, który zdawał się początkiem wolności - powstańcy o  dojrzałych, delikatnych rysach uśmiechają się, wyglądając przy tym tak pięknie, tak beztrosko. Uwagę przykuwa dziewczyna - w za dużym niemieckim hełmie, o dziecięcej twarzy i z całkiem "niewojenną", niepasującą, ale nadającą niezwykłego uroku apaszką, będącą może próbą zachowania własnej kobiecości. Po drugiej stronie kadru chłopak, uśmiecha się leciutko,  jakby ironicznie, czoło wysokie, bujna czupryna, zawadiacko postawiony kołnierz. Zaskoczenie - to nie zdjęcie  z entuzjastycznych początków - zostało zrobione 31 sierpnia, a jego bohaterom właśnie udało się przebyć morderczą ucieczkę kanałami Starego Miasta. Siła nadziei - przeżyli i choć przed nimi może dzień, tydzień, miesiąc życia, cieszą się, rzeczywistość, jaka by nie była, po błądzeniu w kanałach i tak wydaje się cudowna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec tej części posta fotografia z albumu  ze zdjęciami Tomaszewskiego. Ponieważ to skan, a wydanie jest dość stare, jakość nie jest najlepsza. Przedstawia powstańca wychodzącego z pomocą innych z kanału. Jego twarz, jego spojrzenie mówią same za siebie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB-f3et9fI/AAAAAAAAAMA/2dvXSksczik/s1600-h/skanuj0001.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 305px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB-f3et9fI/AAAAAAAAAMA/2dvXSksczik/s320/skanuj0001.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363926242132096498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Hardkor44&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przez wiele lat Powstanie nie wpływało znacząco na kino (na muzykę również do czasu kiedy Lao Che wydało rewelacyjną płytę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Powstanie Warszawskie"&lt;/span&gt;). Ten niesamowicie złożony i wydaje mi  się atrakcyjny temat jest ciągle  pomijany przez filmowców.  Na wzmiankę zasługuje jedynie wspaniały &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Kanał" &lt;/span&gt;Wajdy, który powstał  w 1957 roku - więc kawał czasu temu, a potem? Nic. Ale już niedługo może się to zmienić, do tego w kierunku jakiego nikt się nie spodziewał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomek Bagiński, najsławniejszy i najlepszy polski animator komputerowy, autor słynnej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Katedry"&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Sztuki spadania"&lt;/span&gt; tworzy swój pierwszy pełnometrażowy i do tego aktorski film. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Hardkor44"&lt;/span&gt; współfinansowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego ma być filmem... science fiction. Nie dość tego, całość ma być bardzo komiksowa, skonstruowana w amerykańskim stylu, tworzona techniką i czerpiąca wzorce z takich filmów jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt; "300" &lt;/span&gt;czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Sin City"&lt;/span&gt;. Jednym słowem jak to określili sami twórcy - powstańcy będą piękni i młodzi, łączniczki zgrabne,  a naziści będą krwiożerczymi robotami-cyborgami stworzonymi z ciał Niemieckich żołnierzy poległych na froncie wschodnim...brzmi dziwnie. Ciekaw jestem ile zostanie w tym filmowym powstaniu z samego Powstania... może być super, może być klapa - ale znając twórczość Bagińskiego, to drugie raczej odpada ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd ten pomysł? Bagiński mówi o chęci stworzenia polskiego mitu, pokazania Powstania w konwencji "nie na kolanach" i przybliżenia tych dramatycznych wydarzeń młodemu widzowi, do którego, według Bagińskiego, nie da się dotrzeć inaczej niż przez efektowne  eksplozje, tony efektów specjalnych i jasny komiksowy podział na dobrych i złych. Może faktycznie to pomysł trafiony - ja czekam z niecierpliwością na film...tylko czy przybliżanie tematyki Powstania między obżeraniem się popcornem a żłopaniem coli jest dobrym pomysłem? Jeśli w stylu "Mrocznego rycerza" to owszem ;).  Na odpowiedź  jednak przyjdzie nam poczekać. Na razie zachęcam do obejrzenia naprawdę smakowitych koncept artów:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB3jRnqasI/AAAAAAAAALQ/niK4lajYF7A/s1600-h/01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 113px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB3jRnqasI/AAAAAAAAALQ/niK4lajYF7A/s200/01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363918604107147970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB4FNIurUI/AAAAAAAAALg/mWsQtr8nrF0/s1600-h/06.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 113px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB4FNIurUI/AAAAAAAAALg/mWsQtr8nrF0/s200/06.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363919187019214146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB30PNHkoI/AAAAAAAAALY/PLlNGksp6EU/s1600-h/02.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 113px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB30PNHkoI/AAAAAAAAALY/PLlNGksp6EU/s200/02.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363918895516717698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB5D1fEf6I/AAAAAAAAALw/je64CZPAn9g/s1600-h/08.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 94px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB5D1fEf6I/AAAAAAAAALw/je64CZPAn9g/s200/08.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363920263002226594" border="0" /&gt; &lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB4wzL2QpI/AAAAAAAAALo/5_1hDF5DjHQ/s1600-h/07.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 179px; height: 75px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB4wzL2QpI/AAAAAAAAALo/5_1hDF5DjHQ/s200/07.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363919935967216274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB5Wk47wzI/AAAAAAAAAL4/-pV0z8taWX4/s1600-h/09.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 174px; height: 85px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnB5Wk47wzI/AAAAAAAAAL4/-pV0z8taWX4/s200/09.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363920584964817714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[edit 03.08.09: Leon się jednak czasem myli, ale co gorsze Wikipedia również! ;) Zdjęcie otwierające tego posta  poddałem niestety  sporej nadinterpretacji. Na  fotografii, podpisanej w Wikipedii "żołnierze i łączniczki AK" znajduje się trzech chłopaków (a nie dwóch i dziewczyna). Chłopak w hełmie to Tadeusz "Maszynka" Rajszczak. Wpadka solidna, ale za to jaka urocza ;) ]&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-2469331785292677178?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/2469331785292677178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/warsaw-calling-warsaw-calling-all-free.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2469331785292677178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2469331785292677178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/warsaw-calling-warsaw-calling-all-free.html' title='&quot;Warsaw calling. Warsaw calling all the free nations...&quot;'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SnA7Z_eHCvI/AAAAAAAAALI/DBcZaSWTdic/s72-c/Warsaw_Uprising_boyscouts.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-5041904281987237541</id><published>2009-07-20T22:58:00.010+02:00</published><updated>2009-07-26T21:13:18.394+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersz'/><title type='text'>Dla Ciebie Charlotte</title><content type='html'>oto Ty&lt;br /&gt;jesteś żaglówką&lt;br /&gt;płyniesz z gracją zwykle pewna siebie zbuntowana&lt;br /&gt;czasem trochę zagubiona&lt;br /&gt;i choć wcale  nie chcesz w to wierzyć&lt;br /&gt;fale Cię  nie niosą&lt;br /&gt;to Ty niesiesz fale&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oto ja&lt;br /&gt;czasem przepływamy obok siebie&lt;br /&gt;czasem przez krótkie chwile&lt;br /&gt;płyniemy razem&lt;br /&gt;a wtedy  nasze burty rozmawiają&lt;br /&gt;opowiadasz mi o morzach południa&lt;br /&gt;a ja Tobie o morzach północy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i wszystko byłoby wspaniale&lt;br /&gt;gdyby nie to&lt;br /&gt;że jestem rybackim kutrem&lt;br /&gt;Nie nie jestem stary ani zniszczony&lt;br /&gt;po prostu kutry są stworzone&lt;br /&gt;by skrzypieć i rdzewieć&lt;br /&gt;kutry nigdy nie dogonią żaglówek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;mogę tylko bezradnie patrzeć&lt;br /&gt;kiedy Ty jak gdyby nigdy nic&lt;br /&gt;wpływasz do Bermudzkiego Trójkąta&lt;br /&gt;mogę tylko próbować&lt;br /&gt;utrzymać z Tobą pajęczą sieć radiowej łączności&lt;br /&gt;i zawracać&lt;br /&gt;za każdym razem gdy dopływam do Twojego portu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a nawet gdybym Cię dogonił&lt;br /&gt;i płynął obok Ciebie  wystarczająco długo..&lt;br /&gt;to czy łodzie potrafią się objąć?&lt;br /&gt;czy potrafią zatrzymać  się pośrodku rozkołysanego oceanu&lt;br /&gt;i nie płynąć?&lt;br /&gt;niemożliwe&lt;br /&gt;jesteś przecież "Charlotte", a  ja "Łajbą Boba Harrisa"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-5041904281987237541?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/5041904281987237541/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/dla-ciebie-charlotte.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5041904281987237541'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5041904281987237541'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/dla-ciebie-charlotte.html' title='Dla Ciebie Charlotte'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-5939534382906928243</id><published>2009-07-19T16:25:00.015+02:00</published><updated>2009-07-20T22:58:22.755+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><title type='text'>post konsumpcyjno-hedonistyczno-materialistyczny</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SmM6EGne7HI/AAAAAAAAALA/KMExrtdWOAY/s1600-h/1a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SmM6EGne7HI/AAAAAAAAALA/KMExrtdWOAY/s320/1a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360191823671127154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SmMtNz_oTdI/AAAAAAAAAKw/z9laHiCo6U0/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SmMtNz_oTdI/AAAAAAAAAKw/z9laHiCo6U0/s320/2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360177696819662290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SmMtddwqAkI/AAAAAAAAAK4/QSoCUoFbSXk/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 231px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SmMtddwqAkI/AAAAAAAAAK4/QSoCUoFbSXk/s320/3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360177965729186370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie to nie jest wpis z bloga jakiejś  &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;szafiarki&lt;/span&gt; (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;blee&lt;/span&gt;)... albo (jak by to było w rodzaju męskim?) &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;szafiarza&lt;/span&gt; (kojarzy mi się z jakimś osiedlowym cieciem) czy może &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;szafarzysty&lt;/span&gt; (to już lepiej.. choć przywodzi mi na myśl  &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;sufrażystki&lt;/span&gt; i nie wiem czemu członka jakiejś tajnej eserowskiej bojówki)... nieważne. Oto moje trampki, przyszły wczoraj i zaliczyły test &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;sprawnościowy&lt;/span&gt; (stąd trochę kurzu :P) w postaci nocnego łażenia po moim Małym Miasteczku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To moje pierwsze trampki w życiu - dopóki przypadkiem nie zobaczyłem ich gdzieś na allegro nawet bym nie pomyślał, że mógłbym nosić takie buty (nie wiedziałem także o istnieniu tej "trendy" [&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;błeh&lt;/span&gt;] firmy)...i do tego za takie pieniądze...ale ponieważ są po prostu niesamowite (czasem, choć rzadko, miewam &lt;em&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;idée&lt;/span&gt; fixe &lt;/em&gt;na punkcie jakiegoś przedmiotu)   i chodziły za mną od paru miesięcy, a potem  znalazłem w necie wyprzedaż...oto są.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamieściłem własne  zdjęcia, bo te które można znaleźć w necie nie oddają nawet w połowie ich niepowtarzalnego wyglądu(te fotki są zwyczajne...ale &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt;  bardziej naturalne). Jakby ktoś miał wątpliwości - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;przedstawiają&lt;/span&gt; pryzmat &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;rozszczepiający&lt;/span&gt; wiązkę światła i linię pulsu - jest to kopia okładki i motywu jednego z najlepszych albumów w historii muzyki - The &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Dark&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Side&lt;/span&gt; Of The Moon grupy Pink Floyd... ale na tych butach okładka którą widziałem setki razy nabiera niepowtarzalnego,  tajemniczego i świeżego klimatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyglądają ekstra, ale wbrew cenie (mimo, że wyglądają solidnie)  są niesamowicie delikatne...aż strach je nosić.. i chyba będę musiał je na trochę odstawić...&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;strrrasznie&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;(edit: trochę, jak słusznie zauważył kwako, antyteza tej delikatności ;) &lt;/span&gt;) obtarłem sobie wczoraj pięty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego wszystko co piękne musi ranić? ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-5939534382906928243?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/5939534382906928243/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/konsumpcyjno-hedonistyczno.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5939534382906928243'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/5939534382906928243'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/konsumpcyjno-hedonistyczno.html' title='post konsumpcyjno-hedonistyczno-materialistyczny'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SmM6EGne7HI/AAAAAAAAALA/KMExrtdWOAY/s72-c/1a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8423820505555106380</id><published>2009-07-15T20:17:00.014+02:00</published><updated>2009-07-16T01:00:29.729+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>Ostatni psalm</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzwon zrobiony ze starej metalowej miednicy i kamienia na sznurku zadzwonił na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;piętnastominutową&lt;/span&gt; przerwę, która choć miało to niewiele wspólnego z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;rzeczywistością&lt;/span&gt;, w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;dokumentacji&lt;/span&gt;  spoczywającej spokojnie w biurach centrali w Amsterdamie, została nazywana &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„lunchem”&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyczulony na ten dźwięk słuch &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Mekwbe&lt;/span&gt; wyłowił go spośród arytmicznego bicia serca  kopalni. Mężczyzna otarł pot z ciemnego jak heban czoła i odłożył kilof pod pobłyskującą urzekającymi, choć  &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;mikroskopijnymi&lt;/span&gt; i niewartymi wydobycia diamentami. Oprócz czerwonego  kasku, będącego darem od jakiejś organizacji wrażliwych i zawstydzonych swoim bogactwem białych, jedynym ubraniem które miał na sobie były prawie doszczętnie podarte i umorusane skalnym pyłem, niegdyś pewnie niebieskie, szorty adidasa, które wyglądały i okrywały go niemal symbolicznie.  Mężczyzna zwinnie i z wprawą zaczął przeciskać się  przez wąskie, ciemne, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;gdzieniegdzie&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;prowizorycznie&lt;/span&gt; ostemplowane i oświetlone korytarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku minutach był już na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;powierzchni&lt;/span&gt;, w skwarze &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;przedpołudniowego&lt;/span&gt;, senegalskiego słońca. Fala gorąca niemal zbiła go  z nóg. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Mekwbe&lt;/span&gt; oddychając głębokimi haustami powlókł się do jedynego, prócz szałasu ochrony,  ocienionego miejsca na terenie kopalni. Był nim fragment spalonej, czerwonej ziemi na który padał cień gigantycznego szyldu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Free &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Like&lt;/span&gt; A Bird &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Industry&lt;/span&gt;” &lt;/span&gt;znad bramy wjazdowej. Na miejscu  z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;różnokolorowymi&lt;/span&gt; kaskami w dłoniach, czekało już kilku górników i kucharz, który  skrupulatnie, pod czujnym okiem stojącego obok brygadiera, odmierzał  im niewielkie porcje ryżu w ostrym sosie, nakładając go chochlą do wnętrza kasków . &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Mekwbe&lt;/span&gt; stanął spokojnie w kolejce ze swoim kaskiem i dostawszy swój całodniowy posiłek usiadł po turecku na martwej, suchej jak pieprz ziemi. Jadł spokojnie patrząc na szerokie plecy uzbrojonych w karabiny wartowników i nie myśląc o niczym szczególnym. Chwilę po tym jak skończył się posilać brygadier dał wszystkim znak powrotu do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna w niebieskich szortach znowu przeciskał się ciemnymi tunelami  na swój skrawek kopalnianego wyrobiska. W międzyczasie  myślał o wdziękach pięknej Chi-chi, o tym, że chce by była tylko jego na zawsze i chce z nią mieć dużo dzieci, dużo synów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dotarł na miejsce - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;znieruchomiał&lt;/span&gt;. Otworzył usta i przez kilka bardzo długich sekund stał jak wryty. Jego  szeroko otwarte oczy uparcie wpatrywały się w jeden punkt. W miejsce w którym powinien był spoczywać kilof. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Mekwbe&lt;/span&gt; złapał się za głowę, jęknął przerażony,  podbiegł do ściany i gorączkowo wodząc rękoma po wyrobisku,  wodził &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;przestraszonym&lt;/span&gt; wzrokiem we wszystkie strony. Był pewien, że go tam odłożył. Jęczał, niemal płacząc, błagając przodków o wybaczenie  i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;przeklinając&lt;/span&gt; złe duchy. Gdzie jest kilof? Brygadier mnie zabije... jestem skończony....kilof, kilof, kilof, kilof....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kilof, kilof, kilof, ostrze, stylisko, ostrze, stylisko, kilof, kilof – powtarzał jak mantrę Abdul, trzymając mocno za trzonek,  który przed chwilą w cudowny sposób &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;zmaterializował&lt;/span&gt; się w jego dłoniach. Abdul &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;przyzwyczaił&lt;/span&gt; się do cudów – nic dziwnego – był przecież w raju. Nauczył się nawet samemu je wywoływać – zauważył, że myśląc uporczywie o jakimś przedmiocie, potrafi go stworzyć. Nie wiedział jednak, że przedmioty które magicznie pojawiały się w jego rękach nie powstawały z niczego – pochodziły ze świata śmiertelników i były szczególne - miały duże znaczenie dla swoich posiadaczy, ponadto ludzie do których należały byli  pewni, że odłożyli  je na określone miejsce, a mimo tego  nie mogli ich znaleźć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilofy, w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;przeciwieństwie&lt;/span&gt; do młotów &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;pneumatycznych&lt;/span&gt;, były w miarę łatwe, bo składały się zasadniczo z dwóch części, choć czasami zdarzało się, że przez chwilę nieuwagi, zamiast nich &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;materializowały&lt;/span&gt; się np. plastikowe łopatki plażowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze parę setek lat temu Abdulowi nie przeszłoby nawet przez myśl, że będzie potrzebował &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;kiedykolwiek&lt;/span&gt; kilofa. Wszystko zmieniło się jakiś czas temu, gdy w towarzystwie swoich uroczych i pięknych hurys, podziwiał wysadzane szmaragdami i rubinami kwiaty &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;nieogarnionych&lt;/span&gt; Ogrodów Rozkoszy. Wtedy to pochylając się nad jednym z szafirowych storczyków,  usłyszał dziwne ,jakby wydobywające się spod ziemi, szmery. Ponieważ tak jak i za życia, także po śmierci, Abdul był duszą ciekawską, wstał i ponownie pochylił się nad storczykiem, znowu słysząc, tym razem wyraźniej, szmer jakiejś rozmowy. Początkowo sądził, że mogła to być sprawka rajskiego kwiatu, ale zjawisko powtarzało się w wielu miejscach całego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Dżannahi&lt;/span&gt;. Dziwaczna anomalia nie dawała mu spokoju, a wręcz zmuszała go do ciągłego pochylania się nad rajskimi podłogami i rabatkami. W pewnym momencie myślał już tylko o tajemniczych głosach. Zapytał o nie  nawet anioła &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;Ridwana&lt;/span&gt;, ale ten tylko popatrzył nań surowo i z naciskiem zakazał mu myślenia o „głupotach”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak Abdul już nie tylko nie  myślał, ale również nie mówił o niczym innym. Skutek był łatwy do przewidzenia – rajskie jedzenie przestało mu smakować, pozostali mieszkańcy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;Dżannahi&lt;/span&gt; zaczęli krzywo na niego patrzeć i  nawet jego własne hurysy nie chciały z nim  gadać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowił, że to wyjaśni – chciał sprawdzić co jest pod Ogrodami Rozkoszy. Ponieważ buszowanie z łopatą wśród rubinowych klombów nie byłoby w najlepszym tonie, zaczął rozkuwać podłogę w jednym z pokojów swojego pałacu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca była niezwykle mozolna, ale przynosiła wymierne rezultaty – wielkie kamienie w podłodze w końcu ustąpiły i Abdul przebijał się teraz przez warstwę  bardzo twardej, zaschniętej gliny. Czuł, że jest blisko - szmery nabierały powoli kształtów  dziwnych, wyrwanych z kontekstu słów. Słyszał je już całkiem wyraźnie. Jeszcze jedno uderzenie albo dwa i... udało się, jasna smuga światła wystrzeliła z małego otworu w posadzce. Abdul rzucił kilof, przywarł policzkiem do ziemi i westchnął ze zdumienia. Jego prawemu oku ukazało się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;nieskazitelnie&lt;/span&gt; białe pomieszczenie ze złotymi szerokimi drzwiami w kształcie skrzydeł. Przy drzwiach, jakby na czatach, tkwił zasępiony, pełen powagi anioł. W pokoju znajdowało się kilkanaście osób, zarówno anioły jak i mężczyźni oraz kobiety w długich, białych szatach. Wszyscy wpatrywali się w  stojący przy ścianie  stary, kineskopowy telewizor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Stworzenie telewizora! To jest dopiero coś!”- Abdul pokiwał z uznaniem głową. Podejrzewał, że każda ze stojących w pomieszczeniu osób odpowiada za inny układ urządzenia – to niemożliwe, by wymyśliła go jedna osoba. Poza tym w świecie śmiertelników nie łatwo zapomnieć gdzie postawiło się telewizor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzułmanin ze zdziwieniem zauważył archanioła Gabriela, stojącego najbliżej odbiornika „a więc o to mu chodziło, gdy mówił, że pracuje na dwa etaty!” - pomyślał. Gabriel stał w pewnej odległości od reszty i wyglądając jak natchniony mistrz ceremonii, odpowiadał, za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;najważniejszą&lt;/span&gt; i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;najtrudniejszą&lt;/span&gt; część &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;materializowania&lt;/span&gt; – program telewizyjny. Trafiały się różne audycje, w poprzek rzeki czasu i przestrzeni. Czasem był to Mr. T zachwycający się  &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;ultranowoczesną&lt;/span&gt; sokowirówką na kanale telezakupów, czasem dobranocka, a czasem niemiecki film porno. Archanioł nie miał na to wpływu, a mieszkańcy nieba i tak z błyszczącymi oczyma oglądali (oprócz tego ostatniego) wszystko jak leci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na śnieżącym od dłuższego czasu kineskopie pojawił się w końcu  obraz. Na ekranie przemawiał otyły mężczyzna w szarym swetrze w romby, krótko ścięty, o pustym spojrzeniu idioty, krzywych, żółtych zębach i tłustym podgardle. Aniołowie, nieśmiertelne dusze, wszyscy święci zamarli. Koślawe  zdania jego przemowy, jego okropny głos, szkaradna pospolitość były jak objawienie. Oto ukazał się im prawdziwy ideał dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;bezgranicznie&lt;/span&gt; doskonałych i wiecznych. Wszyscy podeszli  bliżej by lepiej widzieć to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;niespotykane&lt;/span&gt; zjawisko. Gdy tak patrzyli jak urzeczeni, powoli zaczęły docierać do nich jego proste, a jakże genialne słowa, płynące z głośników niczym strumień myślowej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;nitrogliceryny, z ostatnim &lt;/span&gt; zdaniem będącym jak zapalnik. Ekran pociemniał i wróciła telewizyjna śnieżyca,  a chwilę później telewizor zniknął. Abdul i mieszkańcy Nieba rozmyślali nad tym co właśnie usłyszeli. Najszybciej zareagował Gabriel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Ty, ty i ty. Długi transparent z ostatnim zdaniem napisanym czarną farbą – rozkazał archanioł trzem wskazanym przez siebie aniołom - Ty - wskazał na Dawida, mistrza psalmów – pieśń z tymi słowami. Reszta – podniósł głos – ma się jej nauczyć i przekazać  dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili wszystko było już gotowe. Dawid rozdał kartki z psalmem i zaintonował pieśń:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Niech Bóg się zmiłuje nad nami, niech nam błogosławi; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;niech zajaśnieje dla nas Jego oblicze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aby na Ziemi znano Jego drogę! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niech Ciebie, Boże, wysławiają ludy, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;niech wszystkie narody dają Ci chwałę! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niech się narody cieszą i weselą, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ty ludami rządzisz &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;sprawiedliwie&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;i kierujesz narodami na ziemi. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niech Ciebie, Boże wysławiają ludy, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;niech wszystkie narody dają Ci chwałę!”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie aniołowie podnieśli transparent do góry i mieszkańcy niebios zakrzyknęli głośno:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„I żeby nie było niczego!”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8423820505555106380?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8423820505555106380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/ostatni-psalm.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8423820505555106380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8423820505555106380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/ostatni-psalm.html' title='Ostatni psalm'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8732203333801412924</id><published>2009-07-03T22:54:00.010+02:00</published><updated>2009-07-20T23:16:55.080+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>Pomiędzy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozklekotany autobus marki „Jelcz” mknie zatopioną w ciemnościach trasą Lublin – Wrocław. Trzecia nad ranem, a może w nocy, trudno ocenić. Wszystkie miejsca zajęte, niektórzy śpią, inni tkwią jakby w letargu, czegoś wyczekując, czujni i gotowi. Uparcie milczą i ja milczę, tylko oddycham cichutko. Ci, którzy  obudzili się przed chwilą jakimś wewnętrznym, biologicznym przeczuciem, w ciszy ubierają kurtki,  gotowi do startu kładą na kolanach torebki i plecaki, zaraz autobus wjedzie ubłoconymi kołami na ich przystanek, do ich świata,  na chwilę pojawi się  w zatoczce ich życia, a potem pomknie dalej. A oni zadzwonią do swoich przyjaciół, kochanek, mam, ojców czy dziadków i powiedzą „Jestem”. I rzeczywiście będą, na nowo objawiając się światu. Kiedy tak patrzę na ich rozmyte w ciemnościach, rozkołysane  trzęsącym się autokarem sylwetki, uświadamiam sobie, że oto jestem w miejscu w którym czas nie istnieje. Zaczynam rozumieć, że w tym rozklekotanym autobusie marki „Jelcz” tu i teraz nie nie ma znaczenia, że nikt go nie opisze w książce, nikt nie umieści  na blogu, nie utrwali w fotografii, bo  my pasażerowie tkwimy gdzieś pomiędzy, zawieszeni, myślami w miejscu z którego wyruszyliśmy, albo do którego zmierzamy. Nie  dzwonimy, nie rozmawiamy, nie  piszemy esemesów i tylko utarczka o za bardzo odchylony fotel przypomina nam, że ciągle żyjemy. Jakby nie miało znaczenia gdzie jesteśmy teraz, ale ważne było tylko to kiedy wyjechaliśmy i kiedy będziemy u celu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomyślałem o kierowcy. Czy on też tkwi poza czasem? A potem wyobraziłem sobie wielkie czerwone ciężarówki Coca-coli mknące z jednego wybrzeża na drugie. Czy ich kierowcy zakpili sobie z czasu i jako jedyni nauczyli się trwać w świecie „pomiędzy”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znowu pomyślałem o pasażerach, tyle nas łączy, wspólny kierunek, a często i wspólny cel podróży. To bardzo dużo, a mimo to nie zamieniliśmy i nie zamienimy ani słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugiej stronie autobusu siedzi dziewczyna. Tak jak ja ze słuchawkami w uszach. Ciekawe czego słucha? Mijające nas  światła latarni, jednostajnie, na krótkie chwile, przepływają po jej twarzy. Ma piękne, delikatnie podkreślone pomarańczowym światłem miasta,  rysy i na pewno  mądre spojrzenie. Musi słuchać czegoś wyjątkowego, w czym można się zakochać, na pewno nie słucha tego nikt inny i jej muzyka zawładnęłaby moim umysłem. Odkłada empetrójkę. Zaraz wysiądzie. A może to właśnie Ona i powinienem za Nią wysiąść? Powiedziałbym, że to Ja, a Ona bez wahania rzuciłaby mi się na szyję i powiedziałaby, że czekała na Mnie, i nic nie byłoby jak dawniej, i rozmawialibyśmy na pustym przystanku o czwartej nad ranem tak szczerze i tak długo jak nikt nigdy z nikim nie rozmawiał, i obejrzelibyśmy świt trzymając się za ręce, a potem całowalibyśmy się z taką pasją jakby to miały być nasze ostatnie pocałunki, i wszystko byłoby proste, i  nie byłoby to wcale takie melodramatyczne  ani utopione w różowym potoku banału jak się wydaje, i bylibyśmy naprawdę dorośli, ale nie odebrałoby to nam życiowej niewinności, i okazałoby się, że wygrałem milion w jednej z tych gier esemesowych w których nic nie trzeba umieć, a każdy może wygrać,  i pojechalibyśmy do Grecji i tam mielibyśmy pastelowy, przewiewny i słoneczny dom tuż przy piaszczystej plaży, jedynej, na której nie byłoby tłumów amerykańskich turystów z japońskimi aparatami, i bylibyśmy po prostu szczęśliwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyna wysiadła, a ja poczułem, że my pasażerowie  jesteśmy jak maleńkie skupisko tych jeszcze nieodkrytych cząstek gdzieś  piętnaście miliardów lat świetlnych temu, w tym mikroskopijnym, materialnym punkcie w którym wszystko się zaczęło. Zaraz niesieni energią Wielkiego Wybuchu rozpierzchniemy się we wszystkich kierunkach i  już nigdy więcej się nie spotkamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;Tekst sprzed roku,  jego pomysł powstał oczywiście w autobusie do Wrocławia (pierwszy raz jechałem do brata) o trzeciej w nocy (albo nad ranem naprawdę trudno mi to ocenić ;)). Mówcie co chcecie - lubię go, choć jest tylko cieniem tego co z siłą sztormu wlewało się wtedy do mojej głowy - wiem, wiem to ładna wymówka, ale wierzcie lub nie, najlepsze pomysły przychodzą zawsze wtedy kiedy nie masz nic do pisania (nie mówiąc o kartce), a do tego jesteś na spacerze, rowerze albo na kursie nurkowania ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A &lt;a href="http://dans84.wrzuta.pl/audio/07uRRbSv1hp/the_jesus_and_mary_chain_-_just_like_honey"&gt;tego&lt;/a&gt; koniecznie posłuchajcie kiedyś o świcie   :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8732203333801412924?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8732203333801412924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/pomiedzy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8732203333801412924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8732203333801412924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/07/pomiedzy.html' title='Pomiędzy'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-279458219852859912</id><published>2009-06-27T19:13:00.014+02:00</published><updated>2009-07-02T00:41:25.057+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znaleziska internetowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grafika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Umarł król, niech żyje król?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiejsza notka pisana jest w pośpiechu (więc &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;sorry&lt;/span&gt; za babole jeśli się pojawią)  z powodu pędzącej w stronę mojego domu burzy (znowu...) - a kiedy nad moim domem zbiera się burza, wszystko musi być wyłączone (a najlepiej żeby wtyczki były wyciągnięte z gniazdek), to mój taki lekko wyolbrzymiony lęk przed piorunami - a raczej przed efektami ich uderzenia, bo samo  obserwowanie rozbudowanych, świetlnych delt olbrzymich wyładowań elektrycznych, przecinających powietrze  jest fascynujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wszyscy wiedzą Król Popu umarł, nic nie jest takie samo, bla bla bla (milion dzienników, portali już to dokładnie i z odpowiednią dozą nabożnego szacunku omówiło i opisało)...oczywiście to wielka strata - piosenki Jacksona są  jedynymi tworami popu, które po wielu latach spokojnie się bronią i nie dość, że POSIADAJĄ MELODIĘ, to do tego mają wielką kompozytorską wartość...bo spójrzmy prawdzie w oczy reszta popowej sceny zjada swój własny ogon, powtarza te same nudne schematy i... (pamiętam jak jeszcze parę lat temu mówiono to samo o rocku &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;haha&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;!) kończy się, więc chociaż muzyka nie znosi pustki nie oczekujcie, że ktoś nowy zasiądzie na tronie ze złotymi literkami "Król Popu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co do śmierci Michaela to naszła mnie, niezbyt zresztą odkrywcza, refleksja, że twórcę "Thrillera" czeka to samo co Elvisa - zobaczycie jeszcze parę miesięcy i już zaczną powstawać legendy o wielkiej mistyfikacji gwiazdora, który stwierdził, że nie ma siły na kilkadziesiąt koncertów i upozorował własną śmierć...albo, że śmierć była prawdziwa, ale tak naprawdę  to jakiś zakrojony na wielką skalę spisek - przecież ochroniarze przez długi czas nie pozwalali nikomu (nie tylko dziennikarzom) wchodzić na oddział na którym przebywał muzyk, do prasy docierały sprzeczne doniesienia, a lekarz prowadzący reanimację na długi czas gdzieś zniknął...zresztą nawet gdyby wszystko było jasne i super udokumentowane (zresztą pewnie takie jest) ludzie i tak odkryliby jakieś nieścisłości i do znudzenia drążyliby temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo idole nie umierają od tak - kolorowe pisemka wmawiają nam każdego dnia, że śmierć w świecie sławy nie istnieje, a jeśli już się pojawi to musi być spowodowana wypadkiem, spiskiem, zamachem itp. itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmierć Króla przypomniała mi o pewnej grafice, którą znalazłem dawno temu na pchlim targu Internetu. Nie mam pojęcia czyjego jest autorstwa - w każdym razie nie mojego :P i jest po prostu ekstra:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SkZYJzIBjsI/AAAAAAAAAKY/Af6wk9ArD6g/s1600-h/tupacelvisyn4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 317px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SkZYJzIBjsI/AAAAAAAAAKY/Af6wk9ArD6g/s400/tupacelvisyn4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352062132542344898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Do powyższego obrazka (w ramach wyjaśnień murzyn w basenie to Tupac :P) domalujcie sobie w myślach Jacksona ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[edit 02.07 00:48]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;a oto co ma do powiedzenia Internet na temat powyższego obrazka (teorii spiskowej "Michael żyje!")&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ismichaeljacksonstillalive.com/"&gt;www.ismichaeljacksonstillalive.com&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-279458219852859912?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/279458219852859912/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/06/umar-krol.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/279458219852859912'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/279458219852859912'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/06/umar-krol.html' title='Umarł król, niech żyje król?'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SkZYJzIBjsI/AAAAAAAAAKY/Af6wk9ArD6g/s72-c/tupacelvisyn4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-6041697265586745005</id><published>2009-06-20T21:07:00.012+02:00</published><updated>2009-06-20T22:29:42.573+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grafika'/><title type='text'>The ProKrastinators</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sj1BVzmTSMI/AAAAAAAAAKQ/Voe0ePCiP5E/s1600-h/prokastinators+kopia2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 72px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sj1BVzmTSMI/AAAAAAAAAKQ/Voe0ePCiP5E/s400/prokastinators+kopia2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5349503775269931202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Logotyp" (nieistniejącej) kapeli&lt;span style="font-style: italic;"&gt; The Prokrastinators&lt;/span&gt; :P. Nazwa pochodzi od angielskiego procrastination (polski odpowiednik- &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prokrastynacja"&gt;prokrastynacja &lt;/a&gt;). Dlaczego przez k? Bo na lastfm już jest taka kapela, a poza tym "proKrastinators" kojarzy mi się z niemiecką elektroniką w stylu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kraftwerk&lt;/span&gt; czy (niestety ;)) nieistniejącym w rzeczywistości zespołem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Autobahn&lt;/span&gt; z filmu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Big Lebowski&lt;/span&gt;. W związku z tym "logotyp" w new wave'owo-elektroniczno-mechanicznym klimacie :P... piszę w cudzysłowiu gdyż to trochę przerost formy nad treścią i przejaw owej tajemniczej prokrastynacji (i rozsadzającej mnie energii - w końcu zdałem egzamin na prawko ;D)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;PS. Ma ktoś ochotę grać w new wave'owej kapeli z domieszkami Joy Division, The Hives, indie rocka i punka?&lt;br /&gt;Nie?&lt;br /&gt;Szkoda :(&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-6041697265586745005?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/6041697265586745005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/06/prokrastinators.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6041697265586745005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/6041697265586745005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/06/prokrastinators.html' title='The ProKrastinators'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sj1BVzmTSMI/AAAAAAAAAKQ/Voe0ePCiP5E/s72-c/prokastinators+kopia2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-138354990874980953</id><published>2009-06-16T22:00:00.013+02:00</published><updated>2009-06-17T10:43:25.614+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moja głowa'/><title type='text'>No future!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Notka osobista:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Właśnie przeglądam "Informator dla maturzystów 2009", który cudem udało mi się wypożyczyć ze szkolnej biblioteki... i już jutro muszę go oddać (wakacje). Jednym słowem mój plan by przed końcem roku szkolnego zdecydować się co chcę zdawać na maturze i co studiować poszedł się pieprzyć..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"informatyka stosowana (NM, SM - jeden spośród:matematyka, fizyka, informatyka oraz język nowożytny)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;elektronika i telekomunikacja (NM, SM- matematyka lub fizyka oraz język obcy nowożytny)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ekonomia - specjalności ekonomia menedżerska, gospodarowanie nieruchomościami, przedsiębiorczość i innowacje, strategie rozwoju i doradztwo ekonomiczne, zarządzanie i doradztwo personalne....&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;finanse i rachunkowość - specjalności: bankowość, doradztwo podatkowe, finanse i administracja publiczna...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;logistyka...."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nudanudanudanudanudanudanudaaaaaaaaaaaa... próbuje przebrnąć przez  600 stron nudy. Wszystkie kierunki o których czytam są albo przeraźliwie nudne, jakby cała wiedza ludzkości była kupą poważnego, bełkotliwego szmelcu, albo są dla mnie nieosiągalne już na starcie (matura z biologii...albo egzamin rysunku technicznego...albo aranżacja oświetlenia atelier i realizacja własnej sceny filmowej...), albo "nie warto" ich studiować ze względu na brak  przyszłości...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I tak oto stoję na rozdrożu - to ja z rozłożonymi rękoma, matematyczny szarlatan i półinteligent-humanista, nieukierunkowany, niezdecydowany, nieanalityczny i niedrobiazgowy,  niezamyślony i niepoetycki.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Nie maluję wspaniałych obrazów&lt;br /&gt;Nie rozkręcam każdego telewizora&lt;br /&gt;Nie grzebię godzinami w kodach źródłowych&lt;br /&gt;Nie kręcę krótkometrażówek&lt;br /&gt;Nie myślę o własnym biznesie ani nie mam smykałki do finansów i brzydzę się prawnikami&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponadto...czuję jakbym przespał ostatnie trzy lata...mogłem tyle napisać, tyle stworzyć, rozwijać się, poznawać, a ja...tylko dotykam powierzchni, muskam literaturę, muskam film, muskam matematykę, muskam filozofię...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Terry Pratchett w wieku 18 lat miał już na koncie pierwszą książkę&lt;br /&gt;Ian Curtis zaczynał przygodę z Joy Division&lt;br /&gt;Julia Marcell nagrała płytę&lt;br /&gt;Krzysztof Kamil Baczyński pisał cudowne wiersze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I widzę siebie za x lat, okrytego patyną pospolitości, z siwizną na skroniach, w nudnej pracy, w nudnym życiu, wśród takich jak ja nudnych ludzi, w wolnych chwilach pielącego ogródek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypominają mi się słowa Tylera z "Podziemnego Kręgu":&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Wszyscy zostaliśmy wychowani na telewizji aby wierzyć, że pewnego dnia zostaniemy milionerami, gwiazdami filmu i rocka. Ale nie zostaniemy. "&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;i słowa piosenki Sex Pistols - God Save The Queen:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"We're the flowers in the dustbin &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  We're the poison in your human machine &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  We're the future, you're future &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;   (...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;No future! No future! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  No future for you &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  No future! No future! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  No future for me! &lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stoję więc dalej na rozdrożu z tym poważnym informatorem w ręku i wrzeszczę z całych sił &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"No future! No future!"&lt;/span&gt;, informatycy, inżynierowie, lekarze, ekonomiści na lewo, dziennikarze, poloniści, znawcy teatru i plastycy na prawo zniesmaczeni odwracają głowy,  a ja krzyczę dalej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"No future for me!"&lt;/span&gt; i wskazując wszechwiedzącym informatorem to na jednych, to na drugich, triumfalnie wołam:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"No future for you!"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-138354990874980953?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/138354990874980953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/06/no-future.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/138354990874980953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/138354990874980953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/06/no-future.html' title='No future!'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-9044247204583390101</id><published>2009-05-28T16:55:00.006+02:00</published><updated>2009-05-29T21:13:07.415+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Animate this!</title><content type='html'>Animacja może być sztuką - i nie chodzi tu aspekt techniczny, ale artystyczny. Tak, to nie jest dla każdego oczywiste. Przeciętnemu zjadaczowi chleba animacja kojarzy się z filmem rysunkowym, a film rysunkowy z Kaczorem Donaldem, Królem Lwem i całą resztą pociesznych &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"rozweselaczy"&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"zabawiaczy"&lt;/span&gt; dzieci.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Z więzów tego stereotypu wyrwała się tylko dość młoda dziedzina animacji - animacja komputerowa, która  nie dość,  że przerosła wszelkie oczekiwania i stała się właściwie główną formą, to doprowadziła do pewnego paradoksu - na filmach zdawałoby się kierowanych do najmłodszych najlepiej bawią się ich rodzice - kolejne epoki lodowcowe,  Madagaskary nieustannie puszczają do nich oko, rzucając cytatami z klasyków kina i nawiązaniami do aktualnej sceny politycznej, a najnowsze dziecko Pixara i Disneya, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wall.E"&lt;/span&gt; pod płaszczykiem bajeczki o sile miłości bezlitośnie parodiuje ludzkość, wytykając jej wady i spełniając na ekranie jej największe obawy dotyczące przyszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do animacji mniej lub bardziej tradycyjnej. Jeszcze parę miesięcy temu myślałem o niej jak ten przeciętny zjadacz chleba - że poza pewnymi wyjątkami takimi jak np. filmy &lt;span&gt;Mariusza Wilczyńskiego,&lt;/span&gt; to nie sztuka, ale rzemiosło (nie wypowiadam się tutaj o anime, bo go nie rozumiem i nie znam się na nim :P). Do czasu. Dawno temu obejrzałem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Persepolis"&lt;/span&gt;, które nieco naruszyło mój sposób widzenia tej kwestii, a całkiem niedawno &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Walc z B&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;asz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;irem"&lt;/span&gt; - to dzieło ostatecznie obaliło w mojej głowie bzdurne przekonanie o niższości animacji wobec innych środków artystycznej ekspresji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiem właśnie o tych dwóch filmach. Dlaczego? Bo sporo je łączy, są absolutnie niepowtarzalne i dla człowieka, który chce poznawać rzeczy inne, wiedzieć jak najwięcej o otaczającym go świecie i uważać się za osobę świadomą -  obowiązkowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co je łączy? Realizm, dokumentalizm (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Walc z Baszirem"&lt;/span&gt; jest autobiograficznym dokumentem, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Persepolis"&lt;/span&gt; - autobiograficzną opowieścią) połączony z onirycznością i subiektywnością  głównych bohaterów w postrzeganiu świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;PERSEPOLIS&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;(2008)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"TEHERA&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6napDnH_I/AAAAAAAAAJo/D3tVeQyHNvQ/s1600-h/persepolis.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 106px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6napDnH_I/AAAAAAAAAJo/D3tVeQyHNvQ/s200/persepolis.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340890284247425010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;N ROK 1978 &lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiodłam wtedy spokojne życie. Życie małej dziewcz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ynki. Kochałam frytki z ke&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;c&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zupem i Bruce'a Lee, nosiłam buty Adidas i miałam dwie obsesje: zac&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ząć depilować nogi i zostać nastę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;pnym prorokiem.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to właściwie ekranizacja komiksu autorstwa Marjane Satrapi, irańskiej emigrantki, mieszkającej we Francji. Komiks powstał jako próba wyjaśnienia  rewolucji irańskiej z 1978 roku, próba podkreślenia własnej tożsamości. Bo to właśnie tożsamość jest zarówno w komiksie jak i  w filmie jednym z głównych wątków. Marjane żyje pomiędzy dwoma różnymi światami, dwoma odmiennymi płaszczyznami - "kolorowym", sztucznym światem zachodu i "czarno-białym" światem dzieciństwa- Iranie, gdzie wszystko do pewnego momentu zdawało się jasne, oczywiste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Iran, który kojarzy się dzisiaj z czarnymi hidżabami,&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6ntPHsb2I/AAAAAAAAAJw/B_Zfp5-BK6s/s1600-h/perse2.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 106px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6ntPHsb2I/AAAAAAAAAJw/B_Zfp5-BK6s/s200/perse2.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340890603702742882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; islamskim radykalizmem, uprzedmiotowieniem kobiet "w imię" Koranu, do końca lat 70 XX wieku był państwem wyjątkowo prozachodnim, otwartym i laickim na ile było to możliwe w państwie islamskim. Islamskie nakazy traktowano dość swobodnie - w kwestii ubioru, rozrywek, równouprawnienia, alkoholu (islam zakazuje picia alkoholu) itd. W takim świecie  dorasta mała Marjane. Obserwujemy ten świat razem z nią - oczami dziecka. Marjane od razu zdobywa sympatię widza. Mimo, że kreska jest komiksowa, uproszczona, to wspaniale uwydatnia zadziorny charakter Marjane - po prostu nie da się jej nie lubić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6jXj4nezI/AAAAAAAAAIY/_YVjl0RAR3k/s1600-h/perse4.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 106px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6jXj4nezI/AAAAAAAAAIY/_YVjl0RAR3k/s200/perse4.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340885833273015090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Prozachodnie, rozwijające się społeczeństwo wszczyna rewolucję, znienawidzony Szach, symbol  wiekowej skostniałej monarchii o zapędach dyktatorskich stosunkowo szybko oddaje władze, lecz początkowa demokracja szybko zamienia się w państwo policyjne, rządzone przez radykałów - Marjane jako nastolatka zmuszona jest uciekać za granicę, do Paryża, innego obcego, zimnego, obojętnego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed obejrzeniem "Persepolis" warto przeczytać "Szachinszacha" Kapuścińskiego .   Film i książka wspaniale się dopełniają - Kapuściński skupia się na rewolucji, natomiast Marjane na tym co wydarzyło się po niej, dzięki czemu mamy pełen obraz sytuacji. To fascynujące odkrywać jak te dwie różne opowieści pokrywają się i uzupełniają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma się czym martwić, "Persepolis" to  nie film o rewolucji - nie &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6jEeyELBI/AAAAAAAAAIQ/xbvor7H9N4o/s1600-h/perse3.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 106px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6jEeyELBI/AAAAAAAAAIQ/xbvor7H9N4o/s200/perse3.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340885505485843474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ma tu (poza paroma scenami) krwawych manifestacji, huków karabinowych strzałów. To film o... dojrzewaniu, miłości i przede wszystkim o potrzebie tolerancji. Niesamowite jest oglądanie Marjane gdy kupuje po kryjomu kasety Iron Maiden  na czarnym rynku, czy dumnie chodzi w skórzanej kurtce z własnoręcznie wykonanym napisem "Punk is not ded"(;)) na plecach, narzuconej na skromny, nakazany przez prawo religijne, hidżab. Niezwykłe i wzruszające jest obserwowanie jak mała Marjane rozmawia z Bogiem (chce zostać w przyszłości prorokiem) , albo jako nastolatka  pierwszy raz się zakochuje, czy będąc na emigracji, z dala od rodziny nie jest rozumiana przez otoczenie (co oczywiście potęguje jej młodzieńczy bunt)...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6iqzRCJNI/AAAAAAAAAIA/kIXzrIExLG0/s1600-h/perse1.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 106px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6iqzRCJNI/AAAAAAAAAIA/kIXzrIExLG0/s200/perse1.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340885064307844306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Persepolis" to film o kobietach. To one w opowieści Marjane są głównymi bohaterkami, to one zachowują zdrowy rozsądek w całym szaleństwie rewolucji i grotesce islamskiego radykalizmu i to one najbardziej cierpią.. Niesamowita jest postać babci Marjane- jej życiowej, duchowej przewodniczki. To druga postać po głównej bohaterce, która wzbudza u widza wielką sympatię- jej mądrość życiowa połączona z nowoczesnością, "duchowym kosmopolityzmem" zachwyca. Polecam ten film paniom i panom również, żeby w końcu zrozumieli, że Kobiety są jedynymi istotami zdolnymi ocalić nas wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;WALC Z BASZIREM&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; (2009)&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6kQwE1ahI/AAAAAAAAAIo/1r7mv86yNfs/s1600-h/123663.1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6kQwE1ahI/AAAAAAAAAIo/1r7mv86yNfs/s200/123663.1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340886815798028818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Zbombardowałem dziś Bejrut&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bombardowałem Bejrut każdego dnia &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czy blisko śmierci byłem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie mogę rzec&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bombardowałem Bejrut każdego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;dnia &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pociągam za spust&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wysyłamy obcych w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;prost do piekła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przy okazji niewinnych kilku zabijemy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czy blisko śmierci byłem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie mogę rzec&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bombardowałem Bejrut każdego dnia"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższy cytat (w oryginale po hebrajsku) pochodzi z jednej z piosenek w punkowych(!) klimatach które mamy okazję usłyszeć w "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Walcu..."&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Film, będący właściwie debiutem Ariego Folmana jest dziełem niepowtarzalnym - podejrzewam,  że to pierwszy w historii (mam nadzieję, że nie ostatni) animowany dokument, a co najciekawsze o tym, że film będzie animacją  zadecydowały... względy finansowe. Sceny batalistyczne, rekonstrukcje wydarzeń byłyby po prostu  zbyt kosztowne, część materiału - wywiadów itd była już nakręcona - została więc "przerysowana". I cóż z tego wyszło? &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6kkgGKZGI/AAAAAAAAAI4/i9nlWUkfJRY/s1600-h/123644.1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6kkgGKZGI/AAAAAAAAAI4/i9nlWUkfJRY/s200/123644.1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340887155106014306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Cudo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszedł film w którym każdy kadr jest majstersztykiem - każdy kadr nadaje się do oprawienia w ramy i powieszenia na ścianie (miałem wielki problem z wybraniem kilku screenów z takiego mnóstwa wspaniałych ujęć), w zwyczajnym filmie jest to niemożliwe - światło, charakteryzacja, scenografia nigdy nie są idealne, pewne szczegóły rozpraszają kompozycje, bardzo trudno uzyskać  kolorystyczną wyrazistość sceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Folman skorzystał z dobrodziejstw animacji tworząc sceny pełne symboliki, która jednocześnie nie jest nachalna. Komiksowe, ostre światłocienie, nie do uzyskania tradycyjnym sposobem kręcenia, nadają wyrazistości. Do tego bardzo realistyczne twarze-uzyskane dzięki "przerysowywaniu" z nakręconego materiału. Jedyną rzeczą do której można się przyczepić jeśli chodzi o technikalia to mimika animowanych twarzy - jest dosyć sztuczna, marionetkowa...ale właściwie niezamierzenie  pasuje to do całego przekazu ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6k7rAGycI/AAAAAAAAAJA/Ro2g83M4cIw/s1600-h/baszir1.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 110px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6k7rAGycI/AAAAAAAAAJA/Ro2g83M4cIw/s200/baszir1.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340887553170393538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;O czym ten film jest? O wojnie w Libanie w roku 1983. To dosyć zawiła, pogmatwana sprawa - przed obejrzeniem filmu polecam poczytać co ma na ten temat do powiedzenia wikipedia, a podczas samego seansu zdarzy wam się na pewno kilka razy skorzystać z wyszukiwarki, np. by znaleźć wyjaśnienie terminu&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "falafel"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zarysie fabuła ma się następująco: Liban w latach 80 jest silnie spolaryzowany - o władzę walczą muzułmanie (Organizacja Wyzwolenia Palestyny) i specyficzny odłam chrześcijaństwa (maronici), Izrael postanawia wkroczyć na t&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6lOZQPw7I/AAAAAAAAAJI/gwXmt6kV89U/s1600-h/baszir2.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 110px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6lOZQPw7I/AAAAAAAAAJI/gwXmt6kV89U/s200/baszir2.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340887874823766962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;eren pogrążonego w wojnie domowej Libanu i staje po stronie chrześcijańskich maronitów (cóż za ironia ;) ). 14 września 1982 r. w zamachu bombowym zostaje zamordowany Baszir Dżamajel charyzmatyczny przywódca maronitów. Kilka dni później maronici bestialsko mordują w obozie dla uchodźców w Sabra  i Shatia kilka tysięcy palestyńskich kobiet, dzieci i starców... w czasie masakry obozy uchodźców są otoczone przez wojska izraelskie, które według późniejszych zeznań ich dowódców były całkowicie nieświadome tego, co się dzieje wewnątrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główny bohater, jednocześnie reżyser i scenarzysta filmu Ari Folman, próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie jaki był, co robił podczas wojny libańskiej - nic nie pamięta z tamtego&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6lgnK31PI/AAAAAAAAAJQ/HxQmE31EqsM/s1600-h/baszir3.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 110px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6lgnK31PI/AAAAAAAAAJQ/HxQmE31EqsM/s200/baszir3.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340888187796968690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; okresu (walczył w Libanie jako żołnierz sił izraelskich). Rozmawia z dawnymi towarzyszami broni, by dowiedzieć się przede wszystkim co robił, gdzie był podczas masakry w Sabra i Shatia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reżyser dokonał rzeczy bardzo trudnej - udało mu się stworzyć uniwersalny film, który nie usprawiedliwia, nie osądza żadnej ze stron konfliktu, jednocześnie jego antywojenny przekaz jest jasny i bardzo silny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj rzeczywistość miesza się ze snem, życie ze śmiercią, a główny bohater powoli układa układankę dziwnej, wyjętej z koszmaru przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6l65GVJiI/AAAAAAAAAJY/w0LNJ9f0k4Q/s1600-h/baszir4.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 110px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6l65GVJiI/AAAAAAAAAJY/w0LNJ9f0k4Q/s200/baszir4.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340888639286355490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Niezwykła jest ta konfrontacja statycznych ujęć dorosłych łysiejących czterdziestolatków, ich szczęśliwych rodzin, przytulnych, nowoczesnych domów  z dynamicznymi scenami niechlubnej, młodzieńczej,  zamiatanej pod dywan umysłu przeszłości, która nie chce dać się zapomnieć.&lt;br /&gt;Zatrważający jest moment w którym główny bohater wspomina o tym, że  pokolenie które walczyło w Libanie to dzieci ocalonych z piekła holocaustu. Mimo, że to właśnie oni powinni być najbardziej wyczuleni na zbrodnię i krzyk niewinnych, nie zapobiegli masakrze, a możliwe, że mniej lub bardziej świadomie przyczynili się do niej...&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6mN-byBbI/AAAAAAAAAJg/o5NR3tj885c/s1600-h/baszir5.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 110px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6mN-byBbI/AAAAAAAAAJg/o5NR3tj885c/s200/baszir5.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340888967136019890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poruszające, antywojenne, artystyczne i co najważniejsze szczere kino.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-9044247204583390101?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/9044247204583390101/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/05/animate-this.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/9044247204583390101'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/9044247204583390101'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/05/animate-this.html' title='Animate this!'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sh6napDnH_I/AAAAAAAAAJo/D3tVeQyHNvQ/s72-c/persepolis.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8269876875026329112</id><published>2009-05-14T00:00:00.005+02:00</published><updated>2009-07-20T23:17:24.995+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>Człowiek Rewersu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Galaktyki krążą wokół czarnych dziur, które powoli, nieubłaganie pochłaniają nasz wszechświat - to wiecie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;     W czarnych dziurach mogą mieścić się całe wszechświaty - tego jeszcze nie wiecie. Myślicie, że to po prostu ogromna materia uwięziona w niewielkiej przestrzeni, ale to tylko część prawdy. Prawda jest taka, że w czarnych dziurach uwięziona jest nie tylko wielka materia, ale i wielka przestrzeń.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;     "To niemożliwe" - zakrzykną fizycy - "jest przecież długość Plancka! Przestrzeni nie można dzielić w nieskończoność, więc wszechświat nie może zmieścić się w czarnej dziurze tak jak nie może się zmieścić na główce od szpilki!". Częściowo wasi fizycy mają rację, ale szybko się przekonacie, że wszystko zależy od tego jak postrzega się przestrzeń.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wyobraźcie sobie kartkę papieru - to będzie wielkie uproszczenie, ale to jedyny sposób byście zrozumieli - Na tej kartce ułożony jest nasz wszechświat. Po pewnym czasie materia na kartce jest tak silnie skupiona w pewnych miejscach, że nieomal przebija kartkę, te miejsca to czarne dziury, które na końcu czasu staną się przejściami na "lewą stronę" wszechświata - w naszym przykładzie drugą stronę kartki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co jest teraz po tamtej stronie kartki? W pewnym sensie to samo co po naszej, tylko że pod wpływem tzw. Prawa Rewersu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wasz wszechświat narodził się w wielkim wybuchu, obecnie się rozszerza, za wiele miliardów lat zacznie się kurczyć i zniknie w gardzielach gigantycznych czarnych dziur, które tak jak wcześniej gwiazdy z których powstały, pod wpływem niewyobrażalnej ilości materii, zapadną się w sobie rozdzierając (dziury w kartce) osnowę czasu i przestrzeni - przechodząc na drugą "stronę". Po przejściu następuje proces którego nawet my nie jesteśmy w stanie do końca zrozumieć, chodzi tu o Prawo Rewersu. Po drugiej stronie "kartki" czas odwraca swój bieg. Czarne dziury młodnieją - powracają do stanu sprzed "masy krytycznej". Energia z ich wnętrza z powrotem zamienia się w materię, ta w stare galaktyki, białe karły, umierające słońca, zaawansowane organizmy żywe. Skutki poprzedzają przyczyny. Ludzie powstają z prochów, otwierają oczy, młodnieją, dziecinnieją, zaczynają raczkować by w końcu wydać ostatni krzyk i zniknąć w łonach matek. Tam kurczą się, upraszczają, scalają w jedną zygotyczną komórkę i stają się na powrót nicością. Wszechświat również staje się coraz młodszy by skurczyć się do rozmiarów punktu. Ponieważ istnieje tylko punkt -czas przestaje płynąć, cała materia nie jest ani rewersowa ani awersowa. Czas dotarł do brzegu, nie może się dalej cofnąć, zaczyna biec torem do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni - staje się awersowy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kosmos jest wieczny. Świat Rewersu rozrasta się, kurczy do punktu po czym nasz świat, czyli Świat Awersu powstaje na nowo, dając nam nowe formy, szanse i role. Koło się zamyka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Proces przechodzenia energii (czyli masy) z Awersu na Rewers i odwrotnie ciągle się powtarza. Prawdopodobnie zakończy się, po wystąpieniu wszystkich możliwości w ruchu cząstek ( bliska nieskończoności liczba możliwości).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czy którykolwiek z was może powiedzieć z czystym sumieniem, że nigdy nie miał Deja vu? Zjawisko to jest efektem pozornej wieczności. Po "lewej stronie" trwa teraz Rewers poprzedniego wszechświata, który przez zrządzenie losu był bardzo podobny do naszej rzeczywistości. Podczas Deja vu Rewers na moment wyłania się, prześwituje w naszej świadomości - najczęściej podczas snu, ponieważ wtedy nie wchodzimy w reakcje ze światem - nie dokonujemy żadnego wyboru. W Rewersie wydarzenia, które wydarzyły się po przebudzeniu miały już miejsce, więc przez te parę godzin możemy zobaczyć ich cienie, a nawet wyraźne projekcje. Zdolność prorokowania wynika więc z bardzo silnego kontaktu z Rewersem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Musicie wiedzieć, że bóle, radości które przeżywacie, w pewnym sensie będziecie przeżywać jeszcze raz w świecie Rewersu. Problem polega na tym, że wtedy nie będziecie mogli już wybrać, po skutku będzie musiała nastąpić niezmienna przyczyna. Okropności, błędy, niegodziwości powrócą, aż wszystko znów stanie się jednym i wybuchnie by stać się wszystkim. Być może kiedyś, znowu będziecie mieli kolejną szansę wyboru..&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Podejrzewam, że ja i moi bracia jesteśmy anomalią, błędem, bardzo silnym nagromadzeniem deja vu. Skąd to wszystko wiemy? Jako miliony lat starsi od was, namaszczeni i przeklęci darem deja vu, zdołaliśmy dojrzeć Rewers w całej okazałości. Zmieniło to całkowicie nasze życie ..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Skończyłeś już? - zapytała zniecierpliwiona, otyła, ubrana na biało kobieta.&lt;br /&gt;-!eiN - przygarbiony mężczyzna w szlafroku wykrzyknął ze złością  nie przerywając notowania. Wydawało się, że pisanie przychodzi mu z trudem, że męczy się nad każdym słowem, z namaszczeniem kaligrafuje każdą literę.&lt;br /&gt;-Karl! Musimy iść! - ponaglała kobieta.&lt;br /&gt;-!tnemom jakeczoP - odparł gniewnie, ale nie zauważywszy żadnej reakcji, westchnął, wstał z krzesła i zaczął iść tyłem w stronę drzwi. Kobieta stanowczo chwyciła go pod ramię i idącego tyłem wyprowadziła na korytarz. Pasek od szlafroka sunął po podłodze, wywijając esy floresy między jego stopami.&lt;br /&gt;-Pisanie, pisaniem, ale kiedy jest czas na lekarstewka to trzeba je wziąć! - sentencjonalnie stwierdziła pielęgniarka, a kapcie-zajączki na nogach pacjenta jednostajnie szurały "rusz, rusz, rusz".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Suchar ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8269876875026329112?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8269876875026329112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/05/ludzie-rewersu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8269876875026329112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8269876875026329112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/05/ludzie-rewersu.html' title='Człowiek Rewersu'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-7351338051396898206</id><published>2009-05-07T00:30:00.005+02:00</published><updated>2009-05-07T00:42:30.559+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grafika'/><title type='text'>Znaleziska</title><content type='html'>Dziś kolejne  dwa graficzno-fotograficzne znaleziska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SgIH-RbJxtI/AAAAAAAAAHw/ZWEIB1wjLkM/s1600-h/Grzegorz-Ciechowski_export%282%29+kopia.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 264px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SgIH-RbJxtI/AAAAAAAAAHw/ZWEIB1wjLkM/s400/Grzegorz-Ciechowski_export%282%29+kopia.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332833675170662098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Grafika z obywatelem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;GC&lt;/span&gt;. Jestem z niej dumny i dumnie noszę ją na piersi ;P - powstała z myślą o nadrukowaniu  na czarnej koszulce. Oto pierwotne zdjęcie (&lt;a href="http://i219.photobucket.com/albums/cc154/lordleon_album/gc.jpg"&gt;KLIK!&lt;/a&gt;)... w oryginale było może tylko trochę większe - to okładka pierwszej solowej  płyty Ciechowskiego "Obywatel &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;GC&lt;/span&gt;" - w Internecie wszystkie skany tej fotografii są niestety paskudnej jakości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że udało mi się wydobyć z tej fotki to co najlepsze - zwłaszcza spojrzenie, a dokonanie tego nie było takie proste jak się wydaje ;). Całość jest biało-czarna z dwóch przyczyn - ze względów artystyczno-republikańskich (wyrazisty podział czerni i bieli, pomysł czarnego pasa ;P) i technicznych - wymagała tego metoda nadrukowywania. Jeżeli ktoś z was zapałałby nagle wielką fanowską miłością do twórczości Pana &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;GC&lt;/span&gt; i chciałby mieć taką koszulkę, mogę wysłać obrazek wektorowy i adres &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;allegrowej&lt;/span&gt; firmy, która robi dobre nadruki za naprawdę małe pieniądze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SgIIzTbaErI/AAAAAAAAAH4/W6XsYppVy8M/s1600-h/Bydgoszcz_80.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 250px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SgIIzTbaErI/AAAAAAAAAH4/W6XsYppVy8M/s400/Bydgoszcz_80.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332834586241667762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Uwielbiam to zdjęcie. Kiedy dojrzałem je upchnięte wśród luźnych fotografii gdzieś na ostatniej stronie bardzo starego, rodzinnego albumu wydawało się tam takie obce, niedające się do niczego przyporządkować, odrzucone, ale jednocześnie lśniące niezwykłym blaskiem - wiedziałem, że muszę je mieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostało wykonane prawdopodobnie przez mojego dziadka pod jego blokiem w Bydgoszczy  w '80 roku. Jest w nim coś magicznego (przynajmniej dla mnie).  Totalnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;odjechana&lt;/span&gt; kompozycja - smukli windsurferzy między topornymi blokami-mrówkowcami, jak mieszkańcy jakiegoś innego, lepszego świata którzy przez przypadek (na swoje nieszczęście)  trafili do szarej rzeczywistości PRL-u...i jeszcze ten, pewnie przypadkowo, pewnie przez pośpiech, chęć uchwycenia tego ulotnego zjawiska, przekrzywiony kadr nadający jakiejś niespotykanej dynamiki, jakby tajemniczy przybysze pływali co najmniej po australijskich rafach koralowych, a nie po sztucznym, betonowym stawie w małym, miejskim parku...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-7351338051396898206?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/7351338051396898206/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/05/znaleziska.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/7351338051396898206'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/7351338051396898206'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/05/znaleziska.html' title='Znaleziska'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SgIH-RbJxtI/AAAAAAAAAHw/ZWEIB1wjLkM/s72-c/Grzegorz-Ciechowski_export%282%29+kopia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-1469178758211088336</id><published>2009-05-03T15:50:00.006+02:00</published><updated>2009-07-20T23:17:46.568+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>Arie kosiarek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     Co roku przychodzi taka pora, gdy w Małym Miasteczku kosiarki zaczynają śpiewać. Pierwsze próby  rozpoczynają się  wczesną wiosną, koło kwietnia i początkowo występy są krótkie, pourywane, jak gdyby benzynowe śpiewaczki z powodu swojej skromności, a może  nadmiernej pewności siebie, nie chciały odsłaniać pełni swoich możliwości. Ale w końcu, gdy wybucha wiosna i trawa wytrwale pnie się w górę, nieświadoma tego co ją czeka,  kosiarki pokazują na co je stać - to ostateczny sprawdzian dla każdej z nich – po to właśnie istnieją, by śpiewać arie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śpiew kosiarek jest muzyką koneserów, niewielu ma świadomość jego istnienia i ukrytego w nim piękna. Jest w nim coś magicznego, jak gdyby w tych plastikowych, czterokołowych potworach  uwięziono wszystkie rytmy i melodie świata, tworząc  warkot, kakofonię, szum będący jego odzwierciedleniem. Rytm, który pasuje do bicia każdego serca, po prostu rytm wszechświata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z ulubionych zajęć Pana Mirosława było koszenie trawnika. W jego garażu stała wielka, spalinowa kosiarka, błyszcząca krwistą czerwienią i zielonkawa od nalotu zmielonej trawy. Pan  Mirosław uwielbiał wyjść późnym popołudniem by skosić równo i dokładnie całą połać działki. Trawa musiała być odpowiednio wysoka - musiała stawiać opór. Kochał te równoległe linie po kołach, kąty proste, równe odległości między jabłoniami i idealnie wyrównane żywopłoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego dnia znowu pozwolił jej zaśpiewać. Trawa westchnęła. Koło młodej czereśni wysypały się stokrotki i niewinnie lśniły jak krople mleka pośród jej soczystej zieleni. Ostrze zawirowało, a stokrotki cicho jęknęły pośród tumultu trawy. Opór był bezcelowy, lecz zielska było tak dużo, że silnik co raz to prychał i rzęził.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy jednostajny warkot maszyny wypełniał cały ogród, Pan Mirosław zaczynał śpiewać razem z nią. Śpiewał coś czego w Małym Miasteczku  nie potrafił zrozumieć nikt, nawet podświadomie, tak jak w przypadku śpiewu kosiarek. Odgrodzony ścianą dźwięku od sąsiadów, żony, rozkrzyczanych dzieci i własnego głosu, śpiewał operowe arie.”Czarodziejski Flet”,”Wesele Figara”, „Carmen” i  jego przykryty delikatną zasłoną głos, który wydawał się tak czysty, tak piękny i silny. Pan Mirosław zamykał wtedy oczy i nie było już rozedrganego, mechanicznego hałasu, ani skoszonej trawy pod stopami, tylko  rozbrzmiewająca oklaskami sala i jego wspaniały, wyimaginowany baryton. Tylko czasem, gdy w baku kończyła się benzyna i miękka izolacja dźwięku nagle znikała,  milknął speszony, słysząc okropny skrzek,  wydobywający się z jego ust.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kosiarka pluła płatkami stokrotek i ciałami traw przez kilkadziesiąt minut, aż wszystko stało się czystą geometrią.  Pan Mirosław wyłączywszy  silnik, przetarł okulary, po czym odetchnął głęboko i wziął się za czyszczenie maszyny z trawiastego nalotu. Popatrzył w stronę otwartych drzwi domu. Żona krzyczała przez telefon, telewizor bezsensownie trajkotał, radio pęczniało od modlitw, a jego praca, jego udawani przyjaciele, wścibscy sąsiedzi, jego maski, jego telewizor, jego telefon, jego nerwice i fobie były skoszoną trawą. Jutro urosną znowu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stokrotki zniknęły, ustępując miejsca porządkowi równoległych linii po kołach. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-1469178758211088336?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/1469178758211088336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/arie-kosiarek.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1469178758211088336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/1469178758211088336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/arie-kosiarek.html' title='Arie kosiarek'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8347044072312340767</id><published>2009-04-24T19:28:00.010+02:00</published><updated>2009-04-26T15:18:20.064+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grafika'/><title type='text'>Auf Asche</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mówiłem coś kiedyś o moich grafikach prawda? Porządkując dysk  komputera, natknąłem się na te oto dwa suchary (dawne, ale nigdzie wcześniej nie publikowane). Pierwszy powstał z uwielbienia do Ciasteczkowego Potwora i Grzegorza Ciechowskiego ;) (właściwie to okładka debiutanckiej płyty mojego wyimaginowanego nowofalowego bandu Global Cookie :P - występują Ziemia (®), Ciasteczkowy Potwór (®) i kosmos (®). Drugi powstał...hmm... chyba dlatego, że mam fioła na punkcie Fallouta ;) i pewnie byłem sfrustrowany ;) (oryginalny &lt;a href="http://www.americainwwii.com/images/fatmanandlittleboyfatman.jpg"&gt;obrazek&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Who wants global cookie?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SfH7ahw7-vI/AAAAAAAAAHY/X5EwStvUrJg/s1600-h/global+cookie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 388px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SfH7ahw7-vI/AAAAAAAAAHY/X5EwStvUrJg/s400/global+cookie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328316267314805490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Are you ready now  to open your postbox?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SfH7hovlE-I/AAAAAAAAAHg/3ZcKzj6sftA/s1600-h/letter.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 366px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SfH7hovlE-I/AAAAAAAAAHg/3ZcKzj6sftA/s400/letter.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328316389447242722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8347044072312340767?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8347044072312340767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/auf-asche.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8347044072312340767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8347044072312340767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/auf-asche.html' title='Auf Asche'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SfH7ahw7-vI/AAAAAAAAAHY/X5EwStvUrJg/s72-c/global+cookie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-4391603078658108018</id><published>2009-04-21T18:35:00.007+02:00</published><updated>2010-09-30T22:57:34.794+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>Królestwo niebieskie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opat wszedł do celi umierającego zakonnika. Było w niej prawie zupełnie ciemno, więc przełożony  szedł powoli, małymi kroczkami, jak  dziecko, z wyciągniętymi przed siebie rękoma. Jego stare i od lat smutne oczy powoli przyzwyczajały się do nikłego światła dogorywającej świecy, przy której zaczął dostrzegać zarys leżącej sylwetki. Gdzieś z granicy słyszalności dobiegał  go chrapliwy, nieregularny oddech. Podszedł bliżej i natrafiwszy dłońmi na oparcie krzesła, odsunął je  i powoli usiadł. Gdy drewno westchnęło skrzypnięciem, w ciemnościach błysnęło oko leżącego, a  delikatnie oświetlone  blaskiem świecy usta na moment przestały być grymasem bólu   i uśmiechnęły się.&lt;br /&gt;- Witaj bracie Anzelmie. Przyszedłem cię wyspowiadać i dokonać namaszczenia- wyszeptał opat.&lt;br /&gt;- Wiem - powiedział cicho, acz pewnie zakonnik, po czym zamilkł na moment i rzekł            - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.&lt;br /&gt;- Na wieki wieków. Amen - odetchnął z ulgą spowiednik, gdy niezręczna  cisza ustąpiła miejsca rytuałowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Konający z wielkim wysiłkiem uniósł prawą dłoń i wkładając w gest całą energię wykonał niewyraźny znak krzyża. Jego ręka bezwładnie opadła na pościel, a  świszczący ze zmęczenia oddech jeszcze długo nie mógł się uspokoić.&lt;br /&gt;- Dobrze...Niech Bóg będzie w twoim sercu bracie, abyś skruszony w duchu wyznał swoje grzechy - opat również zrobił znak krzyża.&lt;br /&gt;- Czuję, że to ostatnia spowiedź i namaszczenie...więc chciałbym powiedzieć o tym, czego skruszenie żałuję...- mnich wahał się przez chwilę  - chodzi mi o  grzech zaniechania.&lt;br /&gt;- Zaniechania? - zdziwił się  Ojciec – Chcesz powiedzieć bracie, że nie zapobiegłeś  jakiemuś złu?&lt;br /&gt;- Nie...- umierający zawahał się - żałuję, że zaniechałem życia...- przełożony nie dowierzał własnym uszom  -...że nie czerpałem z niego garściami... - zdziwienie i oburzenie opata rosło - czasem czuję, że nie żyłem pełnią, że straciłem jedyną szansę -  powiedział  brat Anzelm i wycieńczony opadł na poduszki.&lt;br /&gt;- Bracie! Chodzi ci o dobra doczesne? Nędzne ziemskie przyjemności?! Tego żałujesz?! Słabym w chwilach trwogi to niegodne zakonnika! - teatralnie zagrzmiał wielebny Ojciec, a Anzelm skurczył się pod jego rzucającym groźne błyski wzrokiem.&lt;br /&gt;- Nie..- ledwo słyszalnie wyszeptał - to nie tak Ojcze. Starałem się by w moim życiu nie było grzechu, ale  teraz widzę, że było go tak niewiele, nie dlatego, że nie ulegałem jego pokusom, ale dlatego, że przez czterdzieści lat stałem w miejscu...to tak... to tak jakbym zamknął swoje życie w małym pudełku..- zakonnik oddychał coraz ciężej, coraz trudniej było mu się skupić - nie wiem jak to wytłumaczyć..- poddał się, a opat popatrzył na swą zbłąkaną owieczkę z mieszaniną współczucia i politowania.&lt;br /&gt;-  Każdemu zdarza się wątpić, zwłaszcza kiedy jest się tak blisko celu..&lt;br /&gt;-  Ja nie wątpię Ojcze - Anzelm odpowiedział  zadziwiająco pewnie jak na wycieńczonego - ja straciłem jedyną szansę...- przerwał na chwilę, wiedział, że po tym co za chwilę powie nie będzie już odwrotu  - nie ma żadnego celu, po prostu nie ma. Nie czeka mnie nagroda, bo nie ma mnie za co nagradzać, ani kara, bo nie ma mnie za co karać...teraz...kiedy czuję jak odchodzą siły widzę ogromną pustkę i wiesz co Ojcze - Anzelm poczuł w sobie siłę -  moje serce raduje się tym widokiem,  bo nie pragnę żadnej nagrody. Nie pragnę  powrotu, ani nowej szansy. Wiem, że moja rola została wypełniona i nie potrzeba mi nic więcej.&lt;br /&gt;- Przecież jesteś  wspaniałym człowiekiem! Skruszonym w duchu zakonnikiem! Całe życie służyłeś Bogu! Synu, uwierz mi, czeka cię nagroda! - gorąco zaprzeczał spowiednik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anzelm uparcie milczał. Opat nie miał pojęcia  co o tym wszystkim myśleć. Był zły                    i zawiedziony, ale zdawał sobie sprawę, że albo widzi grzeszną butę, albo prawdziwą pokorę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zostało mu nic innego, jak wykonać swoją powinność i oddać umierającego  pod Boską opiekę.&lt;br /&gt;- Niech Bóg wybaczy ci to co mówisz i niech dane ci będzie dostąpić jego światłości - opat uniósł rękę i dotykiem wydobył z ciemności szafkę, a z niej buteleczkę świętego oleju - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Per istam sanctam unctionem...&lt;/span&gt;- śpiewnie zaintonował, po czym wziął obie dłonie starca i na ich zewnętrznych stronach wykonał olejem znaki krzyża -&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...et suam pissimam misericordiam adiuvet te Dominus gratia Spiritus Sancti...&lt;/span&gt;- wstał z krzesła, pochylił się nad bratem Anzelmem i wykonał święty znak na jego czole -&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...ut a peccatis liberatum te salvet atque propitius allevet. Amen.&lt;/span&gt;                   - Schował olej z powrotem do szafki. Już miał pozdrowić zakonnika i wyjść, gdy nagle zdał sobie sprawę, że nie słyszy już chrapliwego oddechu. Pochylił się nad ustami Anzelma i trwał chwilę w bezruchu. Knot świecy  zaskwierczał i zgasł. Wypełniło się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;*****   &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;      Jeszua stał przed drzwiami jednego z wielu sklepów w  przeogromnym Pawilonie. Miejsce to wydawało się tak stare i opuszczone, że budziło w nim pewien niepokój. Nie wiedział czy to przez wyblakłe i brzydkie litery nad wejściem informujące, że prowadzi ono do „Multiwersum winyli”, łuszczącą się niebieską farbę na drzwiach, czy może przez brak przeszklonej wystawy                            i rozsuwanych drzwi z fotokomórką. Jednak pomimo zniechęcenia powoli nacisnął klamkę i wszedł do środka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalazł się w pomieszczeniu o nieokreślonym kształcie, wszystko za sprawą wielkich regałów, w których ustawieniu ciężko było doszukać się jakiegokolwiek porządku. Niektóre stały przy niebieskich ścianach, były solidne i zaprojektowane z myślą o winylach, które, jak  wskazywały na to kolorowe fiszki z literami, poukładano alfabetycznie. Natomiast inne wyglądały na zwykłe szafy z niechlujnie dorobionymi półkami, na których płyty tkwiły niemiłosiernie poupychane. Oprócz regałów jeszcze w paru miejscach  koperty z krążkami leżały po prostu ułożone na ziemi w wysokich stosach. Porządek i chaos spajał wszechobecny kurz, sprawiający, że to miejsce wydawało się szare, smutne i coraz bardziej nie podobało się Jeszui.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pośrodku tego „Multiwersum”, w wytartych dżinsach i spranym, niebieskim swetrze,                      z rozłożonymi w powitalnym geście rękoma stał jego Ojciec:&lt;br /&gt;- Witaj w moim niebieskim królestwie Synu! - powiedział teatralnie.&lt;br /&gt;Jeszua  z kwaśną miną ostentacyjnie rozejrzał się po antykwariacie, by dać mu do zrozumienia,             że on sam nie nazwałby tak tej rupieciarni.&lt;br /&gt;- Nie tak je sobie wyobrażałem tato. Te twoje  opowieści o wszystkich płytach  w jednym miejscu są nieźle przesadzone..&lt;br /&gt;- Patrzysz na ilość płyt? Nie o to chodzi Synu! - spojrzał na niego jakby to było oczywiste           – Przecież na każdej z nich są całe symfonie! Miliony instrumentów, solistów, melodii! Miliardy  dźwięków!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jeszua spojrzał ze zdziwieniem i lekką irytacją na wzburzonego Ojca. Denerwowało go to, że zawsze mówił niemalże szyfrem.  Na przykład, ciągle nie rozumiał, dlaczego nie pozwalał mu przychodzić do „Multiwersum winyli”, aż do dzisiejszego dnia – dnia jego trzydziestych trzecich urodzin. Czasem naprawdę wielkim trudem było odgadnięcie woli Ojca.&lt;br /&gt;                                                                      - Po co kazałeś mi tu przyjść, albo raczej, dlaczego musiałem czekać tak długo? Dlaczego nie pozwoliłeś mi kiedy byłem nastolatkiem, kiedy muzyka była dla mnie najważniejsza?! - zapytał z wyrzutem Jeszua.                                                                                                                  &lt;br /&gt;- Byłeś wtedy za młody, za bardzo do nich przywiązany,  mógłbyś nie zrozumieć. Usiądź      – Ojciec wskazał dwa krzesła obok stołu z gramofonami.  Syn rozsiadł się nonszalancko, a Ojciec usiadł tuż obok – powiedz mi, co wokół siebie widzisz? - zapytał patrząc badawczo. Jeszua podniósł oczy ku niebu po czym odpowiedział wolno i lekceważąco:                                                                             &lt;br /&gt;- Setki zakurzonych, starych płyt gramofonowych...                                                          &lt;br /&gt;- Nie! Nie! Nie! - przerwał  Ojciec i wstał – Widzisz muzykę! Te okrągłe kawałki            polichlorku winylu nie mają znaczenia! - zrobił parę kroków –  Nie mają  racji bytu bez muzyki, są wtedy nielogiczne i bezsensowne - obrócił się na pięcie i pochylony nad Synem wyszeptał konspiracyjnie – Bo widzisz...muzyka nie może sobie wyobrazić braku płyty, myśli, że jest częścią czarnego krążka. Popatrz na te adaptery – wskazał na stół – każda z tamtych płyt była kiedyś odtworzona na jednym z nich, wiele odtwarzano na setkach innych gramofonów. Są różne gramofony, niektóre mają stępione igły, które przeskakują, wydobywają dźwięki za szybko, albo za wolno. Nie ma idealnej igły, zawsze są trzaski. Muzyka większości płyt marzy o nowych adapterach, o igłach które nigdy nie przeskakują,  które nigdy nie docierają do krawędzi..&lt;br /&gt;- Czyli igła to czas...albo przeznaczenie, tak? - zapytał Jeszua.&lt;br /&gt;- Tak.  Można tak powiedzieć. Muzyka mylnie sądzi, że trwa tylko podczas odtwarzania, że tylko igła sprawia, że istnieje, ale to nie wszystko. Na muzykę składają się linie melodyczne,  niektóre są solówkami, inne akompaniamentem, jeszcze inne są tak proste, krótkie i niezauważalne, że  trudno je nawet nazwać melodiami. Wydawałoby się, że mają sens tylko razem, tylko kiedy współgrają, że same nie mają racji bytu, ale to złudzenie - Ojciec zrobił efektowną pauzę - Nie potrzeba tych wszystkich harmonii, interwałów, dysonansów i konsonansów, bo tak naprawdę nie potrzeba żadnego słuchacza, tak jak nie potrzeba adaptera ani płyty. Tylko melodia, która nie marzy o kolejnym gramofonie, innej płycie, nowej igle ani nawet słuchaczu... - Ojciec ściszył głos -..tylko taka... będzie wyzwolona. Wówczas stanie się czystą ideą, nie do zapisania, bo wszystkie dźwięki będą w niej równoczesne...   i ta chwila równoczesności, ta chwila bez gramofonu i płyty jest właśnie wiecznością – Ojciec chwycił Syna za ramię – teraz dowiesz się po co cię tu przywiodłem. Musisz się skupić najlepiej  jak potrafisz i spróbować usłyszeć – Jeszua siedział oszołomiony, to co powiedział przed chwilą Ojciec wydawało się najbardziej tajemnicze ze wszystkiego co kiedykolwiek mówił. Nie bardzo wiedział jak rozumieć jego słowa:&lt;br /&gt;- Ale tato...&lt;br /&gt;- Spróbuj! – nalegał Ojciec.&lt;br /&gt;- To głupie..  &lt;br /&gt;- Cisza! - wykrzyknął  nieznoszącym sprzeciwu głosem i znieruchomiał. Syn już nic nie mówił tylko zamknął oczy i spróbował oczyścić umysł z myśli. Trwali w ciszy już od kilkunastu sekund i Jeszua chciał już dać sobie spokój z tą dziwaczną próbą, gdy nagle, gdzieś z granicy słyszalności, gdzieś z oddali, a może głęboko w sobie, usłyszał przesiąknięty chłodem wielowiekowych, klasztornych murów głos umierającego człowieka, tak cichy jak szelest winylowej płyty wysuwanej  z koperty: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„...nie pragnę żadnej nagrody. Nie pragnę  powrotu ani nowej szansy. Wiem, że moja rola została wypełniona i nie potrzeba mi nic więcej”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- Słyszysz? - wyszeptał podekscytowany Ojciec. Jeszua z wciąż zamkniętymi oczyma kiwnął głową – to melodia, która się wyzwoliła, mój Synu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span&gt;wyróżnienie&lt;br /&gt;w V Wojewódzkim Konkursie Literackim&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-4391603078658108018?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/4391603078658108018/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/krolestwo-niebieskie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4391603078658108018'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4391603078658108018'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/krolestwo-niebieskie.html' title='Królestwo niebieskie'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-168802959384563838</id><published>2009-04-16T22:50:00.007+02:00</published><updated>2009-04-19T14:24:29.357+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>***</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dużo się dzieje. Usilnie pracuje nad "teledyskiem" do "Mojej krwi" Republiki - jak na razie od cholery problemów, złośliwości oprogramowania,  zmian koncepcji itd. Jeszcze nie wiem, czy podzielę się wynikami tej pracy, czy klip będzie czekał na coś dużego, co siedzi mi w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jadę na koncert U2 - dziwna to historia - w końcu wielkim fanem tej kapeli nie jestem, 3-4 kawałki jak wszyscy. Świąteczna niedziela, brat przychodzi do mnie z szarą kopertą i słowami "to na zachętę do grania na gitarze". Otwieram, a tam bilet. Szok. Fajnie mieć starszego, zarabiającego brata :D.&lt;br /&gt;Pierwszy raz nie będę jechał na koncert jako "prawdziwy-true-fan" (Juwenaliów nie liczę :P), ale cieszę się niesamowicie, bo wiem, że czeka mnie największy gig ostatnich lat (bilety wyprzedały się natychmiast, a scena, chorzowski stadion i cała ta atmosfera... już wyobrażam sobie monumentalne "Beautiful Day"). Oczekiwanie na 6 czerwca... i takie jedno małe marzenie, by w tym roku do Polski zawitał Coldplay...byłoby wspaniale i nieziemsko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapowiada się koncertowo, koncertowo i jeszcze raz koncertowo. Nie dość, że U2 będzie, to do Gdańska do Stoczni ("Przestrzeń Wolności") podobno ma zawitać Scorpions, a do tego Julia na swojej stronie (www.juliamarcell.com) pobąkuje od dłuższego czasu o koncertach w Polsce (nie ma możliwości, żebym nie pojechał na jej koncert :P)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę teraz o Dniu Białej Flagi - a dokładniej o tym, że mnie na nim nie będzie - za późno sobie o nim przypomniałem, a ja muszę zawsze planować z dużym wyprzedzeniem (moje przekleństwo- niezdecydowanie i odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę), bo  po tym jak zaświta mi do głowy pomysł jakiegoś wyjazdu, muszę się z nim przez dwa, trzy tygodnie "oswajać", przeganiać z mojej głowy te mruczące leniwce i wrzeszczących kpiarzy, powtarzających z uporem, że "to się nie uda",  "po cholerę ci ten trud?"...choć faktycznie z tym wyjazdem byłoby dużo więcej problemów niż z wcześniejszymi, więc na razie biało-czarny krawat posiedzi w szafie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, już sobie wyobrażam - pierwszy rok studiów, 10 rocznica śmierci Ciechowskiego i mój pierwszy Dzień Białej Flagi... :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas na trochę materialistycznego połechtania. Kupiłem sobie porządne słuchawki (douszne sennheisery mx500)- jak to z moimi zakupami-trwało to z półtorej miesiąca, zanim się na nie zdecydowałem (po uprzednim przeczytaniu miliona recenzji)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co z tego? Ano pierwszy raz od dawna ( może od 2-3 miesięcy) poszedłem na spacer odizolowany od wszystkiego moją przytulną (tym razem coldplayową), zasłoną dźwięku. I doszedłem do dwóch wniosków - po pierwsze, moje Małe Miasteczko, w promieniach wiosennego słońca jest naprawdę urocze (mimo pierwszych oznak tejże wiosny w postaci radośniej niż zwykle zataczających się pijaczków), a po drugie, że film w którym gram, jednocześnie czasem go reżyserując (moje życie), mimo dłużyzn, niepotrzebnych scen, pełnego dziur i nieścisłości scenariusza, jest nieźle nakręcony. A może to kwestia muzyki?&lt;br /&gt;Zauważyliście, że filmy z dobrym soundtrackiem nabierają wartości?&lt;br /&gt;Może z życiem jest podobnie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Do posta o koncercie Lao Che w Graffiti dodałem parę zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-168802959384563838?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/168802959384563838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/168802959384563838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/168802959384563838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/blog-post.html' title='***'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-34138300128037666</id><published>2009-04-10T22:46:00.007+02:00</published><updated>2009-04-11T12:10:45.501+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>Piątek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wchodzę do kościoła ostatni, więc muszę zamknąć drzwi przed chłodem i wiatrem. Zamykanie drzwi jest tym czego nie lubię, boję się burzyć ciszę miejsca, ale przede wszystkim zamykanie  ich wydaje mi się czymś ostatecznym, jakbym zatrzaskiwał je komuś przed nosem, odgradzając siebie, zostając samemu sobie, bez drogi ucieczki. Naciśniecie tej wielkiej ciężkiej klamki zdaje się równać zasuwaniu wszystkich ryglów świata. Jest taka tajemnicza, mistyczna, ale nie, nie groźna - jej miękkość wygładzona tysiącem rąk uspokaja. Prawie bezgłośnie zamykam odrzwia tak stare, że ich drewno stało się mocne jak skała. Jestem lekko zdziwiony, spodziewałem się śpiewów lub chociaż szeptów modlitw czy skrzętnie kamuflowanych kaszlnięć, zastałem ciszę. W środkowym rzędzie siedzi stara kobieta, nieruchoma, jak posąg. Poza tym nikogo. Żadnej warty przy grobie. Cisza. Moje kroki są niepewne, chaotyczne, udaję spokój, jednocześnie jakbym się skradał, jakbym chciał przekonać tą staruszkę, która jest nadal nieruchoma, że mnie tu nie ma. Nagle z echa wyłaniają się inne niż moje, głośne, pewne kroki. Z zakrystii, z dłońmi schowanymi w przepastne rękawy habitu, wychodzi siwy, brodaty zakonnik. Uśmiecha się do nas dobrodusznie. Patrzy na nas chwilę, widzi, że nie jesteśmy tutejsi. Może stąd ten błysk zainteresowania w oczach? "Przyszedł ktoś! Ktoś inny, może z daleka?". Siadamy w ławce. Kiedy ławka przestaje już skrzypieć, kiedy już wszystkie atomy znajdują swoje miejsce w przestrzeni, pojawia się ona - cisza - absolut. Jest gęsta jak syrop, wszechogarniająca, jednocześnie ostra jak sztylet. Wydaje mi się, że gdybym się postarał mógłbym usłyszeć szelest palców przesuwanych po różańcu lub oddech kobiety posągu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na grób - na ten złocony sprayem, gruby, szary papier udający kamienne ściany groty, wyblakłą figurę Jezusa i wciśnięte w każdą wolną przestrzeń dziesiątki plastikowych doniczek z czerwonym azaliami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brodaty mnich wiedziony moim spojrzeniem odwraca się w stronę grobu, na chwile nieruchomieje, po czym zdecydowanie rusza w stronę doniczek i zaczyna je przestawiać, przesuwać, przekładać, szeleścić papierowymi ścianami, jakby odebrał moje spojrzenie jako krytykę i chciał się zrehabilitować, a może jakby szukał idealnego wizerunku, jakby starał się znaleźć porządek, wprowadzić ład do tego co stało się dwa tysiące lat temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy w końcu znajduje tylko jemu wiadomy złoty środek w kwietnych konstelacjach, patrzy chwilę na swoje dzieło i zadowolony z siebie wraca do zakrystii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cisza absolutna powraca, powoli zaczyna mnie przytłaczać, przerażać, boję się, że ktoś usłyszy moje myśli. Nie słyszę własnego oddechu - wszystko utopione w tej ciszy, zaczynam się modlić by znowu ktoś przyszedł i przywrócił mnie czasowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje modlitwy zostają wysłuchane. Słyszę pstryknięcie kontaktu. Z zakrystii kulejąc, wychodzi łysy jak kolano zakonnik. Kuśtykając prawie biegnie, przemyka, jakby chciał ukryć swoje niedołęstwo przed wzrokiem Najwyższego. Przyklęka przed grobem, ale tylko na chwilę, jemu też coś nie pasuje. Przez moment przygląda się uważnie po czym podrywa się i swym szybkim, kaczym chodem pędzi do zakrystii. Po chwili wraca ze szmatką i na klęczkach zaczyna energicznie polerować podłogę przed grobem. Dlaczego? Przecież tym wysłużonym drewnianym deskom nic już nie pomoże, ten poziom czystości jest szczytem ich możliwości. Mnich dociera do grobu, będzie wycierał figurę? Czy to nie byłoby świętokradztwo? Chcę się wychylić, żeby zobaczyć, ale nie jestem w stanie. Modlitwa, modlitwa, szur, szur, cisza, czyżbym słyszał oddech kobiety-posągu? Nagle olśnienie. Wiem dlaczego zakonnik wyciera podłogę. To takie oczywiste! Ten grób jest jego całym życiem. „Gotujcie drogę Panu!”. Przecież on zwycięży i wstanie. Miałby kroczyć po deskach które nie zasługują na ideał jego stóp?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wielki Piątek 2008&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;-------------------------------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie pomyliłem się datując ten tekst, właśnie wtedy go napisałem - w Wielki Piątek 2008 roku, ale myślę, że jest on na tyle uniwersalny, że warto go, a nawet trzeba, zamieścić  właśnie tutaj i właśnie dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuję pewną satysfakcję i dumę kiedy czytam ten tekst po roku. Zwykle, po tak długim czasie, kiedy już się dawno ochłonęło, zapomniało o danym opowiadaniu, kiedy nie pamięta się z niego prawie żadnego zdania i można spojrzeć na nie trzeźwo i bez emocji, dopiero wtedy, dostrzega się mnóstwo błędów i naiwności ("Jak mogłeś coś takiego napisać? Co wtedy myślałeś?") -  jednak z nim jest inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Piątek" jest jednym  z trzech opowiadań...tak.. nie skłamię kiedy to powiem, które pisałem w prawdziwym natchnieniu. W tego rodzaju wenie wydaje ci się, że to nie ty piszesz, ale jesteś tylko przekaźnikiem, narzędziem, marionetką w czyichś niewidzialnych rękach. Wypływa z ciebie myślowy potok, ale ty wcale nie myślisz- piszesz, tworzysz, działasz instynktownie w jakimś niesamowitym zamroczeniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała sytuacja przedstawiona w tym opowiadaniu jest autentyczna. Naprawdę siedziałem w tym kościele, zakonnik poprawiał doniczki z czerwonymi azaliami itd, a ten tekst zaczął we mnie narastać już tam - to było nawet zabawne. Całe zdania. Całe frazy. W pewnym momencie myślałem tylko o tym by ich nie zapomnieć - mimo, że to rodzaj tekstu reporterskiego, zapomniałem o samej sytuacji, o wszystkim wokół. Myślałem tylko o tekście - rzeczywiście to trochę egoistyczne, ale kiedy wróciłem do domu, pobiegłem do pokoju, włączyłem komputer i zacząłem pisać, za wszelką cenę próbując przypomnieć sobie te zdania i wrażenia, naprawdę przepełniała mnie wiara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chociaż nie jestem z Kościołem w dobrych stosunkach (a raczej w żadnych i stronię od tej instytucji), i chociaż nie wszystko w tej wierze mi odpowiada, i ciągle poszukuję... to jest to dla mnie mój mały zwyczajny-cud, moje maleńkie, skromne objawienie-instant.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem  czy Jezus zmartwychwstał, czy był Bogiem, czy w ogóle istniał... Ale od momentu napisania "Piątku", jego ostatniego zdania, zrozumiałem, że to możliwe, doceniam i szanuję ludzi, którzy mogą powiedzieć o sobie, że naprawdę, szczerze w to wierzą. Może i mi się kiedyś uda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dosyć tej powagi.&lt;br /&gt;Wesołych Świąt i smacznego jajka! Hej ho! ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-34138300128037666?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/34138300128037666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/piatek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/34138300128037666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/34138300128037666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/piatek.html' title='Piątek'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-4853261810649922634</id><published>2009-04-07T15:40:00.001+02:00</published><updated>2009-04-07T15:52:17.625+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Wy macie rację, ale my mamy karabiny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/04/Maobadge1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 163px; height: 152px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/04/Maobadge1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Oto słowa Przewodniczącego Mao. Wygląda na to, że obecnie to jeden ze sztandarowych opisów gadu-gadu (po wpisaniu tego hasła w wyszukiwarce pojawia się multum stron z "fajnymi" tekstami do komunikatorów). Zastanawiam się co natchnęło "Czerwone Słońce Narodów", "Oświeconego Zbawcę Ludu" do tak głębokiej myśli? Długoletnia wprawa w  niszczeniu politycznych wrogów? Czy może absurdalne, bezmyślne plany i projekty społeczne (np. "Wieki Skok Naprzód")? Na pewno stało za tym rozległe doświadczenie - w końcu, to zawsze Mao miał karabin i zawsze on miał rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno skończyłem czytać niezwykłą książkę -"Piórko na wietrze" autorstwa Emily Wu i Larrego Engelmanna. To autobiograficzna powieść  o dzieciństwie, dorastaniu  Maomao (chińskie imię pisarki) w czasach tzw. Wielkiej Rewolucji Kulturalnej (1966-1976).  "Dzieciństwo" nie jest dobrym słowem, ponieważ to co dzieje się w okół dziewczynki jest  po prostu niewyobrażalne, chore, wydaje się, że umysł 5-6 letniego dziecka nie zdołałby tego pojąć ani udźwignąć. Jednak  dziecko nie daje za wygraną, za wszelką cenę próbuje przetrwać. Jest to trudne, tymbardziej,  że Maomao, na jej nieszczęście, urodziła się dziewczynką (dziwna i straszna mentalność chińska), przez co nawet w oczach swoich, bądź co bądź, inteligentnych rodziców, ciągle jest kimś gorszym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej chwili przypomina mi się kilkanaście książek i filmów o Holokauście, stalinowskiej Rosji, a nawet o afrykańskich przewrotach wojskowych....ale o rewolucji kulturalnej? Nic. Przed przeczytaniem "Piórka na wietrze" nie wiedziałem o tych strasznych, wydawałoby się sprzątniętych pod dywan historii, wydarzeniach właściwie nic. Po głowie krążył mi tylko jakiś fragment z podręcznika do historii... coś o czerwonej książeczce, buncie młodzieży przeciwko wszelkim autorytetom i tradycji, coś o paleniu książek, słowem nic konkretnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co przeczytałem  było niezłym szokiem. Od tej książki nie można się oderwać, a jednocześnie chce się od niej uciec i nie chodzi tu o drastyczność opisywanych scen (choć i takich jest tu sporo), na którą skutecznie uodporniają nas codziennie tony filmów, książek chociażby o II Wojnie Światowej. Nie. Czytając "Piórko na wietrze" chciało mi się krzyczeć. Myślałem "jak można być tak nieczułym? Jak można tak poniżać i tak dawać się poniżać?", ale przede wszystkim "jak można być tak głupim?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielka Rewolucja Kulturalna w Chinach jest chyba jedynym przykładem przewrotu, jaki znam, który nie był zwrócony przeciwko władzy. Co więcej, był absolutnie z władzą zgodny i przez nią kontrolowany!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdej innej rewolucji mamy dwie osie - przedstawicieli starego porządku i zwykle młodych, próbujących zbudować nowy świat. Będąc w środku konfliku, zawsze możemy opowiedzieć się po którejś ze stron, mamy do kogo uciec ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przecież wiemy kto zwycięży, stańmy po stronie zwycięzcy!"&lt;/span&gt;). W tym przypadku nie było żadnej drugiej osi. Rodzina Maomao nie dość, że inteligencka (co w czasach Rewolucji Kulturalnej było największą zbrodnią), to jeszcze "czarna" ("prawicowa" przeszłość) przez dziesięć lat była nieustannie piętnowana zaróno przez oficjalną władzę jak i przez "rewolucjonistów". Żadnej pomocy. Żadnej obrony. Rzuceni w sam środek czerwonego piekła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czymże była ta rewolucja?&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie studenciaków. Ot takich zwykłych grzecznych, mówiących "dzień dobry" profesorom, chodzących do nich (w tym do ojca Maomao) na korki. Generalnie miłe chłopaki i dziewczyny.&lt;br /&gt;A teraz wyobraźcie sobie, że pewnego dnia "Wielki Przewodniczący Mao" ogłasza plan tzw "Czterech Oczyszczeń", w którym oznajmia, że dawna kultura (książki, książki, książki), obyczaje, stosunki społeczne, hierarchia wieku (ot choćby taki zwykły szacunek dla ludzi starszych), a przedewszystkim inteligencja, profesorowie, czy choćby zwykli nauczyciele są pozostałością starego, złego, kapitalistycznego porządku, który trzeba zniszczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Studenciaki zaczynają wiecować, wpadają w szał plakatomanii, płomiennych mów na chwałę przewodniczącego Mao. Uniwersytet zostaje zamknięty. Początkowo wszyscy myślą, że miną dwa tygodnie i wszystko wróci do normy, ale studenci wiecują dalej, zaczynają wyszukiwać wrogów ludu, robić listy nazwisk. W końcu zakładają "czerwone gwardie", wyciągają swoich nauczycieli, z którymi jeszcze niedawno byli prawie na "ty",  z domów, poniżają publicznie na stadionach, biją, plują, wszystko przy akompaniamencie śmiechu uradowanej tłuszczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co na to państwo? Co na to władza?...A nic. Władza ogłasza, że dawne prawo przestaje funkcjonować, a milicja powinna wręcz pomagać i ułatwiać pracę "czerwonym gwardiom"...Teraz wyobraźcie sobie, żę to dopiero początek.&lt;br /&gt;Poniżej  fragment obrazujący ten "początek".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Nazajutrz rano zbudziły mnie krzyki i walenie do drzwi. Ledwie mama zdążyła otworzyć, do środka wpadł tłum rozhisteryzowanych czerwonogwardzistów. Wysoki młodzieniec - kolejny były student taty - kazał rodzicom stanać przed sobą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Przewodniczący Mao uczy nas: "Rewolucja to przemoc - wyrecytował. - To potężne narzędzie w bezwzględnej walce klas". Niech żyje przewodniczący Mao!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Niech żyje przewodniczący Mao! - zawtórowali inni, trzymając w wysoko uniesionych dłoniach Czerwone Książeczki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Towarzysze rewolucjoniści - zwrócił się młodzieniec do swych popleczników - przyszliśmy tu, żeby podjąć niezbędne działania. Szkoda dnia! Ruch Czterech Oczyszczeń wzywa. Nie przeoczcie żadnych obciążających dowodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy ze zdumienia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Wu Ningkun - rozkazał przywódca - przekaż nam całą swoją korespondencję z obcymi szpiegami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Towarzyszu rewolucjonisto - odparł spokojnie tata - niczego takiego nie mam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Nie zapieraj się działalności kontrrewolucyjnej - wrzasnął młodzian. - Siadaj. Przygotuj listę wszystkich wrogów naszego państwa, z którymi korespondowałeś od powrotu ze Stanów Zjednoczonych w 1951 roku. (...) przywódca wskazał palcem na pudła wypełnione książkami i oznajmił:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Propaganda burżuazyjna. Spalić!(...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;Z trudem powstrzymałam płynący z głębi serca okrzyk "Błagam, nie palcie książek taty!" (...) Były tam prawdziwe skarby - Hugo, Zola, Du Fu, Li Bai, Lawrence, Stendhal, Dumas, Cao Xueqig, Balzak, Szekspir. Chciało mi się płakać. Na wierzchu jednego z pudeł, tuż koło mnie, leżał opasły tom "Jana Krzysztofa" Romaina Rollanda. Powieść przetłumaczył z francuskiego Fu Lei, najdroższy przyjaciel taty, który ostatnio padł ofiarą prześladowań Czerwonej Gwardii i wraz z żoną popełnił samobójstwo.(...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jeden z hunwejbinów przetoczył nam przed nosem rower mamy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Będzie mi potrzeby do robienia rewolucji - wycedził przez zęby.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mama zagryzła wargę i odwróciła wzrok&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Obserwowałam dwie czerwonogwardzistki, jak siedzą  na podłodze mojej sypialni, grzebiąc w ubraniach, pościeli, zabawkach.  Jedna znalazła lusterko, które trzymałam pod łóżkiem (...) Odwróciła się lewym i prawym profilem, wydęła usta, zmarszczyła brwi i przeczesała włosy palcami. Kiedy skończyła się mizdrzyć, wsunęła lusterko do kieszen munduru i podjęła przerwane poszukiwania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hunwejbini skonfiskowali wszystko, coklowiek im się skojarzyło z burżuazją, Czterema Dawnymi Wartościami lub działalnością kontrrewolucyjną. Ojcowska maszyna do pisania marki SMith-Corona, aparat fotograficzny Kodaka, gramofon RCA, komplet krawatów (...)-wszystko trafiło na stos rzeczy do wyrzucenia. Na odchodnym kazali tacie wynieśc przed dom kilka pudeł z książkami.(...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;Z dworu dobiegły mnie krzyki i śpiewy. Wyjrzałam przez okno w łazience. Czerwonogwardziści wraz z grupką wiernych kibiców zbili się w ciasny krąg wokół ogniska. Tata stał w środku i rzucał książki w płomienie. Ilekroć stawały w ogniu, tłum klaskał i wznosił radosne okrzyki. Poczułam, że oczy wzbierają mi łzami. "Nie płacz!" - szepnęłam do siebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;Tata wrócił zgnębiony i usiadł bez słowa przy biurku"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Piórko na wietrze" &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakie płyną z tego wnioski? Rewolucja nigdy nie jest niczym dobrym (chodzi mi tu przede wszystkim o rewolucje ideologiczne). Zawsze prowadzi do wypaczeń i niepotrzebnych ofiar, choćby idea była jak najlepsza i  w założeniach jak najbardziej szczytna. Nawet rewolucje z dobrych pobudek (np rewolucja demokratyczna w Iranie) często prowadzą do nieszczęść, śmierci - okazuje się, że stara prosta prawda o tym, że "rewolucja pożera własne dzieci" jest ciągle aktualna.&lt;br /&gt;Po drugie, rewolucja może być także bezdennie głupia, ograniczona i niepotrzebna - na co dowodem jest "Piórko na wietrze".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że jedyną rozsądną drogą jakichkolwiek zmian jest ewolucja. Mam nadzieję, że o tym pomyślimy kiedy po raz kolejny, z podobnym jak za każdym razem zapałem, zapragniemy zburzyć stary świat i budować nowy, a nasze idee jak zwykle będą wydawały się bezbłędne i cudownie idealne...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-4853261810649922634?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/4853261810649922634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/wy-macie-racje-ale-my-mamy-karabiny.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4853261810649922634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4853261810649922634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/04/wy-macie-racje-ale-my-mamy-karabiny.html' title='Wy macie rację, ale my mamy karabiny'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8665654009872289553</id><published>2009-03-27T15:23:00.015+01:00</published><updated>2009-07-20T23:18:46.826+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;zeznanie&quot;'/><title type='text'>Zeznanie Pana Plumpa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powolutku Panie Władzo, powolutku, zaraz opowiem jak było. No, więc tak się złożyło, że tydzień temu dostałem pierwszy od siedmiu lat urlop. Całe dwa tygodnie! Wyobraża Pan sobie? Też się cieszyłem. Choć tylko początkowo, wie Pan trochę na tym świecie żyję, trzecia nerka, dwa razy rak i pamiętam czasy kiedy dzień pracy był...no... nieco krótszy i były chorobowe urlopy. Wiem, że brzmi to fantastycznie,  ale to prawda...Ech było inaczej...co nie znaczy, że lepiej, choć  małe, ucieszne niemowlęta były znacznie częstszym widokiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie, wróciłem do domu i pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do łóżka ukojony myślą, że nic mnie nie goni i mogę się wyspać do woli. Przez pierwsze dwa dni było wspaniale. Wstawałem o której chciałem i całe godziny nie robiłem absolutnie nic. Lecz w pewnym momencie poczułem nagłą chęć zrobienia czegoś...no nie wiem.. konstruktywnego, jakiegoś aktu tworzenia, ale nie żadnej tam sztuki i tych innych, niezrozumiałych bohomazów, tylko czegoś prostego i w swej prostocie pięknego. Po bezowocnych rozmyślaniach, postanowiłem zrobić to co zwykle – sprawdzić co tam w  Omninecie. Najpierw sprawdziłem pocztę. Omninet beznamiętnie stwierdził, że mam dziesięć nowych wiadomości w tym cztery to spam zachęcający bym zaimplementował sobie drugiego penisa, a reszta  jest od ludzi których nie lubię i nawet nie chciałoby mi się  czytać o-maili od nich, więc skrzynka odpowie na nie automatycznie, według mojego Profilu Osobistego. Zniechęcony, wyłączyłem pocztę. Postanowiłem zobaczyć, czy na świecie wydarzyło się coś ciekawego w ciągu ostatnich dwóch dni. Omninet oświadczył, że wybuchło parę przewrotów wojskowych, ale gdzieś na krańcach świata i ponieważ nie lubię tropików, i mam lekkie uprzedzenia rasowe, nie byłoby to dla mnie interesujące, a ponadto mogłoby niepotrzebnie podnieść ciśnienie tętnicze. Poza tym na całym globie doszło do dwustu  makabrycznych morderstw, czterech katastrof lotniczych, jednej rakietowej, o których nie chcę czytać, bo według mojego oProfilu, nie lubię widoku krwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeszedłem na widok telewizora. Omnivision poinformował mnie, że  w tej chwili nie ma nic dostępnego z moimi ulubionymi aktorami i jedynym filmem, który pasowałby do mojego PO jest „Mechaniczna Pomarańcza 3” w wersji SHD, ale oglądałem to już dwa tygodnie wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ekranie pojawiło się  firmowe hasło „U want - we know” i wielkie logo OmniCorporation . W tym momencie poczułem, że to mi nie wystarcza. Jeszcze mocniej zapragnąłem zrobić coś sam. Wtedy, niestety, nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że owa niecierpliwość wynikała z przydługiej drzemki i przegapienia porcji codziennych środków antyboringowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgłodniałem, więc poszedłem do kuchni. Inteligentny Kucharz Domowy zanegował moją propozycję pulpecików i w ramach dnia bez kwasów tłuszczowych zaserwował mi zdrową, lekką i pożywną sałatkę. Gdy zjadłem, wpadłem na zwariowany pomysł  ręcznego umycia naczyń. Wiem! To absurdalne, ale  pokazuje jaki byłem zdesperowany. Niestety, zanim się obejrzałem zastawa zniknęła w otchłani stołowego blatu i ultraszybkimi pasami transmisyjnymi pomknęła...sam nie wiem gdzie.. nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale pewnie do jakiegoś międzymieszkalnego, skomputeryzowanego czyśćca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do głowy przyszła mi kolejna szalona myśl - sprzątanie mieszkania, albo jeszcze lepiej-REMONT! Na szczęście szybko się zreflektowałem, że po pierwsze nawet nie mam odkurzacza (po co miałbym mieć skoro kurz nie osiada na żadnej powierzchni, a złuszczający się naskórek i włosy tajemniczo rozkładają się między włóknami dywanu), a po drugie,  po nanofarbie wszystko spływa jak po kaczce  i moje mieszkanie będzie śnieżnobiałe przez następne dwadzieścia lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narastała we mnie złość. Wiedziałem, że nie wytrzymam dłużej w mieszkaniu, więc postanowiłem się przejść. Na zewnątrz nikogo, wszyscy w pracy. Och, ile bym wtedy dał za kogokolwiek, ot by powymieniać się oSmile'ami i adresami oProfilów. Chodnik na podstawie danych statystycznych PO zgadł, że chciałbym zobaczyć fontannę znajdującą się dwie przecznice od mojego domu i wyświetlił jej krystalicznie czysty, holograficzny obraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy uświadomiłem sobie, że muszę zabić Panią Palmer. Motyw? Miała denerwujący oProfil i  natrętnie próbowała ze mną flirtować w wirtualu. Zresztą, tak naprawdę to nieważne. Jakoś tak wyszło, że pierwszą osobą o której pomyślałem była właśnie ona. Ja chciałem po prostu się zabawić bez dżojstików, Panie Władzo. To było dokładnie to czego szukałem. Broń ciągle jeszcze nie wybiera na podstawie  oProfilu kogo ma zabić, a na spuście nadal musi tkwić mój palec. Dlaczego nie zabiłem jej w Omninecie? Bez przesady, nie jestem bandytą. Jestem zwykłym, szarym obywatelem, z normalnym stężeniem sodu w moczu i minimalną ilością płytek cholesterolu LDL. Oczywiście  uważam, że Pożeracze Kont, offlinerzy i inni odłonczeńcy  to najgorsi kryminaliści i trzeba ich tępić z całą surowością. Utrata oProfilu to przecież śmierć towarzyska! PO to doświadczenia naszego całego życia i sam Pan przyzna, Panie Władzo, że niełatwo coś takiego odtworzyć. Dlatego zaczaiłem się na nią w  pracy i strzeliłem jej  w prawą półkulę. Tak, żałuję tego co zrobiłem, to było szczeniackie. Biedna Pani Palmer, miną dwa miesiące zanim zakończy się u niej neuroregeneracja  i wdrukowywanie  danych z oProfilu, ale sam pan rozumie, impuls, przygoda, brak antyboringu... Tak, Omnibank wypłacił jej odszkodowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym jak strzeliłem, krew trochę mnie przeraziła, pomyliłem drzwi, później wpadłem na te światła, broń sama wypaliła...ale ja chciałem iść  prosto na komisariat, nie trzeba było mnie obezwładniać... Poza tym chciałbym dodać, że cele z łóżkami, przepraszam, pryczami bez termoregulacji i wyboru sennika są rewelacyjne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak na marginesie to wie Pan, Panie Władzo, zawsze chciałem być policjantem. Te emocje, pościgi, strzelaniny, naprawdę wykonujecie kawał dobrej roboty. Jak to właściwie jest?... To nie wasza działka?... Zajmują się tym Boty Bojowe? No to spisywanie zeznań, szukanie poszlak, sporządzanie raportów...to też nie wy?... Inspektery i Samodruki?... To właściwie co Pan robi, jeśli można spytać? Aha... Słucha mnie Pan...eee...to jest Pan w tym naprawdę świetny, wspaniała robota!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;możliwy ciąg dalszy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;--------------------------------------------------------------------------------------------&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dziwne, króciutkie,   futurystyczne  opowiadanie-monolog powstało jakiś rok temu. Do tej pory, nigdzie go nie publikowałem, włącznie z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;Leonartem&lt;/span&gt;. Właściwie to pierwsza część, trochę większej historii. Kiedy napisałem powyższy tekst, doszedłem do wniosku, że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;warto by&lt;/span&gt;  go rozwinąć...okazało się, że sprawa Pana &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;Plumpa&lt;/span&gt; nie jest taka prosta jak się wydaje, a świat w którym żyje, aż prosi się o pewne wyjaśnienia i rozbudowanie. Reszta "materiału" została skończona w ok 80 procentach wiele miesięcy temu... Dlatego też dodałem dopisek "możliwy ciąg dalszy".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To taki mój mały flirt z fantastyką ;), który powstał z obserwacji portali takich jak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;LastFM&lt;/span&gt;, czy innych "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;łep&lt;/span&gt; dwa zero", które wytrwale zbierają o mnie (i o was też!)  informacje, tworzą swoje chmury danych (wszechobecne dodatki i usługi kochanego Google :) ), a nawet &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;gustometry&lt;/span&gt;, swoje propozycje na podstawie moich wyborów (rzeczony &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;lastFM&lt;/span&gt;). Poszedłem, więc dalej. I tak oto z mojej głowy wyskoczył &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;wszechwiedzący Omninet&lt;/span&gt;, antyboring,  nieomylne Inspektery i podejrzany element społeczny - offlinerzy:)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Hej ho!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8665654009872289553?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8665654009872289553/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/zeznanie-pana-plumpa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8665654009872289553'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8665654009872289553'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/zeznanie-pana-plumpa.html' title='Zeznanie Pana Plumpa'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-4252014899364785000</id><published>2009-03-21T21:37:00.008+01:00</published><updated>2009-04-06T18:40:38.307+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"Do Brody - byczo jest!"</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lao Che w Graffiti&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To był mój czwarty poważny koncert w życiu i  mimo tego był absolutnie wyjątkowy. Dwóch poprzednich doświadczałem na świeżym powietrzu, jednego w gig&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdowehgBO4I/AAAAAAAAAHA/Ol_ES-nk7xM/s1600-h/widownia.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 131px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdowehgBO4I/AAAAAAAAAHA/Ol_ES-nk7xM/s200/widownia.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321619210638539650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;antycznej hali, a w tym przypadku występ odbywał się w dość niewielkiej sali. Różnica - ogromna i nie chodzi tu tylko o gabaryty (choć to definiuje wszystko inne), ale przede wszystkim o atmosferę - takiego fanatyzmu jeszcze nie widziałem :D. Na Scorpions otaczali mnie fanatycy, ale ich dobrze znałem i w stosunku do 10 tys publiki byli garstką, na Australian Pink Floyd, podobnie albo gorzej, tam była garsteczka. Natomiast w klubie Graffiti...200 osób przeżywających absolutny odjazd, znających wszystkie teksty (no może przesadziłem,  ale 60 procent sali na pewno aktywnie śpiewała). Po drugie niezwykła bliskość muzyków - na wcześniejszych koncertach publiczność dzieliło od wykonawców kilka metrów (także w górę). Na Lao Che? Gdybym chciał, mógłbym złapać  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Krojca&lt;/span&gt; (gitarzysta), albo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Spiętego&lt;/span&gt; (wokalista) za nogę :P. Na tamtych gigach publika i scena były dwiema różnymi przestrzeniami - muzycy mieli własne wyjście i wejście, nie było z nimi żadnego kontaktu poza tym co robili &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdovG9Nak-I/AAAAAAAAAGI/uuSGQNrvV9w/s1600-h/zespol.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdovG9Nak-I/AAAAAAAAAGI/uuSGQNrvV9w/s200/zespol.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321617706248213474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;na scenie - to oni dyktowali warunki. W Graffiti po skończonym koncercie, muzycy wyszli tym samym wyjściem co publiczność (prawdopodobnie wstępując do baru na piwko :P)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz od początku. Poza miejscem, muzyką etc. ten koncert był wyjątkowy pod względem okoliczności. Krótko mówiąc okazał się wyjazdem pełnym pomyłek i mojego zapominalstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wziąłem szczoteczki do zębów (to był akurat najmniejszy problem, kupiłem drugą :P), nie wziąłem ładowarki do komórki (to większy problem, musiałem postępować bardzo oszczędnie i strategicznie z dwoma "paskami" energii), nie wziąłem cyfrówki (fakt, ochrona, przynajmniej na początku, sprawdzała ich posiadanie dosyć skrupulatnie, więc o tym dlaczego żałuję za chwilę), ani okładki "Powstania Warszawskiego" (drug&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdovMaqz1ZI/AAAAAAAAAGQ/Vzo70OvjMcs/s1600-h/spiety.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdovMaqz1ZI/AAAAAAAAAGQ/Vzo70OvjMcs/s200/spiety.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321617800055477650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;a płyta Lao Che), ani żadnego flamastra (co by autografa wyhaczyć) . Nie wziąłem większej kasy (większej niż 3 zł które przygotowałem na zapłatę za szatnię ;P) by kupić sobie coś do picia, czy do przekąszenia. I chyba najważniejsze. Nie wziąłem ze sobą  żadnego przyjaciela albo chociażby znajomego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie powinienem był się tego spodziewać, ale przywykłem do atmosfery poprzednich koncertów - osoby z różnych stron kraju, którzy zupełnie się nie znają - po prostu są w jednym miejscu i czekają na muzykę. Natomiast tutaj (kolejna różnica między tymi koncertami) ludzie poprzychodzili ze swoimi połówkami (bynajmniej nie chodzi tu alkohol, ten trzeba było kupić w barze ;) ), znajomymi, bądź też wypatrzyli w tłumie mniej lub bardziej znanych sobie, lubianych kumpli. Ja &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"chłopak z &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;prowincji"&lt;/span&gt; nie znałem tam nikogo...w związku z czym czułem się trochę obco, zwłaszcza, że musiałem wyczekiwać w tej gwarnej atmosferze powitań i pogaduch dwie godziny (kolejna pomyłka, nie wiem tylko czy moja, czy rzeczywiście tak napisali na stronie. Przyszedłem o 18, "otwarcie" było o 19, a koncert zaczął się o 20).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak t&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdovVtNaaXI/AAAAAAAAAGY/f5JuCTdCBrg/s1600-h/denat.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 133px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdovVtNaaXI/AAAAAAAAAGY/f5JuCTdCBrg/s200/denat.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321617959651273074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;o czekanie miało dobre strony. Wchodząc o 18 do klubu natknąłem się na.. Spiętego. Schodził sobie jak gdyby nigdy nic w czapce z pomponem (genialna!)  i z piwkiem w ręku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szok. Byłem tak spięty, że Spiętemu nic nie powiedziałem ;). Wiecie, w głowie milion zdań i pytań: "Spięty, co słychać?" - nie to zbyt natarczywe i koleżeńskie, "Spięty! Zawsze marzyłem by cię spotkać!" - to zbyt liżodupne. Jednocześnie kląłem w duchu na brak aparatu, czy nawet kartki  i długopisu. Skończyło się na tym, że udałem, że faceta nie poznałem i poszedłem na górę. Chwilę później dzięki temu, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Denat&lt;/span&gt; (animacja, radiostacja) zostawił przypadkiem otwarte drzwi mogłem podglądać próbę zespołu, co było bardzo miłym doświadczeniem :D.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu zaczął się koncert. Najpierw support z Białej Podlaskiej - "Plagyat", młode chłopaczki (takie jak ja :P), druga, może trzecia liceum, wokalista nieco skoksowany i wrażenie...bardzo pozytywne. Teksty trochę infantylne, rymy częstochowskie też się trafiały, ale muzycznie było bardzo dobrze. Plus za nawiązanie do Kultu, które chyba tylko ja na sali zauw&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sdovb_CFePI/AAAAAAAAAGg/-5NXadz23ws/s1600-h/krojc.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 132px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sdovb_CFePI/AAAAAAAAAGg/-5NXadz23ws/s200/krojc.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321618067514816754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ażyłem (piosenka miała tytuł "Trzy kolory" i wokalista zapowiadając chciał powiedzieć o jakie kolory mu chodzi [oczywiście chodziło o czerwony, zielony i żółty], nie mógł znaleźć odpowiedniego słowa, więc dokończył za niego ktoś z widowni, na co on [ z idealną intonacją ;P] "Brawo! Trafna odpowiedź, wygrywa pan zegarek!")&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszedł czas na Lao Che. I świat przestał istnieć. I zaczęło się pogo. A ja w duchu myślałem, dlaczego wziąłem okulary? Dlaczego mam to żelastwo na zębach w postaci KosztującegoKupęSzmalu aparatu ortodontycznego? Choć w pogo nie uczestniczyłem (stałem pod samymi barierkami, pogo było trochę dalej...zresztą bądźmy szczerzy, pewnie bym tego nie przeżył :P) to odleciałem totalnie. Na Scorpionsach tak nie odleciałem (no przesada, ale piszę tego posta pod wpływem emocji :P). Na Australian PF również.. 22 (chyba) utwory pełne nieziemskiego czadu..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed k&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdovjZnSq0I/AAAAAAAAAGo/2s_a_JAqpkk/s1600-h/zubr.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 135px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdovjZnSq0I/AAAAAAAAAGo/2s_a_JAqpkk/s200/zubr.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321618194909276994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;oncertem miałem wątpliwości. Słyszałem różne opinie - że Spięty nie daje rady, że płyta Gospel na koncerty się nie nadaje.. bullshit, totalna "polka galopka", tempo nieziemskie, wykonanie wyśmienite, setlista o jakiej można marzyć. Wszyscy wokół orbitują, czuję, że to moje miejsce i mój czas, nad nami płynie kilka niemalże chrystusowych, unoszonych dłońmi tłumu, sylwetek, ludzki żywy, wijący się organizm, nie do ogarnięcia, nie do okiełznania. 5 minutowe wołanie o bisy, które obudziłoby umarłego, później kolejne 5 minut skandowania "Lao Che! Lao Che!" o następny bis. W końcu dziesięciominutowe wołanie o trzeci, które jednak (co łatwe do przewidzenia) nie zostało spełnione :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym wspaniała niespodzianka. Lao Che zagrało dwa covery Klausa Mitffocha - "Strzeż się tych miejsc" i "Klus Mitroch" - byłem wniebowzięty! To prawie tak jakby zagrali Republikę, choć wtedy nie ma bata musiałbym wejść na scenę i ucałować im stopy ;)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sdovrr0QvNI/AAAAAAAAAGw/oyqQkyVjZqI/s1600-h/mrocznyspiety.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sdovrr0QvNI/AAAAAAAAAGw/oyqQkyVjZqI/s200/mrocznyspiety.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321618337234468050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tego koncertu wyniosłem nie tylko wspaniałe wrażenia i wspomnienia, ale także autograf. Dokładniej autograf Denata. Pytacie, jak skoro nie miałem długopisu ani kartki? Ano znalazła się przemiła niewiasta i zaoferowała mi pożyczkę kartki i długopisu. Wychodząc z klubu ze wspaniałą zdobyczą w kieszeni zaczynałem powoli wracać do realnego, przyziemnego świata. O czym  świadczył&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;a) &lt;/span&gt;niesamowity ból krtani od krzyczenia&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;b) &lt;/span&gt;ból karku&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;c)&lt;/span&gt; ból mostka (prawdopodobnie za mocno wpadłem na barierki i  nawet tego nie zauważyłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sdov1gP-ySI/AAAAAAAAAG4/I4AX9ZkMDdo/s1600-h/mrocznyspiety2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sdov1gP-ySI/AAAAAAAAAG4/I4AX9ZkMDdo/s200/mrocznyspiety2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321618505928198434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Podsumowując, pisząc tego posta (dzień po) wszystko powyższe nadal mnie boli, co świadczy o tym, że koncert był naprawdę udany. Hej ho!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Tytuł posta to cytat  z "Godziny W" ... Lao Che oczywiście ;P&lt;br /&gt;PS2. Teraz widzę, że taki kawał tekstu bez zdjęć jakiś taki łysy jest. Jak dorwę, zdjęcia z koncertu to wstawię :)&lt;br /&gt;PS3. Zdjęcia pochodzą ze strony klubu Graffiti - http://www.graffiti.lublin.pl/gal/263/index.php - na zdjęciu z Krojcem chyba widać moją rękę :P. A te wygibasy Denata - to jego zajebisty taniec sceniczny :D&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-4252014899364785000?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/4252014899364785000/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/do-brody-byczo-jest.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4252014899364785000'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/4252014899364785000'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/do-brody-byczo-jest.html' title='&quot;Do Brody - byczo jest!&quot;'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SdowehgBO4I/AAAAAAAAAHA/Ol_ES-nk7xM/s72-c/widownia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-3112497673946647821</id><published>2009-03-16T15:29:00.001+01:00</published><updated>2009-03-16T22:51:29.469+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><title type='text'>Fotozagadka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;Czy widzisz na tym zdjęciu...&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sb5hWd9oYwI/AAAAAAAAAEQ/JsOa8-hMpEk/s1600-h/P1070988b.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sb5hWd9oYwI/AAAAAAAAAEQ/JsOa8-hMpEk/s400/P1070988b.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313791648971907842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...głowę wąsatego mężczyzny w bandanie ?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-3112497673946647821?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/3112497673946647821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/fotozagadka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3112497673946647821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/3112497673946647821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/fotozagadka.html' title='Fotozagadka'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sb5hWd9oYwI/AAAAAAAAAEQ/JsOa8-hMpEk/s72-c/P1070988b.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-8311061834073287690</id><published>2009-03-11T23:32:00.005+01:00</published><updated>2009-03-11T23:43:19.734+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>"Ścieżki Chwały"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sbf04SdzueI/AAAAAAAAADA/ziL6w7Uup5Y/s1600-h/%C5%9Bcie%C5%BCki+chwa%C5%82y.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 138px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sbf04SdzueI/AAAAAAAAADA/ziL6w7Uup5Y/s200/%C5%9Bcie%C5%BCki+chwa%C5%82y.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311983533373503970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W moim Małym Miasteczku jest jedno wydarzenie (w miarę cykliczne), które można by nazwać kulturalnym. Niewiele wydarzeń w moim Małym Miasteczku może uzyskać takie miano, więc staram się być jego jak najczęstszym uczestnikiem. Otóż w naszym małomiasteczkowym kinie, w poniedziałki (o 18:00 jeśli kogoś by to interesowało) odbywają się darmowe seanse klasycznych filmów z lat  60-tych, 50-tych, a nawet 40-tych. Choć filmy nie są wyświetlane z głównego projektora, jakość nierzadko pozostawia sporo do życzenia (divx ekhm...)  i dosyć często przytrafiają się jakieś  nieprzewidziane problemy techniczne, to jest to cudowna sprawa. Wiadomo, trafiają się filmy lepsze i gorsze, ale gdyby nie te poniedziałkowe seansy nie poznałbym naprawdę wielu wspaniałych, ponadczasowych  dzieł - które każdy, kto uważa, że filmy są ważną częścią jego życia, powinien obejrzeć - a wiecie jak to jest, nie zawsze jest czas, często się o nich nie pamięta (lata 50? Toż to prehistoria!), a tutaj - wystarczy tylko przyjść i wszystko jest podane na tacy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym tygodniu wyświetlano &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ścieżki Chwały"&lt;/span&gt;, film co do którego miałem spore obawy (przyznajcie, ten tytuł nie brzmi zachęcająco). Bałem się tym bardziej, że jest to pierwszy ważny film Stanleya Kubricka (uwielbiam go!). Zastanawiałem się  jak facet wybrnął z tematu I wojny światowej i co zrobił z Kirkiem Douglasem (który do tej pory kojarzył mi się a) ze swoim synem b) z filmami &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"sandałowymi"&lt;/span&gt;  w stylu Spartakusa, gdzie głównie pokazuje się gołe klaty i z takimi sobie westernami), przerażał mnie też  plakat w stylu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"do boju żołnierze"&lt;/span&gt;, a ponieważ to lata 50, kiedy to takie filmy kręcono w ogromnych ilościach, moje obawy nie były bezzasadne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście już w pierwszych minutach wiedziałem, że myliłem się całkowicie. Nie dość, że to wspaniały film antywojenny, to Kubrickowi udało się coś co udaje się niewielu - jego obraz ani technicznie, ani fabularnie się nie zestarzał - nie m&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sbg2VDOM0jI/AAAAAAAAAD4/WIKDd26tVlY/s1600-h/carey.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 159px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sbg2VDOM0jI/AAAAAAAAAD4/WIKDd26tVlY/s200/carey.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5312055495753519666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;a tu charakterystycznego dla lat 50 manieryzmu, ckliwości i wojennej opery mydlanej. Jest na serio, jest bardzo antywojennie i choć filmów antywojennych powstało na pęczki to w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ścieżkach Chwały"&lt;/span&gt; jest wyjątkowo - mimo, że akcja dzieje się na froncie francusko-niemieckim, przez cały film nie pojawia się ani jeden niemiecki żołnierz, nie ma też właściwie scen batalistycznych (tylko jedna, choć długa sekwencja), zrezygnowano więc z dwóch głównych osi w filmach wojennych - relacji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wróg-&gt;&lt;-wróg&lt;/span&gt; i okropności wojennego frontu.&lt;br /&gt;Co pozostało? Dehumanizacja generalicji (a także żołnierzy), zimna kalkulacja wojennej strategii, zacieranie się pojęcia jednostki i ludzkiej odrębności. I Wojna Światowa, może nawet bardziej niż II była wojną totalną - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ścieżki&lt;/span&gt; Chwały" doskonale to obrazują (np. dwóch rozmawiających żołnierzy o tym jak woleliby umrzeć - rozerwani przez szrapnel, ugodzeni bagnetem czy kulą?, czy stosunek generałów do życia żołnierzy), cały ten obraz polany został sporą dawką czarnego humoru i celnych ripost (przytaczam cytat, który najbardziej zapadł mi w pamięć):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Priest:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Death comes to us all..&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Arnaud: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;That's really deep&lt;death comes="" to="" us="" all=""&gt; "Death comes to us all"... That really is deep&lt;/death&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="font-style: italic;"&gt; [holds up his whiskey bottle]!&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; This is my religion! Oh great bottle, forgive me my sins, for now I lay me down to sleep. May I drink you first? Thank you. Amen."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sbg2iQWabgI/AAAAAAAAAEA/1tgKMmDXMQY/s1600-h/aepathsofglory1.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 151px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sbg2iQWabgI/AAAAAAAAAEA/1tgKMmDXMQY/s200/aepathsofglory1.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5312055722615926274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A jak wybrnął Kirk Douglas? Naprawdę dobrze - facet jest stworzony do takich ról - wspaniały dowódca, który idzie do boju w pierwszym szeregu i szanuje swoich żołnierzy, traktuje ich jak braci, jest jednym z nich - jednocześnie człowiek naiwny, nie jest przeciwko wojnie, ale zarazem nie uznaje w niej braku człowieczeństwa. Jest oczywiste, że taka postawa powoduje wewnętrzne rozdarcie, które z biegiem akcji narasta pozostawiając bohatera w pułapce bez wyjścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jeszcze można wynieść z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ścieżek chwały"? &lt;/span&gt;Parę scen, które zapadają w pamięć - ciemny, przeorany bruzdami po pociskach pas ziemi niczyjej między frontami który w pewnym momencie jest stopniowo oświetlany przez wypuszczoną w powietrzę flarę - majstersztyk. Scena sądu wojennego w sali balowej jakiegoś przyfrontowego barokowego pałacu (rozwalony na zabytkowej sofie generał - absolutnie znudzony i zmanierowany) i sceny końcowe filmu, o których nic nie powiem ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując. "Kubrick wielkim reżyserem był". &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ścieżki Chwały"&lt;/span&gt; warto obejrzeć - nie jest to może film tak wspaniały jak późniejsze dzieła tego reżysera, ale widać w nim przebłyski  geniuszu - poza tym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ścieżki..."&lt;/span&gt; powinny spodobać się wszystkim (oczywiście jeżeli wiedzą, że będzie to film wojenny i są na to przygotowani :P) - nie ma tu dłużyzn (które Kubrickowi się niestety zdarzają), niepotrzebnych, niejasnych scen . Kawał dobrego, ponadczasowego kina.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-8311061834073287690?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/8311061834073287690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/sciezki-chway.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8311061834073287690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/8311061834073287690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/sciezki-chway.html' title='&quot;Ścieżki Chwały&quot;'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/Sbf04SdzueI/AAAAAAAAADA/ziL6w7Uup5Y/s72-c/%C5%9Bcie%C5%BCki+chwa%C5%82y.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-420180302183314142</id><published>2009-03-08T23:27:00.000+01:00</published><updated>2009-03-10T19:20:41.008+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>opowiadanie "Substytut"</title><content type='html'>-   Cały nasz interes idzie na śmietnik, przez ten wasz pieprzony Substytut! Nasz koncern prosi – skośnooki człowieczek się zawahał – żąda tej receptury! Bo co to jest? Przepuściliśmy wasze mazidło przez wszystkie możliwe testy, nasi naukowcy oglądali je i rozkładali na czynniki pierwsze przez dwa miesiące! I co? - Azjata bezradnie zatrzepotał rękoma - I nic! Co to jest i ile za to chcecie?! -  wyjął z kieszeni marynarki gustowną  książeczkę czekową  z logiem swojego koncernu  – w tej chwili marka&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Kirei&lt;/span&gt; to ja, mogę wypisać czek na dowolną sumę, proszę  ją tylko podać.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-   Najpierw proszę usiąść Panie Okuzawa – biały mężczyzna o nieco lisiej twarzy wskazał nowoczesny czarny fotel przed swoim biurkiem i poczekał, aż jego gość grzecznie usiądzie – nie powiem Panu czym jest nasz Substytut – mężczyzna powstrzymał gestem zrywającego się z fotela Japończyka - ...ale mogę powiedzieć czym nie jest. Proszę pytać – Okuzawa uśmiechnął się, w końcu to był jakiś postęp, na pewno zdoła wyciągnąć z tego francuzika jakieś przydatne informacje...&lt;br /&gt;-   Feromony? - zapytał jakby na próbę. Doskonale wiedział, że w Substytucie nie ma feromonów.&lt;br /&gt;-   Widzi Pan...feromony to raczej prostacki pomysł, są nietrwałe i ich działanie opiera się na naszej zwierzęcej i prehistorycznej  naturze. Stan który można wytworzyć feromonami – mężczyzna za biurkiem rozłożył ręce - to niestety nie miłość. A skąd to wiemy? Człowiek, jak i każde inne zwierze, poddany działaniu feromonów widzi wytwarzającą je osobę  poprzez jej pierwszorzędowe i drugorzędowe cechy płciowe. Jednym słowem, mimo iż dany osobnik, niejako zahipnotyzowany feromonami, postrzega &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„nadawcę”&lt;/span&gt; jako ideał piękna, inteligencji czy wdzięku tak naprawdę jego podświadomość  widzi w nim idealnego reproduktora. To nie jest miłość, co najwyżej zauroczenie, czy po prostu popęd płciowy. Czym, więc jest miłość? Miłość natomiast, jest idealizowaniem obiektu uczuć przy jednoczesnej świadomości jego wad i ich pełnej akceptacji. Odpowiedź tkwi tutaj – mężczyzna dotknął swojej skroni – a nie tu – dwuznacznie wskazał pod swoje biurko  - zrobił krótką pauzę – ale przecież pańska firma, jak i każda inna firma kosmetyczna, doskonale to wie.&lt;br /&gt;-   Jak to? Co Pan przez to  rozumie?&lt;br /&gt;-   Wy również działacie na umysł. Wytworzyliście w umysłach kobiet i mężczyzn na całym świecie potrzebę używania setek kremów przeciwzmarszczkowych, odmładzających, upiększających...mimo iż nie widzą wyraźnych efektów ich stosowania, stosują je dalej – mężczyzna wskazał oskarżająco na Pana Okuzawę - wy wmówiliście im te efekty.&lt;br /&gt;-   Coś pan insynuuje?...Zaraz, chce Pan powiedzieć, że wasz środek to placebo? Puszczacie sygnały podprogowe w reklamach? - Azjata wyraźnie się ożywił.&lt;br /&gt;-   Nie, tego nie powiedziałem. Chciałem tylko pokazać, że wszyscy działamy na świadomość konsumenta, tylko moja firma robi to w bardziej wyrafinowany sposób, a wy nie możecie odkryć receptury, bo Substytut jest zbyt złożony. To moje osobiste odkrycie. Pracowałem nad nim prawie 20 lat i wiem, że niełatwo rozszyfrować tak rozbudowaną konstrukcję, zwłaszcza kiedy rozkłada się ją na czynniki pierwsze, tak jak sądzę, robił pański zespół naukowców. Składowe oddzielnie nie mają sensu... - mężczyzna machnął ręką -  ale niech sam się Pan  głowi nad rozwiązaniem zagadki. Na koniec naszego spotkania, ponieważ nie chcę by odchodził pan z jeszcze większym mętlikiem w głowie niż przed wejściem tutaj, dam Panu jeszcze jedną, ostatnią podpowiedź – Francuz rozsiadł się wygodnie – Czy brał Pan kiedyś narkotyki?&lt;br /&gt;-   Uważam, że to pytanie było niestosowne – obruszył się gość.&lt;br /&gt;-   Dobrze, nie było pytania. Chociaż, mój produkt nie ma nic wspólnego z narkotykami, aczkolwiek wiem, że dosyć łatwo uzależnić się od miłości – człowiek o lisiej twarzy uśmiechnął się ironicznie – to jego zdolność wywoływania sugestywnych stanów uczuciowych jest podobna jak w przypadku niektórych narkotyków. Zapyta Pan, co mają wspólnego narkotyki z uczuciami? Przykład pierwszy, znany od tysięcy lat haszysz, wywoływał u arabskich asasynów czystą nienawiść do wroga, co prawie całkowicie uodporniało ich na ból. Przykład drugi, marihuana, w tym przypadku uczucia mogą być różne, czasem towarzyszy jej przyjemne, bezmyślne odrętwienie, rzadko nienawiść, jak w przypadku haszyszu, a czasem – mężczyzna za biurkiem zrobił pauzę – bezbrzeżna miłość do całego świata. Może zabrzmi to dla Pana niewiarygodnie i filozoficznie, a nie tak jakby Pan chciał, zdroworozsądkowo i klarownie, ale w naszych głowach ukryte są &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„oceany”&lt;/span&gt; miłości i nienawiści do WSZYSTKIEGO. Problem w tym, że biegną od nich tylko wąskie strużki. Oczywiście otwieranie tych uczuciowych tam marihuaną jest jak otwieranie skomplikowanego zamka elektronicznego młotkiem - to kwestia naprawdę dużego szczęścia.&lt;br /&gt;-   Chce Pan powiedzieć, że swoim Substytutem chemicznie otwieracie  jakieś tamy miłości? To są po prostu brednie! - silnie gestykulując, wybuchnął Japończyk.&lt;br /&gt;-   Pan może tak sądzić, ale Pańska żona zapewne mówi całkiem co innego odkąd wasz związek wyraźnie się polepszył – odparł człowiek o lisiej twarzy, a Pan Okuzawa skurczył się w swoim fotelu i oblał  rumieńcem, jeśli jest to w ogóle możliwe u pięćdziesięcioletniego, japońskiego rekina biznesu.&lt;br /&gt;-    Czy zdaje Pan sobie sprawę z konsekwencji stworzenia Substytutu? - zapytał po chwili.&lt;br /&gt;-   Niech mnie Pan oświeci, Panie Okuzawa.&lt;br /&gt;-   Zabił Pan sztukę, Panie Renard. Przez Pana cały ludzki dorobek stracił sens. Niech Pan powie, po co komu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Romeo i Julia”&lt;/span&gt; skoro może skoczyć do najbliższej apteki i samemu odczuwać wzniosłe, miłosne uniesienia, wydawałoby się nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika? O czym będą marzyć miliony, skoro wszystko mają  na wyciągnięcie ręki?&lt;br /&gt;-   Powstanie nowa sztuka, a czyż rzucenie tej starej  na śmietnik historii nie jest warte szczęścia  milionów? Zamiast chłopaka wzdychającego do dziewczyny na balkonie i niezliczonego tłumu smutnych, szarych ludzi marzących o tym by choć przez chwilę być w ich skórze, mamy niezliczony tłum ludzi szczęśliwych. Czy to nie jest warte balkonu z dykty i plastykowych winorośli? Dzięki mojemu Substytutowi ludzie mają to o czym marzą. Czy wie Pan, że liczba rozwodów na całym świecie zmalała o prawie dziewięćdziesiąt procent? - zapytał Pan Renard.&lt;br /&gt;-   A czy wie Pan, że liczba zdrad wzrosła prawie o dziewięćdziesiąt procent? - odparował Japończyk.&lt;br /&gt;-   Zmartwię Pana, na razie tylko wy, szefowie koncernów kosmetycznych protestujecie. Marna i nieszczera ta opozycja...&lt;br /&gt;-   No tak, przecież nawet Kościół nie ma nic przeciwko od kiedy nasączenie hostii Substytutem  dało tak wymierne efekty... czy jest Pan świadomy, że to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„szczęście ludzkości” &lt;/span&gt;będzie krótkotrwałe? Co dalej? Co potem? Miłosne wyznania w końcu stracą sens, uczucie nie będzie wyróżniało, będzie jak... jak kromka chleba, absolutnie powszednie i przestanie cieszyć, a atakujące z każdej strony będzie wręcz nieznośne.&lt;br /&gt;-   Po pierwsze przecenia Pan nasz produkt – trzeba mieć pewien związek emocjonalny z użytkownikiem Substytutu, by mógł działać. Poza tym obecnie pracujemy nad jego chemicznym ekranowaniem i zwiększeniu wybiórczości działania. Po drugie, zawsze mogą być inne wyróżniki uczuciowego zaangażowania, może w końcu przyjdzie czas na Substytut Nienawiści?&lt;br /&gt;-   To jest chore... - wyszeptał właściciel koncernu Kirei.&lt;br /&gt;-   O pierwszych samochodach mówiono to samo – mężczyzna spojrzał na zegarek – Niestety, czas naszego spotkania dobiegł końca. Żegnam Pana – Renard wskazał solidne, mahoniowe drzwi. Azjata wstał z fotela, poprawił krawat, spojrzał w stronę siedzącego Europejczyka i z politowaniem pokręcił głową.&lt;br /&gt;-   Żegnam – obrócił się na pięcie, nagle znieruchomiał  jakby coś sobie uzmysłowił po czym odwrócił głowę – ciekawe czy szczęście na wyciągnięcie ręki jest nadal szczęściem? - rzucił i wyszedł.               &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Renard został sam. Wstał i podszedł do fotela na którym przed chwilą siedział jego gość. Usiadł wygodnie. Popatrzył na ścianę za swoim biurkiem i jeszcze raz zachwycił się sugestywnością wiszącego za pleksiglasową szybą plakatu. Na gigantycznym arkuszu pysznił się wielki czerwony  napis&lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Substitute of love”&lt;/span&gt;, a spod niego spoglądała niezwykła kobieca twarz. Jej spojrzenie niczym spojrzenie Wielkiego Brata  patrzyło  prosto w oczy oglądającego. Z tej  komputerowej kompilacji wielu twarzy biło przyjemne ciepło i jednocześnie drapieżne pożądanie. Niezwykła inteligencja, a zarazem dziecinna radość życia. A kiedy w końcu odrywało się wzrok od tego zjawiskowego wizerunku i myślami wracało  na nędzny ziemski padół,  do świadomości przebijał się, wcześniej niezauważony, mały, widniejący obok twarzy napis:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Can you feel it?”&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-420180302183314142?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/420180302183314142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/opowiadanie-substytut.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/420180302183314142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/420180302183314142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2009/03/opowiadanie-substytut.html' title='opowiadanie &quot;Substytut&quot;'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8441727772520545595.post-2336649344706293362</id><published>2009-03-08T08:56:00.001+01:00</published><updated>2010-05-09T20:22:51.278+02:00</updated><title type='text'>Nowe sytuacje ogarną nas...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Nowe sytuacje, nowe konstelacje, nowe orientacje ogarną nas"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Zaczynam w rytmie Republiki. Bez obaw, to nie żadna strona fanowska - po prostu kocham biało-czarne pasy i daję temu upust na moim, tak naprawdę, pierwszym blogu. Ostrzegam, nie mam w tej materii żadnego doświadczenia. Tak, jestem totalnie zielony - wiem tylko tyle, że nie będzie tu pisania o tym co jadłem na śniadanie, narzekania jaki ten świat brzydki, be, fuj i wyciągania osobistych brudów przed ludźmi których nie znam (czyli przed wami :) ).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Ten blog jest dla mnie jakimś krokiem na przód. Próbą konfrontacji. Posiadam już stronę, na której zamieszczam swoje prace (&lt;a href="http://leonart.cba.pl/"&gt;www.leonart.cba.pl &lt;/a&gt;). Niestety, jest to pisanie w próżnię, poza tym Leonart wymaga gruntownej renowacji, segregacji, modernizacji - i ponieważ jestem leniwy (w sumie upraszczanie sobie życia nie jest objawem lenistwa ;)) założyłem bloga. W polu "Tak, tak to ja" (jak każdy z tytułów po prawej stronie, jest nawiązaniem do Republiki), pod zdjęciem (na którym dumnie obnoszę się z moim pasiastym krawatem) są wyjaśnienia po co i dlaczego - po prostu nie potrafię pisać do szuflady. Niestety, Leonart już dawno stał się taką szufladą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Mam nadzieję, że świadomość, że ktoś czyta moje teksty, ogląda moje grafiki będzie dla mnie motywacją, by tworzyć więcej i lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;LeoN&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8441727772520545595-2336649344706293362?l=nowesytuacje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/feeds/2336649344706293362/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2008/03/nowe-sytuacje-ogarna-nas.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2336649344706293362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8441727772520545595/posts/default/2336649344706293362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nowesytuacje.blogspot.com/2008/03/nowe-sytuacje-ogarna-nas.html' title='Nowe sytuacje ogarną nas...'/><author><name>leon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04414150351298110013</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_ROl331wGpfg/SbghWstKD9I/AAAAAAAAADI/gb9rquU4xJo/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
